środa, 8 kwietnia 2015

Top 15: niedocenione jaktajmery

Po ostatnim topsrylionie poświęconym przyszłym klasykom spadło na mój kudłaty łeb kilka gromów. Bo gdzie to, gdzie tamto, gdzie owamto, dlaczego jest to a tamtego nie ma. Odpowiedź zasadniczo brzmiała "bo tak", bo to jest moje miejsce, moja lista, a jak się nie podoba to bardzo mi z tego powodu wszystko jedno. Jednak zastanowiłem się głębiej i doszedłem do wniosku, że ze jedną czy dwie rzeczy można było zrobić inaczej (zabrakło choćby Priusa I, co do którego wyszedłem z założenia, że już jest youngtimerem, ale jednak jest sporo za młody, przynajmniej w wersji z kierownicą po lewej). Poza tym padały regularnie pytania o dwa modele - a ja twardo odpowiadałem, że one wg mnie już są jaktajmerami.

I zdania nie zmieniłem do dziś.

Tak czy owak - przebąknąłem, że zrobię topsryliona z autami, które już zasługują na miano młodych klasyków, ale jeszcze nie wszyscy to zauważyli. Przyszła zatem pora dotrzymać obietnicy, tym bardziej, że już w sobotę odbędzie się rozpoczęcie sezonu Youngtimer Warsaw.

Zapewne w kwestii paru propozycji będą dyskusje, będzie oburzenie, będą zapewne kłótnie, "Basista się nie zna" i insze gorzkie żale. Może i się nie znam, ale mam swoje zdanie. I całkowicie się z nim zgadzam. Choćby dlatego, że mam rewelacyjny gust. Kierując się nim wybrałem 15 modeli, które według mnie już są youngtimerami, ale wciąż nie są tak przez większość ludności postrzegane, lub też można wyrwać je zaskakująco tanio. Dlatego nie znajdziecie tu np. Krokodyla czy E30, których jaktajmerski status nie budzi czyichkolwiek wątpliwości, zaś dobre egzemplarze potrafią kosztować sporo. Celowo pominąłem również samochody z krajów RWPG, gdyż z automatu stają się "klasykami sentymentalnymi", choć de facto Skoda 105/120 jak najbardziej mogłaby się tu załapać - jednak nie ma jej z wyżej wymienionego powodu, przepraszam, Ojcze Baldwinie. Nie znaczy to, że jej nie doceniam. Starałem się trzymać podobnych zasad, co w zestawieniu przyszłych klasyków, tylko raz nie udało mi się wytrwać przy zasadzie tylko jednego modelu danej marki.

Tylko wciąż nie jestem pewien samej kolejności. Zapewne zaraz po opublikowaniu będę pluł sobie w brodę, że nie poustawiałem tego inaczej.

Pewien jestem w zasadzie jedynie 15 miejsca. Czyli tego, które zapewne zaraz wywoła oburzenie. No i pierwszego.

15. Audi 80 B3


Tak, to już jest youngtimer. I tak, to wciąż jest najzwyklejszy daily driver, na spółkę z nowszym B4 główny wół roboczy całego Podlasia. Dlaczego zatem tu jest?

Spójrzcie na niego. Tak, wiem, zwykłe, niemalże niezauważalne dla większości B3. Ale... ta sylwetka nie razi. Wciąż prezentuje się całkowicie normalnie, mimo tego, że ludność po raz pierwszy zobaczyła ten model w 1986 roku. Do tego ta właśnie linia, te proporcje z krótkim tyłem i układem okien, to wszystko jest kontynuowane w kolejnych generacjach A4. Tak - obecne A4 B8 jest w prostej linii spadkobiercą 80 B3, przede wszystkim stylistycznie.

Do tego razem z "cygarem" C3 był to model przełomowy dla Audi. To od tych właśnie generacji 80 i 100 zaczęło się mozolne doganianie Mercedesa i BMW. Tego, do czego to doprowadziło, litościwie nie skomentuję, ale za to przyznaję bez bicia: spokojnie mógłbym jeździć Audi 80 na co dzień.

14. Lancia Y


To jest już youngtimer? Tak młody? Owszem, jest - a wiek Ypsilona jest w zasadzie jedynym powodem, dla którego jest on dopiero na 14 miejscu. 

