Buona sera (pytanie, jaki ser ma błonę)!
Pozdrawiam Was ciule z okazji Światowego Dnia Walki z AIDS. Mamy już grudzień, pogoda jest parszywa, za to jeszcze dwa tygodnie temu we Włoszech było całkiem znośnie. Wiem, gdyż właśnie wtedy - głównie w Prato, ale też trochę we Florencji i odrobinę w podrzymskim Fiumicino - była tam "w biznesach"
moja Wybranka. O jej biznesach już wkrótce na mym fąpażu, ale teraz przejdźmy do niewielkiego acz bardzo treściwego zbiorku żelaza, które udało się jej tam upolować. Oczywiście zgodnie z moją prośbą.
Panie i Panowie, oto pierwszy tutaj miks autorski. Powitajmy brawami mą Wybrankę i jej ociekające rdzą zdjątka.
Zacznijmy jednak nie od żelaza, ale od futra. Włoskie koty, w przeciwieństwie do włoskich samochodów, są zazwyczaj w rozmiarze XXL. Wielkością przypominają niewielkiego psa, są puchate i głównie śpią. I jest ich dużo. I jakoś nikomu nie przeszkadzają, robiąc to, w czym Włosi celują, czyli leniuchując sobie na słońcu.
A teraz żelazo.
Zaczynamy w Prato - położonej niedaleko Florencji miejscowości, którą Wybranka nazwała "włoskim Radomiem". Aczkolwiek biorąc pod uwagę nagromadzenie przemysłu odzieżowego, lepszym określeniem byłaby "włoska Łódź". Inna rzecz, że po łódzkich fabrykach zostało jedynie wspomnienie, "Ziemia obiecana" i Al. Włókniarzy, zaś w Prato przemysł włókienniczo-odzieżowy ma się dobrze.
Tak czy inaczej, w Prato (jak i w wielu innych miejscach we Włoszech) jednym z głównych środków transportu jest Fiat Panda pierwszej generacji. Jest ich tam naprawdę mnóstwo - i trudno się dziwić. Praktycznego, prostego, taniego w eksploatacji jeździdła nie ma co się pozbywać, póki pełni swoją funkcję. A pełni ją dzielnie.
 |
| Normalny samochód do pracy |
 |
| Jeździć aż odpadną koła - a te nie mają zamiaru odpadać |
W kraju, gdzie na ulicach rządzi oryginał, kopię traktuje się jednak nieco gorzej.
 |
| Przywieź Marbellę do krainy Pandy, zgnij ją, profit |
No i oczywiście coś, na co liczyłem najbardziej. I nie zawiodłem się.
Pięćsetki.
Uwielbiam te auta, w moim osobistym rankingu na najbardziej pluszowy samochód wszechczasów zostawiają wszystko inne daleko w tyle. Powinno się robić przytulanki w kształcie Fiata 500. Nie, czekaj - one podobno już są. Tak czy inaczej, Pińćsetka jest u nas cennym klasykiem (i w sumie trudno się dziwić), a we Włoszech...
 |
| Najzwyklejszy w świecie dejli drajwer w stanie "upalam i się nie martwię" - gruba punktacja na Nitach zapewniona |
 |
| Stare vs nowe - 3 rozmiary różnicy |
Największym jednak hitem, strzałem w dziesiątkę, czymś, co zryło mi mózg, wypadło mi oczy i wywołało bolesną ciasnotę w spodniach oraz niekontrolowany ślinotok było to:
 |
| Najprawdziwsza Giardiniera w stanie przepięknym. Z kurołapami! I faltdachem! Pożądam priapicznie!!! Zwracam też uwagę na ukrytego zaraz za nią prawdziwego jaktajmera. |
Po otrząśnięciu się z szoku wywołanego Giardinierą (wzwód jednak nie ustąpił do dziś) można było przystąpić do dalszego przeglądu fotograficznych trafień. A były naprawdę przyzwoite.
 |
| O, papież przyjechał do Prato |
 |
| Jestem dziwnie spokojny, że to też jest dejli drajwer |
Poza pięknymi okazami Motoryzacji Wiecznie Żywej, jest też mnóstwo współczesnych tzw. mikrosamochodów, do których Włosi masowo przesiadają się ze skuterów w okresie jesienno-zimowym. Jedne i drugie najprawdopodobniej trzymają na balkonie. I nie są to jedynie Smarki (choć tych ewidentnie jest najwięcej, jak to określiła Wybranka, "co smarknięcie to Smark", co swoją drogą dziwi mnie dość mocno - badziewne, awaryjne i drogie, wolę starą Pińćsetkę), ale też licznie występujące francuskie wynalazki w stylu tego oto Ligiera:
 |
| Takie coś kosztuje tyle, co "prawdziwy" samochód. A ludzie to kupują. Because fuck logic. |
Z Prato przenosimy się do pobliskiej Florencji, gdzie czas pozwolił na ustrzelenie tylko jednego egzemplarza, za to bardzo konkretnego. Co ciekawe, wedle oznaczenia na szybie, ów egzemplarz był używany przez osobę niepełnosprawną. Na pewno nie była to jednak niepełnosprawność gustu.
 |
| Pierwszy plan brytyjski, drugi plan niemiecki, trzeci plan typowo włoski |
Właśnie - włoski trzeci plan. Poza pierwszą Pandą, zdecydowanym królem włoskich ulic jest Piaggio Porter do spółki z Piaggio Ape. Co prawda Wybranka nie upolowała żadnego ładnego egzemplarza, za to zrelacjonowała mi jeden z widoczków - dwóch bardzo rosłych Włochów dosłownie ubranych w sfatygowanego Portera.
Arrivederci!