Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vlog. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vlog. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Podobno Nowy Rok

No tak, to w końcu musiało nastąpić. Dość intensywny rok 2018 przechodzi właśnie do historii - jak każdy przed nim (i po nim). Inna rzecz, że mijający rok będzie jednym z tych, które szczególnie mocno się w mojej własnej, osobistej historii zapiszą.

No bo tak:


Niestety, rok nie składał się z samych pozytywów.

Przede wszystkim, mimo wzbogacenia stanu liczebnego instrumentarium, liczba zagranych w tym roku koncertów wyniosła 0. ZERO. Grzmiące plany związane z bardzo dobrym przecież materiałem Amaze nie wypaliły, a zespół po prostu... rozlazł się. Bez huku, bez błysku, nawet bez piśnięcia. Nie ma - i tyle. Nie ma też żadnych innych grań. Nastała cisza.

Do tego dane liczbowe dotyczące czytelnictwa mojej pisaniny mówią wyraźnie: ten blog zdycha.

Jeszcze w 2017 roku wpisy regularnie przekraczały 1000 wyświetleń. 2016 był pod tym względem jeszcze lepszy. W 2018 przekroczenie 300 było już bardzo dobrym wynikiem. Do tego filmy, w których pokładałem sporą nadzieję, nieszczególnie zażarły - te posiadające więcej niż 200 odtworzeń znajdują się w mniejszości.

Jest to jasny sygnał: albo wprowadzę zasadnicze zmiany, albo pora zwinąć ten interes.

Nie zrozumcie mnie źle - jestem wdzięczny za każdy przeczytany wpis i każdy obejrzany film. Łapki w górę, czy to na YT, czy na Fejsie, sprawiają, że cieszę się jak dziecko z Łomży na widok odpustowego diabełka, zaś po każdym komentarzu muszę zmieniać bokserki z powodu nagłego napadu radości. Nie zmienia to jednak faktu, że każdy TFUrca tworzy nie tylko dla siebie, ale również - o ile nie przede wszystkim - dla swoich odbiorców, zaś brak tychże sprawi, że wena wraz z radością oddalają się pospiesznie w sobie tylko znanym kierunku.

Dlatego będę wprowadzał plan naprawczy. Zmiany będą spore, delikatnie rzecz ujmując. Na to jednak potrzeba czasu (oraz pomocy ze strony Ludziów, Którzy Umio w Pewne Rzeczy). Dlatego nie nastąpią one od razu. Daję sobie na nie czas do pięćsetnego wpisu - a do tego zostało już tylko 40. Ale... będą. Mam nadzieję. I za to trzymajcie kciuki.

Wam natomiast życzę tego, czego sami byście sobie życzyli.

Choćby fajnych gratów.


I basów.


Oraz - na koniec - to samo, tylko paszczą.


I, zgodnie z umową (o czym początkowo zapomniałem), zapytowywuję: czy jest coś, czego chcielibyście więcej lub mniej? Pamiętajcie tylko, że finalna decyzja będzie, prawdaż, moja, więc ten, no.

Do zobaczenia w 2019!

środa, 4 lipca 2018

Długodystans: 3 lata

Tak - to już trzy lata że Skanssenem. 

Trzy dobre lata, w trakcie których zwiedziliśmy razem kawał Polski, śmignęliśmy sporo rajdów (raz nawet udało się wygrać klasę) i przewieźliśmy tonę gratów. Albo kilka. Do tego Skanssen został bohaterem świetnego wpisu na Automobilowni, a ostatnio - nader zacnego filmiku autorstwa niejakiego Blogomotive'a

Niestety nie będzie z tej okazji obszernego wpisu czy tłustej galerii - jak już wspomniałem, komp raczył wykonać zgon przez co nie mam chwilowo dostępu do materiałów, które się na nim znajdują.  Natenczas został mi jeno telefon. 




Na szczęście mały okolicznościowy filmik można zrobić nawet rukwią wodną. 

Zapraszam.



niedziela, 31 grudnia 2017

400 - i co dalej?

No i skończył się kolejny rok.

2017 był naprawdę grubym rokiem. Działo się naprawdę dużo, a finalizacja przeprowadzki w Wigilię  i pierwszy dzień Świąt była tak naprawdę wisienką na torcie.

Sporo działo się też przez ostatnie 5 i pół roku, w którym to czasie wrzuciłem łącznie 400 wpisów. Licząc z tym. Tak - to wpis nr 400.

Pytanie tylko czy będzie więcej.