Lancia Y to samochód dość wyjątkowy - otóż było to jedno z pierwszych popularnych małych aut premium. Jasne, próby były i wcześniej, nawet sporo (Riley Elf/Wolseley Hornet, anyone?), ale dopiero właśnie mała Lancia odniosła względny sukces w segmencie, w którym dziś Audi A1 pierze się po maskach z aktualnym Mini. Do tego świetna linia, fantastyczna, pokryta tkaniną deska rozdzielcza i ponad 100 (PONAD STO!!!) kolorów do wyboru.

Poza tym - jeśli można spotkać takiego na czarnych i/lub gnijącego wrastającego, jest to jaktajmer. Kropka.

13. Suzuki Samurai


Jedyna terenówka w tym zestawieniu. Acz to właśnie samochody terenowe mają tendencję do stawania się klasykami za życia - vide Land Rover Defender czy Land Cruiser serii 40.

Nie wiem, czy wiecie, ale Samurai (który zresztą nosił jakieś 6439342027 nazw na różnych rynkach w różnym czasie) został zaprezentowany w 1981 roku, co czyni go drugim najstarszym modelem w tym zestawieniu. Mimo to, w trudnym terenie nadal jest w stanie porządnie skopać tylny zderzak wielu młodszym i mocniejszym konkurentom. Już od dawna stanowi klasykę off-roadu - nic nie stoi, by stał się klasykiem i poza terenem.

12. Fiat Tipo


Samochód roku 1990. Dość nietypowa sylwetka, wyposażone w cyfrową deskę rozdzielczą wersje DGT (BORZE, MIŁOŚĆ) i rdza. Dużo rdzy. I różnych awarii. Dlatego znalezienie jeżdżącego Tipo, szczególnie w przedliftowej wersji, jest równie łatwe, co przyspieszenie Pandą Selecta do setki. Rzadkość występowania w połączeniu z faktem, że jest to kawał całkiem ciekawego żelaza, może dać tylko jeden wynik: youngtimer.

Zresztą siostrzana Tempra też się tu łapie - acz zostało ich nieco więcej.

11. Ford Sierra


Gdy w 1982 roku zaprezentowano Sierrę, publika była nieco zaskoczona - różnica między nowym modelem a kanciastym, konserwatywnym, nieco amerykańskim w formie poprzednikiem, czyli Taunusem, była dramatyczna. Teraz też nietrudno dostrzec różnicę: Taunus to pełnoprawny klasyk (i słusznie), zaś Sierra - poza rzadkimi i drogimi wersjami Cosworth - to złom. Błąd. To tak naprawdę bardzo fajny pomysł na niedrogie RWD, które już w pełni zasługuje na tytuł youngtimera. 

10. Mercedes 190


O W201 napisałem już sporo - wszak miałem z nim nieco do czynienia przez tydzień. Powtórzę zatem tylko jedno: to wspaniały samochód. WSPANIAŁY. I tak, jak 80 B3 (którego był konkurentem), praktycznie się nie zestarzał, będąc jednocześnie przełomowym modelem dla Mercedesa. Tak, wyposażone w groteskowy bodykit i ohydne spoilery Cosworthy (czyli wersje sportowe przygotowane przez tę samą firmę, która zajmowała się najmocniejszymi Sierrami a potem Escortami) kosztują pieniądze równie absurdalne co ich stylistyka. I owszem, "cywilne" stodziewięćdziesiątki w dobrym stanie również nie należą do tanich. Ale to dlatego, że to wciąż doskonałe, niezawodne, komfortowe auta do jazdy na co dzień. Jako o klasykach nikt o nich jeszcze nie myśli. A szkoda.

9. Citroen BX


W przeciwieństwie do aut na poprzednich miejscach, BX jest już uznawany za youngtimera (i tylko dlatego nie znajduje się na wyższym miejscu). Ale... tak naprawdę tylko przez cytryniarzy. Dla reszty to jakiś dziwny grat, taki trochę zgrabniejszy Polonez, won mi z tym złomem. A przecież to samochód na wskroś ejtisowy, szczególnie w coraz rzadszych wersjach przedliftingowych. Niezwykle ciekawe, fajne auto, które można mieć za niewielkie w stosunku do jego wartości i potencjału pieniądze. Poza tym to hydropneumatyk, co z automatu czyni go zajebistym.

