Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 340. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 340. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 grudnia 2019

Potrójny długodystans: kolejny rok volviarstwa

I tak, mili Państwo, kończy nam się kolejny rok. Wpis z jego (i nie tylko) ogólnym podsumowaniem planuję wrzucić pojutrze, czyli 31.12, jednak teraz możemy bardzo pokrótce podsumować to, jak wyglądał mijający rok w najbliższej memu sercu kwestii volviarskiej.

1. Skanssen


Tak, wiem. Miałem go robić. Jednak... nie wiem, czy się uda. Po prostu mój portfel nie jest obecnie w stanie udźwignąć serwisu 3 samochodów.

Nie zmienia to faktu, że Skanssen wciąż jeździ. Wziął udział w rajdzie Tata ma Grata, następnie w Rajdzie Grzyba (ten drugi zresztą z zupełnie niezłym wynikiem) a obecnie upala go mój brat, którego Carina ma pewne problemy z układem hamulcowym. A czy finalnie zostanie ze mną? Nie wiem. Jeszcze nie wiem. Ale... chciałbym.

2. DAFuq



Od czasu jedynego jak do tej pory wpisu o DAFuqu wydarzyło się całkiem sporo. Pojawił się na kanałach Złomnika i Motobiedy, wygrał drugi Świdermajerajd i przewiózł Obywatelkę Pilotkę i mnie przez cały sezon '19 Mistrzostw Okręgu Warszawskiego Pojazdów Zabytkowych, w których finalnie udało się dowieźć 16 miejsce w klasie. Wynik niby taki sobie, ale jak na debiut w punktowanej klasie, dodatkowo samochodem zgarniającym dużo punktów karnych za rocznik, chyba w miarę znośnie.

Tak czy inaczej - na pewno zostaje z nami na przyszły rok. Wszak kolejny sezon MOWPZ zaczyna się już w kwietniu.

3. V70 vel Czerwony



Wycieczka do Chorwacji i okolic udowodniła, że zakup Fałsiedemdzesiątki był dobrym wyborem - a przynajmniej tego egzemplarza. To wciąż niesamowicie wygodny, przyjazny i całkiem dynamiczny sprzęt. Do tego okazał się całkiem bezproblemowy - jeśli wyłączyć wciąż czekającą na wymianę sondę Lambda (zaplanowana na styczeń), kończącą się dwumasę (jeśli finans pozwoli, również do zrobienia z początkiem roku) i wibracji na kierownicy, które jednak ustąpiły po zmianie kół na zimowe, co oznacza, że problemem jest któraś z aluminiowych felg, którą trzeba będzie naprostować.


I... w zasadzie to tyle. Więcej w filmie. Zapraszam serdelecznie.


A już pojutrze dowiecie się co dalej.

Pozostańcie nastrojeni.



niedziela, 6 października 2019

Eventualnie: rok Youngtimerów

Jesień oznacza nie tylko coraz krótsze dni, coraz niższą temperaturę, coraz gorsze powietrze i coraz głębszą depresję, ale również zakończenia. Wiadomo, skończyło się lato, do tego skończyły się tegoroczne zmagania w ramach MOWPZ, no i skończył się też kolejny sezon Youngtimer Warsaw.

Od lat starałem się przynajmniej wpaść na rozpoczęcie i zakończenie kolejnych sezonów YW. W zeszłym roku obie imprezy były połączone z rajdami, zresztą świetnymi - mety były zlokalizowane na terenie zlotów. W tym roku udało się tak jedynie z rozpoczęciem sezonu. W dniu jego zamknięcia owszem, odbywał się Rajd Gruchota - niestety jednak nie udało się tym razem zgrać imprez, przez co musiałem wybierać. A wiadomo było, że wybiorę rajd.

Na szczęście, w przeciwieństwie do lat poprzednich, udało mi się tym razem w miarę regularnie (czyt. kilkukrotnie) uczestniczyć w spotach pod Narodowym i na Powiślu. I coś tam na nich udokumentować.

Zapraszam zatem na coś, co w zasadzie można nazwać wspominkową galerią z sezonu 2019 Youngtimer Warsaw. Zróbcie sobie herbatę czy coś - czeka na Was skromne 140 zdjęć.

* * *

W maju rozpoczęły się środowe spoty pod Narodowym. Na pierwszy z nich przybyło sporo zacnego żelastwa.


























Oczywiście niedzielne spoty na Powiślu kręciły się już w najlepsze.











W czerwcu generalnie udało mi się bywać najczęściej - wiadomo, długie dni i piękna pogoda sprzyjają wbijaniu na wieczorne spociki.



















































Lipiec z kolei okazał się dość deszczowy, do tego obowiązki rodzinne połączone z poszukiwaniami następcy Skanssena i dopadającym mnie dość często mamwdupizmem sprawiły, że na kolejnym spocie pojawiłem się dopiero w sierpniu.


























Jako, że reszta sierpnia upłynęła mi na końcówce poszukiwań a następnie przygotowaniach przedurlopowych, pod Narodowym pojawiłem się dopiero po powrocie z wywczasu - w drugim tygodniu września. Niestety, coraz wcześniej zapadające ciemności nie sprzyjały długiemu siedzeniu wśród zacnych gratów.











W końcu przyszła pora na ostatni spot sezonu. Dość parszywa pogoda sprawiła, że frekwencja okazała się taka sobie. Do tego, oczywiście, musiałem w końcu być mną - biorąc pod uwagę, że znaczna część spotu będzie odbywała się po zmroku oprócz aparatu wziąłem również statyw. Problem w tym, że... udało mi się zapomnieć włożyć do lustrzanki karty pamięci, przez co pożegnalne spotkanie pod Narodowym strzelałem telefonem. Wiadomo zatem, że nie było sensu siedzieć w opór - tym bardziej, że wrześniowy chłód w połączeniu z siąpiącym deszczem mocno zniechęcał do długiego siedzenia.





















Jak już wspomniałem, nie udało się tym razem wpaść na zakończenie sezonu (zresztą niestety dużo wcześniejsze, niż zeszłoroczne). Jednak, póki jest DAFuq (a póki co raczej nigdzie się nie wybiera), jest szansa, że zahaczę o przyszłoroczne - o ile nie będzie znów kolidować z rajdem. Nie kryję jednak, że bardziej, niż na zakończenie, zawsze czekam na rozpoczęcie sezonu.

Oby do wiosny.