Jak na razie udało się m.in. wrzucić co następuje:
  • 19 wpisów z cyklu Długodystans, z czego 9 o Skanssenie i 10 o Madzisławie, którą woziłem się przed nim
  • 58 testów samochodów
  • 39 testów basów (z czego sporo własnych)
  • 15 topsrylionów
  • 95 mixów
...oraz wiele innych tekstów a do tego kilka filmików (z czego jeden może się kwalifikować jako vlogas).

I właśnie we vlogasie znajdziecie odpowiedź na pytanie co dalej.


Tymczasem, jak na videłku, pozostaje mi życzyć Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Obyście w 2018 roku mieli ze wszystkiego taką frajdę jak ja z poniższej kanapy i jej zawartości ;-)


No i chyba... do najbliższego!

środa, 13 września 2017

Długodystans: Ballada o Skanssenie

No i stało się po raz kolejny.

Jak już wspominałem na fejsie, komuś ewidentnie nie wystarczyło kwietniowe oberwanie grilla. Skanssen znów stał się ofiarą jakiegoś debila, najprawdopodobniej dysponującego poziomem witaminy IQ obniżonym z ok. 75 do odrobiny powyżej p. Nijakiego (niestety nie znalazłem warzywa wystarczająco tępego, by mogło służyć za porównanie) za pomocą butelki z procentami. Ów biologiczny fenomen udowadniający, że można podtrzymywać funkcje życiowe mimo braku mózgu, uznał za stosowne up#§*dolenie Skanssenowi listwy z podszybia, wykonanie wgniotki na zagięciu blachy drzwi (NA ZAGIĘCIU! Ile trzeba było siły do tego!) oraz zarysowanie szyb w przednich i tylnych prawych drzwiach.


Brawo, gnoju. Mamusia na pewno jest zajebiście dumna.


Poza przypadkami umysłowego sqrwienia niektórych przedstawicieli gatunku homo podobno sapiens zdarzały się również inne przygody.

Jakiś czas temu pojawiły się problemy ze wspomaganiem. Pompa wyła, następnie wspomaganie zaczęło przerywać krótkimi szarpnięciami, po czym zupełnie padło. Płynu nie ubywało, więc podejrzenie naturalnie padło na zgon pompy. Okazało się jednak, że owszem, chodzi o pompę, ale nie o samo jej działanie tylko... obluzowanie jej mocowania. Otóż zwisała sobie ona dość luźno, co sprawiało, że równie luźno wisiał pasek napędzający ją. Po właściwym przymocowaniu wspomaganie zaczęło działać ponownie - i to lepiej, niż przed wystąpieniem usterki.

Nieco później obluzował się kolejny element - tym razem z drugiej strony silnika.

Jadąc pewnego piątkowego popołudnia po Młodzieża zaobserwowałem niepokojące objawy: najpierw zaczął świrować obrotomierz, następnie jęły spadać same obroty (stojąc na światłach musiałem "pompować" gaz, by nie zgasł silnik), po czym zaprzestał działania kierunkowskaz. Domyślając się, że za chwilkę będzie po zabawie, zmusiłem Skanssena by resztkami sił dotoczył się do znajdującej się nieopodal zatoczki. Traf chciał, że właśnie wtedy przechodził tamtędy niejaki LordEssex, znany czytelnikom sekcji komentarzy zarówno Poznajemy Samochody (d. Złomnik) jak i Automobilowni. Lord, będący również dumnym posiadaczem 940 (tyle, że sedana w eltekodyzlu), zajrzał wraz ze mną pod maskę i zauważył mocno obluzowany pasek alternatora. Niestety, będąc na mocnym niedoczasie, musiałem pożegnać pomocnego kolegę (pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję), po czym, nieco już spóźniony, udałem się po mą progeniturę sztuk raz per pedes. Wracając planowałem skorzystać z mego Asistąs w PeZeteMie (dzięki któremu udało mi się uzyskać dodatkowe 70% zniżki w PZU, przysługujące co najmniej ćwierćwiecznym trupom), jednak, jak się okazało, Skanssen był łaskaw uskutecznić zgon kilka kroków od... warsztatu. Pan Mechanik znalazł powód braku napięcia paska - alternator wziął był się poluzował, zupełnie, jak wcześniej pompa wspomagania. Niestety, po wspólnym przymocowaniu go i odpaleniu Skanssena z kabli okazało się, że ładowanie niby występuje, ale dalece niesatysfakcjonujące. Skanssen został tedy celem zregenerowania zdegenerowanego alternatora, ja zaś powiozłem Młodzieża w kierunku domostwa tramwajem.

Na szczęście alternator jest już zregenerowan, Skanssen zaś wciąż dzielnie służy do tego, do czego służył mi przez ostatnie dwa lata z okładem. Czyli choćby do wożenia basów - aktualnie w ilości sztuk czterech.