8. Alfa Romeo 145


Tak, jakaś Alfa musiała się tu znaleźć. Dlaczego 145? Bo na 156 jeszcze troszkę za wcześnie (choć już niedługo), 155 była jednak mniej ciekawa (nie licząc oczywiście QV), zaś 33 to już bezdyskusyjny klasyk. To 145 była ostatnim modelem Alfy, w którym można było mieć wywodzącego się jeszcze z Alfasuda boxera. Padacznego co prawda, ale można było. No i spójrzcie na ten tył. MATKO BOSKO KOCHANO. To dzięki niemu 145 jest znacznie fajniejszym youngtimerem, niż siostrzana 146.

7. Mazda 121


Nie kryję: uwielbiam tę generację 121, zwaną jajeczkiem. Jest po prostu przeurocza. To motoryzacyjny pluszak, będący stylistycznym spadkobiercą Citroena 2CV. Do tego totalny absurd: mikrosedan segmentu B, z małym, słabo dostępnym bagażnikiem. Coś wspaniałego. Najlepsze jest to, że można taką wyrwać za grosze. Polujcie na wersję z faltdachem!

6. Toyota Previa


Prawdziwy statek kosmiczny do przewozu rodziny. Obłe kształty z krótkim przodem, silnikiem pod podłogą i paroma przerażającymi pod względem serwisowym (choć na szczęście niezawodnymi) rozwiązaniami. Absolutna klasyka lat 90. Fantastyczny samochód, którym można zarówno wozić zasoby ludzkie czy dobra materialne, jak i pojawiać się na zlotach. Bo tak, jak na moje to już można.

Jedynym powodem, dla którego Previa nie znalazła się wyżej, jest...

5. Pontiac Trans Sport


Też statek kosmiczny dla rodziny i jej klamotów, tyle, że z USA. I był wcześniej. Owszem, to Chrysler spopularyzował rodzinnego vana swoim Voyagerem, ale to Trans Sport jest najbardziej wyjątkowym przedstawicielem swojego segmentu. Naziemny Enterprise z poszyciem z tworzyw sztucznych. Poproszę 3.8 z gaziorkiem.

4. Fiat Panda


Kolejne jeździdło, z którym miałem sposobność się zaprzyjaźnić. I zakochałem się.

Przyznaję, że nad Pandą I troszkę się zastanawiałem - wszak nikt z Was nie ma wątpliwości co do jaktajmerskości tego modelu. No ale właśnie - nikt z Was, ewentualnie z uczestników zlotów, rajdów Złomnika czy Stada Baranów i generalnie miłośników starszej motoryzacji. Dla reszty ludzi to szpetny złom, dla Włochów zaś - absolutnie normalny dupowóz na co dzień. Ta ostatnia cecha udowadnia, że jest to fantastyczna konstrukcja, która (poza blachą) świetnie wytrzymuje próbę czasu, zaś fakt, że wciąż można wyrwać Pandziochę za groszę, sprawia, że nie tylko ma ona tu swoje miejsce, ale i nie może znaleźć się niżej.

3. Renault Twingo


Panie i Panowie, pierwsza trójka.

Na najniższym stopniu podium mamy pocieszne francuskie jajko. I to właśnie ono najczęściej pojawiało się w Waszych pytaniach, pretensjach i gorzkich żalach. "CZEMU NIE MA TWINGO, HURRR DURRR". Otóż nie było go w zestawieniu przyszłych klasyków, gdyż ono już jest youngtimerem. Przynajmniej wczesne wersje. Niezwykle charakterystyczny, przesympatyczny kształt, genialne rozwiązania we wnętrzu, przedziwna deska rozdzielcza (chyba pierwsza tego typu na świecie) - a to wszystko można kupić za 2-3 tysiące. Bardzo youngtimer, bardzo niedoceniony.

