Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogoń za Gratem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pogoń za Gratem. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 listopada 2018

Eventualnie: czwarta Pogoń za Gratem

Sezon zasadniczo za nami. Od zakończenia sezonu Youngtimer Warsaw praktycznie nic się już nie działo. Żadnych rajdów, zero wrostów do wypatrzenia na zarośniętych podwórkach, brak czarnych blach, z których należy spisać litery, nie ma gdzie się pogubić ani denerwować punktami karnymi... bez sensu.

Taki smutny stan rzeczy trwał równiutko miesiąc.

Jak wiadomo, gdzie rajdowa posucha, tam Stado Baranów zawsze coś wymyśli. Tym razem przyszła pora na czwartą edycję Pogoni za Gratem, czyli nietypowego rajdu wzorowanego na motocyklowej pogoni za lisem. Załogi dostają tu listę pytań, na które należy znaleźć odpowiedzi, jednak nie ma klasycznego itinereru (lub, jak w tegorocznej edycji, jest tylko szczątkowy - dwa krótkie itinerery strzałkowe i dwie niewielkie choinki obowiązujące na konkretnych fragmentach trasy). Drogę uczestnik musi ustalić sam. Jeśli między ostatnią a kolejną sytuacją drogową nie znajdzie odpowiedzi na pytanie z karty, znaczy to, że pojechał źle. Idea owszem, ciekawa, jednak pierwsza edycja Pogoni oględnie mówiąc nie poszła mi najlepiej. Później też jakoś nie miałem szczęścia do tej konkretnej serii rajdowej - na drugą edycję nie dotarłem z powodu awarii w drodze zaś o trzeciej... zwyczajnie zapomniałem. Mogłem kontynuować tradycję np. zwyczajnie olewając czwartą Pogoń, jednak chęć poprawienia wyniku z pierwszej, obecność Obywatelki Pilotki, zwykła ciekawość i w końcu tęsknota za rajdowaniem zwyciężyły.

Opłaciłem zatem wpisowe, po czym w rześki sobotni ranek wskoczyliśmy w DAFuqa i udaliśmy się na miejsce startu, zupełnym przypadkiem umiejscowione na tym samym parkingu, z którego ruszał Rajd Gruchota.


Choć - nietypowo jak na nas - nie pojawiliśmy się w ostatniej chwili, większość załóg była już na miejscu. 





Idealny kącik tematyczny

Odprawa odbyła się punktualnie.

Bez listew, bez zderzaków, to wrostów ludy. Korozjo, podaj mi czarne szyldy!


Po krótkich objaśnieniach załogi ruszyły na trasę.

Autobianchi i Innocenti, BIERE OBA NARAZ
Mocno angażujący i wymagający sporego skupienia charakter rajdu nie pozwoliły na to, by poświęcać czas na uwiecznianie trasy. A szkoda, bo widoczki, czasem napotykane zupełnie przypadkowo, były naprawdę zacne.



Trasa wiodła przez Żoliborz i Bielany. Szczególnie te ostatnie są nader gęstą graciarsko dzielnicą - tym razem jednak akcent położony został na widoczki w stylu napisów, wszelakich graffiti czy tabliczek. W sumie trudno się dziwić - w przeciwieństwie do gratów, raczej nie odjadą.

Meta mieściła się na polanie Lasu Młocińskiego.










Nagrody, rzecz jasna, już czekały.



Strudzeni (choć w sumie nie wiadomo czym - rajd był dość krótki), głodni uczestnicy mieli możliwość przypiec sobie to i owo nad ogniskiem.


W końcu przyszła pora na ogłoszenie zwycięzców.


Tym razem nic nie wygraliśmy, jednak 13 miejsce uważam za ogromny postęp w stosunku do przedostatniego, zajętego w pierwszej Pogoni. Sam rajd zaś był nader sympatyczny, z typowo barańskimi podpuchami, które nota bene bardzo z Obywatelką Pilotką lubimy. Jeżeli Barany ogłoszą koleją Pogoń za rok - zdecydowanie się wybieram.

Mam nadzieję, że Rocket też. Ewidentnie był niepocieszony faktem, że tym razem nie pojechał.