Zaś o tym, jak wozi się nim basy, jak dobrze skręca, ile pali i jakie ma dalsze perspektywy, mogę w końcu opowiedzieć... własnopaszcznie.

Tak - po ponad dwóch miesiącach od nakręcenia kilkudziesięciu filmików (w zasadzie to grubo ponad 100, ale finalnie do stworzenia filmidła wybranych zastało nieco poniżej 50), korzystając z chwilowego nieposiadania pełnowymiarowego zatrudnienia, wreszcie udało mi się sklecić pierwszy pełnoprawny odcinek vlogasa. Pełnoprawny nie oznacza jednak pełnosprawnego, co łatwo możecie ocenić po jakości montażu. Lub raczej jej braku. 

Ja naprawdę nie umiem w nowoczesną technikę. Ale się uczę. Powoli.

Zapraszam.



I tak, w razie pytań - muzyka jest moja. Nagrana przeze mnie za pomocą wirtualnych bębenków i wszystkich moich aktualnych basideł. Chociaż nie nagrywałem jej siedząc za kierownicą.

Ani w bagażniku.

sobota, 15 lipca 2017

Pięć

O w mordę. Pięć lat.

To już pięć lat od mego przywitania z Wami. Pięć lat od momentu, w którym zaczęła się cała moja pisanina.

To również inna rocznica. Poprzednim razem obiecałem, że na pewno będę pisał jeszcze rok, a "potem się zobaczy". I ten rok mija właśnie dziś.

I co?

I w zasadzie mógłbym skończyć. Minęło 5 lat i - licząc razem z tym - 365 wpisów, co oznacza, że udało mi się osiągnąć średnią jednego wpisu na pięć dni. W tym czasie zyskałem 790 obserwatorów na fejsie. Moje wynurzenia w miarę regularnie czyta też kilkaset osób. Nie oszukujmy się - jak na pięć lat, jest to wynik mniej niż mizerny.

Problem w tym, że cholernie to lubię.

To dzięki mojej pisaninie miałem okazję przetestować całkiem sporą (jak na anonimowego Leona z poczty) liczbę mniej lub bardziej ciekawych aut. To dzięki temu blogu poznałem nader interesujących, niebanalnych ludzi. I to dzięki niemu nie marnują się gigabajty zdjęć strzelanych randomowym gratom.

No to jak? Lecimy dalej?

Owszem, lecimy. Ale... z bonusem.

Otóż pięciolecie to dobra okazja, by wprowadzić pewne zmiany. Pójść, jak to się mawia z upiorem czasu, czy coś w ten deseń. Być bardziej... no, na czasie. Być prawie jak Blogo. Choć od dawna wiadomo, że prawie to wielka różnica.

Lejdis and Dżętelmen, vlog.



Przyznaję bez bicia - jak na razie gotowe jest jeno powyższe intro. Do tego nie jest ono w 100% moim dziełem. Klejąc je przekonałem się boleśnie, że totalnie, absolutnie i dramatycznie nie umiem w edycję. Jakąkolwiek. Dość powiedzieć, że na temat filmowy zużyłem praktycznie całe moje L4 - cztery dni po kilka godzin dziennie. A efekt... Powiem tyle: jeśli ktoś ma gdzieś zajeżdżonego VHS-a z germańskimi pornolami z czasów, gdy faceci nosili wąsy (kobiety zresztą też, tylko w innym rejonie), to jakość wizualna była zbliżona. Minus genitalia. Po czym przyszedł red. Z. Łomnik i z materiału surowego skręcił mi w kwadrans coś, co da się oglądać bez chęci natychmiastowego zwrotu ostatniej wyżery.

Ale muzyczkę zrobiłem sam. Choć oczywiście w kwestii instalowania programu do kręcenia tłustych beatów (beatów, nie Beat) też musiałem wyciągnąć łapę po pomoc.

Vlog - jak na razie - będzie tylko dodatkiem do słowa pisanego, a ze względu na moje mocno ograniczone ramy czasowe nie będzie się pojawiał częściej niż raz na miesiąc (gdyż albowiem zakładam, że średnio tyle właśnie będzie mi zajmowało sklejenie kilkuminutowego materiału, nie mówiąc o samym kręceniu tegoż). Na obecną chwilę mam gotowe materiały na pierwszy filmik. Obiecuję, że będzie przeokrutnie nudny i ci z Was, którzy obejrzą go do końca zrobią to częściowo z powodów masochostycznych, a częściowo z litości. Serdecznie zapraszam.

Na koniec podstawowe pytanie: ile jeszcze? Powiem tak: chcę ten rok zamknąć łączną liczbą 400 wpisów. A potem się zobaczy.

Czyli pewnie nadal będę pisał. Wszak szkoda, by te wszystkie materiały na mixy się zmarnowały.