2. Volvo 340/360


Ksiądz Bolczyk. Lutosławski. Fi. Wszystkie te legendarne postaci łączy jeden samochód: Volvo serii 300. Na pozór zwykły, kanciasty sedan lub liftback. Ale... czy na pewno? Otóż nie. Na pewno nie zwykły. Pokażcie mi inny model z tamtych lat, który można było mieć z bezstopniową skrzynią CVT (ba, z początku był dostępny tylko z taką). Pokażcie mi inny samochód z osią De Dion na resorach piórowych. Pod dość skromną powłoką kryło się wymyślone przez Holendrów z DAF-a czyste wariactwo. I możesz mieć takie wariactwo już za k. 1000 zł.

Srebrny medal, zdecydowanie.

Bo na złoty zasługuje tylko jedno auto.

1. Peugeot 205


Jeden z najgenialniejszych przedstawicieli segmentu B w historii. Legenda rajdów a jednocześnie mistrz miejskich zakamarków. Praktyczny, zwinny i niesamowicie sympatyczny. Do dziś - według mnie - wzorzec metra w swojej klasie. W fantastycznej (i - chyba jako jedyna - docenionej) wersji GTI zarżnięty przez młodych gniewnych, w dyzlu zakatowany przez wąsatą część społeczeństwa wożącą deski i cegiełki, z małymi benzyniakami zamęczony przez grzyby. Dziś możesz mieć go za grosze - nawet ładne cabrio kosztuje niewiele. A bardzo, bardzo warto - nie tylko dlatego, że wedle Dobrze Poinformowanych Źródeł to ostatni moment na wyrwanie dwieściepiątki w dobrej cenie. Warto przede wszystkim po to, by mieć cholernie dobre miejskie jeździdło, które zajebiście robi swoją robotę. A już za chwilę na zlotach będą przed nim klękać.

Już za chwilę, serio.

Tymczasem ciekaw jestem, które z tych aut zobaczymy w sobotę pod Narodowym.

Dobranoc.

41 komentarzy:

  1. Dobry wieczór.

    Kocham TopSryliony. Szczególnie, jeśli są tak mięsne, jak ten dzisiejszy.

    Numer 15 wywołałby u mnie kontrowersje, gdyby waćpan wymienił B4. Jako posiadaczowi tego cuda, zupełnie w pale mi się nie mieści, że on mógłby już być jaktajmerem. Co innego B3, które w dodatku jest o wiele ładniejsze (grill, lekkość, krótsza dupa). Poproszę czerwonego, z czarnymi zderzakami i miodową tapicerką.
    Czasem sobie wizualizuję, jakby mógł wyglądać B4 Avant z przodem od 80 B3, albo, jeszcze lepiej, od Audi 90. To byłoby piękne auto.

    Tipo zdecydowanie za nisko. Kompletnie niedoceniony został jego potencjał, podczas gdy o CC, Pandzie czy Uno słyszę cały czas. BTW, Grechuta miał takiego, skasował go poprzez dachowanie (miał do tego wyjątkowy talent).

    190 i BX, wiadomo, miód, malina. Twingo - kocham, porzondam, kupię sobie kiedyś. Wnętrze zakrzywia czasoprzestrzeń.

    205 wygrywa w cuglach, absolutny król aut miejskich przez ponad dekadę.

    Nieśmiało dorzuciłbym Peugeota 405, świetne auto, na skraju wyginięcia.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. B4 - bardzo rzetelne żelazo, ale z zewnątrz wg mnie sporo brzydsze od B3. No i nie, do jaktajmera jeszcze mu brakuje. Zresztą nie jestem pewien, czy się dochrapie - wszak był tak naprawdę rozwinięciem B3.

      Tipo - zastanawiałem się czy nie dać go wyżej, ale trochę wg mnie brakuje mu wyjątkowości.

      405 - owszem, myślałem nad nim. Póki co jedynie przedlift (pozdrowienia dla Mchu i Patyny!), którego rzeczywiście prawie się nie widuje. Gdybym uskrobał top 20, na pewno by się znalazł.

      Usuń
  2. Twingo nie zobaczymy, bo organizatorzy expressis verbis napisali "żadnych Twingo! "

    Tymczasem najnowszy niemiecki Classic Markt publikuje spory artykuł o tym jak to Twingo jest murowanym fjuczer klasykiem i jakie kupić...