Tymczasem - krótkie filmidło, pokazujące znacznie więcej trasy, niż wpis.

Zapraszam.



sobota, 14 listopada 2015

Eventualnie: Grat, który mi uciekł

Jesień w pełni, sezon już w zasadzie za nami, jednak dzięki Stadu Baranów nie jesteśmy jeszcze skazani na depresyjny jesienno-zimowy marazm. Pewien czas temu na stronie Stada ogłoszony został kolejny rajd, tym razem o eksperymentalnej nieco formule bazowanej na pogoni za lisem. Jako, że dopuszczone zostały samochody wyprodukowane do 1994 roku, z radością zgłosiłem Skanssena po czym w dniu imprezy - czyli dziś - stawiłem się w punkcie startu, zlokalizowanym nieopodal Muzeum Kolejnictwa.

Zdecydowanie najlepsze wozy rajdu

Choć te też bardzo dobre

I ten wspaniały

A ten wyśmienity

Te niekoniecznie, acz propsy za starania

Sedan to prestiż, każdy to powie

Chociaż ja sam zawsze wolałem praktyczność kombi

Skład pudełek

Skład Ład

Prawdziwie demokratyczny rajd - Yugo obok Mercedesa, Tavria koło Człowieka Krzesło
Towarzystwo zjechało się na miejsce i rozpoczęła się odprawa.


Tak, jak wcześniej zapowiadano, itinereru nie było. Każdy uczestnik dostał listę zadań, zaś każde z zadań leżało między kolejnymi skrzyżowaniami. Pokrótce - dojeżdżając w miejsce, gdzie była więcej niż jedna możliwość kontynuowania jazdy, uczestnik miał sam wybrać kierunek. Jeżeli znalazł odpowiedź przed kolejnym skrzyżowaniem - dalej wybierał drogę. Jeśli nie - był poza trasą i musiał się cofnąć, by wybrać inną.

Pozornie proste, prawda?

Pozornie.

Już na starcie zorientowałem się, że zjawienie się bez pilota było błędem, Na szczęście w sukurs po raz kolejny przybył Marcin z Motovarsovii. Jak się później okazało - niestety nawet jego pomoc nie wpłynęła na rozmiar porażki.

Tymczasem ludność jęła wyruszać w trasę.




Pierwszy punkt był łatwy - wystarczyło podać markę stojącego zaraz za wyjazdem autobusu, w którym od lat oferowane są pyszne Kiełbaski W Bułce G.S.P. Dibblera. Później zaś...

Najpierw pojechaliśmy w prawo, w al. Jerozolimskie. Nie znaleźliśmy odpowiedzi, kto jeździ do Kielc i Buska Zdroju. Potem wróciliśmy i skręciliśmy w lewo. Następnie w tym samym miejscu zawróciliśmy a na koniec spróbowaliśmy jeszcze Grójecką. Po machnięciu ręką na drugie pytanie, udaliśmy się pod budynek Warty, by spisać jego numer. Potem już nic się nie zgadzało. Po ok. 2 godzinach krążenia machnęliśmy ręką i wróciliśmy na start, który był jednocześnie metą.

Wspaniały wehikuł organizatorów służący za mobilne biuro rajdu

Nadjeżdżali kolejni uczestnicy

Zwycięzca był już na miejscu
Ogólnie rzecz biorąc - koncepcja była fajna, jednak podobnie, jak Cubino (który w swoim wspaniałym GSA zajął 3 miejsce), uważam, że Stado wrzuciło uczestników na nieco zbyt głęboką wodę. Inna rzecz, że biorąc pod uwagę liczbę zawodników ze stuprocentowo wypełnioną kartą oraz tych, którzy zrobili tylko jeden błąd lub pominęli jeden punkt, może to ja jestem debilem. Tym bardziej, że - jak się okazało - pierwszy wybór (w prawo w Jerozolimskie w kierunku Zachodniego) był tym prawidłowym, zaś wieżowiec Warty, o który chodziło, znajdował się pod innym adresem. A najśmieszniejsze jest to, że kilka punktów, do których nie dotarłem (choćby Saab 900 na czarnych) znam dobrze m.in. z rowerowych dojazdów do pracy.

Nie zmienia to faktu, że jednak wolę itinerer.