...czyli tydzień z Szer, znaczy z tą babką zrobioną z implantów. Czy coś.
Taki temat ostatnio zapodał zazwyczaj stroniący od blogosferowych wynalazków Złomnik, ja zaś stwierdziłem, że czemu nie. Dlatego, szanowni Państwo, Mesdames et Messieurs, oto krótka za to treściwa lista słitaśnych blogasków nie tylko motoryzacyjnych (muzyczny jest tylko jeden, stricte basowych niestety w ogóle), które zdarza mi się odwiedzać. A niektóre wręcz odwiedzam równie regularnie co emeryt miejsce, gdzie król chadza piechotą.
Kolejność, poza nr 1, całkowicie przypadkowa.
Tak - krul bloguf może być tylko jeden. Nie jest to żadne wazeliniarstwo - po prostu nic innego nie czyta mi się tak dobrze. Zresztą nie kryję, że jest jedną z mych głównych inspiracji. Kontrowersyjne choć w większości przypadków zaskakująco sensowne poglądy na motoryzację, masa idiotycznego żelaza i zdrowa dawka humoru. Znajdziemy tam m.in. felietony (zazwyczaj dość kontrowersyjne, co zdecydowanie jest plusem), tzw. "top sryliony" i miksy. Lubiam.
Nie wiem, czy można barańską stronę nazwać blogiem, ale na pewno ma jego główną cechę, czyli regularne wpisy. Są zdjęcia barańskich (i nie tylko) jeździdeł, które zazwyczaj odznaczają się satysfakcjonującą mnie dawką nonsensu, są informacje o eventach i relacje z tychże, są wreszcie organizowane przez Stado E-rally, czyli internetowe rajdy do jechania (przy czym jasność i spójność zamieszczanych itinererów jest tak porażająca, że Wybranka pieprznęła ostatnim z nich o deskę rozdzielczą Madzi, po czym kategorycznie odmówiła brania udziału w kolejnych edycjach).
Początek nie był najszczęśliwszy, gdyż autor... poczuł się urażony, że jego zdjęcia pokazały się na Złomniku w "niewłaściwej" kolejności i bez tegoż autora podpisów, za to z komentarzami Notlaufa (czyli złomnikoprowadzącego). Na szczęście efekt okazał się być nader fajny - regularna dawka zdjęć pięknego złomu zalegającego na ulicach miast (głównie Wrocławia i Bristolu) to coś, co tygrysy, tzn. leniwce bardzo lubią.
Zdjęć może nie za wiele, ale bardzo sympatycznie się czyta. Zresztą Ojciec Prowadzący jest - jak ja - nienormalny basistą.
Kolejny blog zapoczątkowany przez czytelnika Złomnika i nim właśnie zainspirowany. Poza pieszczącymi nerw wzroku zdjęciami gratów można tam znaleźć bardzo ciekawe historyjki o równie rzadkich co (jak sama nazwa wskazuje) bezsensownych modelach samochodów.
Zdjęcia i reportaże z zagranicznych muzeów motoryzacji (gł. z Francji, a TO ZAGRANICO JEST) a ostatnio przepiękny test, po przeczytaniu którego zżółkłem z zazdrości. Do dziś wyglądam jak Azjata z żółtaczką.
W zasadzie podobna tematyka - to, co zalega na ulicach i parkingach. Niekoniecznie w nie wrasta, choć to też. Regularna dawka dobrego złomu, zarówno mobilnego, jak i tego z gatunku nieruchomości.
To tyle jeśli chodzi o blogi motoryzacyjne. Przejdźmy tedy do tematyki różnorakiej.
"Mój" klawiszowiec z
Riderów. Nagrałem bas do kilku kawałków, które pojawią się na jego nadchodzącej płycie. Niechże ją tylko ukończy wreszcie.
Pani Złomnikowa, dwa małe złomniczątka i całe wiadro pomysłów jak i czym skutecznie zająć im czas oraz nakarmić rodzinkę. Sympatyczne, ciepłe, dowcipne.
Kolejny z tzw. blogów parentingowych. Czyli rodzicielskich. Prowadzony przez nader sympatyczne małżeństwo z Wrocławia. We Wrocławiu mieszka Janerka, więc niejako z defaultu jestem nastawiony pozytywnie. Poza "parentingowością" blog jest jeszcze lajfstajlowy, co odpowiada mi już mniej, gdyż lajfstajl kojarzy mi się z defekacją prestiżem własnym, zaś w tzw. blogosferze z niestrawnymi pierdołami w stylu Kominka czy innego Piecyka - na szczęście tutaj jest to nieinwazyjne i na tyle sympatycznie, przyjaźnie ubrane, że przymykam na to oko i wciągam treści bardziej mnie interesujące. A tych nie brak. Poza tym wygrałem u nich książkę więc nie mogę nie polecić.
Czyli Wybranka. Specjalistka od kłębków wełny i robienia czegoś z niemalże niczego. No i już niedługo (lipiec/sierpień) matka mego dziecięcia.
Zaglądajcie, czytajcie bo warto - a przy okazji nie omieszkajcie podzielić się tym, co sami czytujecie. Choćby czasami.
Branoc.