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Było w zestawieniu przyszłych klasyków.

      Usuń
  4. Samochodziki zacne, ale miałbym taką uwagę, że przynajmniej trzy z wymienionych modeli są już zabytkami pełno gembo, tzn. przekroczyły 30 lat (najstarsze egzemplarze, nie najmłodsze). Chodzi o Pandę, BX-a i 190-tkę. Tak, wiem, one są z plastiku, ale czas nie stoi w miejscu i coraz więcej aut z elektronicznym wtryskiem, plastikowymi zderzakami, ABS-em i komputerami pokładowymi jest już pełnoprawnymi zabytkami, a nie jakimiś youngtimerami.

    Inna sprawa, że słyszałem taką teorię, że słowo "oldtimer" zawsze będzie zarezerwowane dla aut chromowanych, "youngtimer" - dla tych z ostatnich dwóch dekad XX wieku, a dla nowszych będzie trzeba wymyślić jakieś inne. O ile za 30 lat ktokolwiek będzie się interesował motoryzacją i o ile będzie ona legalna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takowe propozycje i nawet się do nich przychylam - a określenie już jest - Freshtimer.
      A generalnie to za mało Hond w zestawieniu - może wyprodukuje własne.

      Usuń
    2. Wiesz, że lubię Hondy. Ale jakoś żadna mi tu nie przypasowała. Choć gdybym zrobił top 20, zapewne wcisnąłbym Accorda, takiego, po jakiego jechałeś raz.

      DOBRA, TO UZUPEŁNIAJĄCA PIĄTKA

      405
      R5
      Accord
      Volvo 740/760 (niby uważane, ale wciąż za mało)
      Skoda 105/120 (mimo zastrzeżenia z wstępu - jednak wg mnie zasługuje na więcej)

      Kolejność dowolna.

      Usuń
    3. Szczepan - oczywiście masz rację. Jednak mało kto je tak postrzega i dlatego musiały się tu znaleźć. Tak samo Sierra, również zaprezentowana w '82. Czy ktokolwiek uważa ją za klasyka czy choćby youngtimera? A wg mnie zasługuje.

      Usuń
    4. Honda jako jaktajmer? No panowie, nie robcie sobie jaj.

      Honda moze byc jaktajmerem w dziale puszek na posiew moczu na forum analitykow kalu.

      Usuń
    5. Ciekawe, gdzie to stawia Poldka i Dużego Fiata z lat 80.

      Usuń
  5. Spodziewałem się braku T3. I się nie zawiodłem. Znam jeden egzemplarz zarejestrowany na żółte blachy. Sam ich nie fotografuję, ale, podkreślam, jeszcze nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholera, T3, racja. Ale nie wszystkie wersje.

      Mówiłem, że na pewno bedzie mi się to jeszcze zmieniać post factum, a i parę ciekawych propozycji się posypie.

      Usuń
  6. Muszę się zgodzić z tą listą, i tak jak poprzednicy zdecydowanie warto dorzucić P405 (toż to francuskie B3!) i Golfa II (jako odpowiednik B3 w heczbeku, tak samo niepoważany, ale wiekiem zdecydowanie się kwalifikuje).

    Oprócz tego dorzucę moje kilka groszy:
    Fiat Tipo - jakoś częściej go widuję niż siostrzaną Temprę, jakiś czas temu stał z karteczką u mnie za blokiem do wyrwania za 1000zł, nawet nie bardzo zgnity.
    Sierra - youngtimer pełną gębą, a kto myśli inaczej bardzo się myli (a w środku jest to chyba jedno z najbardziej obszernych aut swojej klasy w swoim czasie, BX jest przy niej ciasny jak Maluch).
    Alfa 145 - piękny, piękny, piękny samochód! Płyta podłogowa z Tipo nie powinna sprawiać dużych kosztów, martwi natomiast wybór silników - mamy albo boxery albo twin sparki, i tak źle i tak nie dobrze (jtd nie liczę, diesle zostawmy VAG'om).
    Panda - na polskie warunki zdecydowanie youngtimer, nie zostało ich zbyt dużo bo nigdy ich zbyt dużo u Nas nie było.
    Peugeot 205 - uwielbiam to autko, chętnie przygarnę jakieś GTI, ale zwykłym 1.1 lub 1.4 też się zadowolę. Niestety ceny zwykłych wersji też zaczynają iść mocno do góry.
    Mercedes 190 - zdecydowanie youngtimer, tylko mało poważany jeżeli nie ma gleby i BBS'ów.

    I tym ostatnim akcentem chciałbym zwrócić uwagę na pewne zjawisko. Dlaczego wg. pewnej znanej warszawskiej grupy fanów starych aut Mercedes 190 na glebie, BMW e36 cabrio z dobrym felunkiem czy szerokie Caro jest youngtimerem a dobrze ponad 20-letnie francuskie czy włoskie auto, w stanie oryginalnym, które na drogach już praktycznie nie występuje nim nie jest? Dla przykładu mój BX za rok może ubiegać się o żółte blachy a dla większości ludzi to zwykły złom (fakt, wygląda jak złom, but that's not the point).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest tylko kwestia pewnej warszawskiej grupy. Francuzy po prostu nie mają szacunu na dzielni. Również w swej ojczyźnie, zresztą - BXy czy pugi 305 walają się na leboncoin za grosze, a BMW i merole są w miarę cenione. Taka karma. A w czym taki 305 jest gorszy od E30, pytam ja się?

      Usuń
    2. Golf II jest jednym z samochodów, które w standardowych wersjach nigdy klasykami nie będą. Jest skazany na bycie najnormalniejszym dupowozem po wsze czasy i wieki wieków amen, tak mi dopomóż rdza.

      Za glebę i BBS-y powinno się delikwenta również kłaść na glebę a następnie rzeczonym BBS-em łomotać po mózgoczaszce.

      Usuń
    3. @cubino - akurat niskie ceny rodzimych konstrukcji we Francji prawdopodobnie są spowodowane tym, że jeszcze jakiś czas temu jeździło prawie tylko to. Nigdy nie byłem zagranico, więc to tylko moje przypuszczenia, ale patrząc na stare zdjęcia Paryża i stare francuskie filmy stosunek aut francuskich do niemieckich wynosił jakieś 10:1. Analogicznie, przeglądając oferty BX'ów na sprzedaż w Niemczech, za ładny egzemplarz trzeba wyłożyć ze 2000eur (w Polsce tylko takie świry jak ja dałyby tyle kasy za ten model), podaż też jest niska.
      A od e30 wara, mój ojciec kupił granatowego sedana 1.6 w wersji full bieda rocznik '86 w 1996 i do dziś uważa, że było to najlepsze auto jakie miał (a miał ich dużo, zarówno prywatnych jak i firmowych). ;)
      Ja wtedy chodziłem do przedszkola, ale pamiętam jaki był to szał, zwłaszcza po przesiadce z 125p. Cóż, takie były realia lat 90tych.

      P.S.: Jak się sprawuje GSA? :)

      Usuń
    4. Dobre E30 nie jest złe - pod warunkiem, że nie zostało zsodomizowane glebą, negatywem i BBS-ami.

      Usuń
  7. O! i taka listę to ja rozumiem. Aż nie mam do czego się przyczepić, no możnaby porozmawiać o kolejności.
    Oczywiście - T3 w sumie brakuje; ale jak T3 to już takie tematy jak pierwsza Vitara, Land Rover Discovery 1, a jak Disco Mk1, to i RR P38, a jak P38...i wiele innych, równie ważnych a dziś niedocenianych fur.
    P.S. P405 widuję w kilku egzemplarzach (porównywalnie z pierwszą Cariną E i ostatnią bez E), w tym jeden z "dumnym" emblematem TDi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. A E36 gdzie? Idiotycznie skonstruowane, o dobry egzemplarz trudno, najstarsze egzemplarze mają ponad 20 lat - fjuczyr jangtajmer pełno gembo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O E30 też kiedyś mówiono, że nie będzie klasykiem, bo klasykiem to było E21, a E30 to już plastik. Także poczekaj jeszcze parę lat :D

      Usuń
    2. No za parę lat to może.

      Tak w ogóle to dobrze, że wybiłem sobie z głowy E36 318 Touring (kombi znaczysię) za 4k?

      Usuń
    3. O ile do samego kombi raczej nie można się przyczepić, bo jest nawet praktyczne, to do 318i już można. Choć to zależy z którego roku. Na początku był w 318i motowany silnik M40, który jest awaryjny i do bani. Potem (od połowy 1993) wszedł M43, który był lepszy (nawet rozrząd na łańcuchu ma). Ogólnie po dwóch latach użytkowania E36 mam do niego mieszane uczucia. Ilość durnych pomysłów bawarskich inżynierów czasem przeraża (wiązka w M44B19 i idiotyczny czujnik w dyfrze, który fabrycznie kłóci się z kompem w tym silniku - cały czas jestem dumny ze sposobu, w jaki to obszedłem :) ), a czujniki lubią się sypnąć. Ale jest kilka rzeczy, które ten wóz ratują:

      1. Jak powymieniasz czujniki, to mechanika jest trwała. W sumie jedyny taki większy problem w silnikach R4, to wycieki z obudowy łańcucha rozdządu. W M44 kosztowało mnie to jakieś 200-300 zł i jest spokój. W M43 może być taniej.
      2. Jak czujników nie powymieniasz, to będzie przerywał, szarpał, będą falowały obroty, ale ZAWSZE będzie jechał. Wystarczy przejść się na dowolny dres-zlot z paleniem gumy - auta zapuszczone do reszty, katowane, a jadą.
      3. Wszystko jest dostępne: nowe, używane, oryginały, zamienniki (no nie do wszystkiego, ale do większości potrzebnych rzeczy da się znaleźć). ASO wbrew pozorom bywa w rzadkch wypadkach tańsze, niż allegro (guma przepływomierza w M44), co jest dość zaskakujące.
      4. Auto rozpracowane na niemal wszystkie sposoby. Schematy do znalezienia w necie i nawet te durne patenty da się ogarnąć. No i auto rozpracowane przez mechaników - o ile nie trafisz na jakiegoś zupełnego idiotę, to naprawi. tylko diagnostyka dość durna.
      5. Uwaga na rdzę przy mocowaniach dyfra. Bo się moze wyrwać. Ale da się przyspawać i wzmocnić - są patenty w necie :). A jak masz zdrowe, to się nie przejmować. Poliuretan z Olkusza podobno sprawia, że jest mniejsza szansa na wystąpienie tej nieprzyjemnej przypadłości.

      Generalnie w E36 są dwie drogi - kupujesz tanio, używasz, jeździsz mająć wyj***e na wszystko, a potem wyrzucasz jak już masz dość przerywania, szarpania itd. Albo wydajesz dużo kasy na czujniki, doprowadzasz do tego rzadkiego w E36 stanu, że po podłączeniu do kompa nie rzuca błędami i wtedy masz wóz, który daje rady nawet w rajdach, więc i w codziennej eksploatacji tym bardziej powinien.

      Seryjnie to się nawet przyjemnie prowadzi, ale zbyt miękkie jest (choć dla Ciebie może być to zaleta). Zawieszenie tanie nie jest, ale też nie kosmos. Poliuretany (komplet z Olkusza 700 zł), to niezły pomysł, bo są wytrzymałe i auto się fajniej prowadzi. Choć komfort trochę zniknie :P A jak montuje jakaś oferma i smaru nie da, to piszczeć będą.

      Za 4 tyś... No różnie może być z tym. Ja kupiłem swojego 318i za 5500 (buda w miare zdrowa, mocowanie dyfra się w każdym razie trzyma). Miał zrobione zawieszenie (i niepotrzebnie, bo i tak rozleciało się po 5 KJS-ach), ale drut-swap na silnik z 318is wymagał wieeeeelu poprawek. Największym problemem E36 jest jedno: poprzedni właściciel.

      Usuń
    4. On jakiś późniejszy był, o ile pamiętam - chyba nawet '98, czyli rok, w którym przestali robić sedana.

      Usuń
    5. za 4 tyś z 1998!? Coś podejrzane się trochę wydaje. No ale kombi najmniej chodliwe jest, tak jak R4 nie-is... ale sprawdzić to by go trzeba porządnie.

      Usuń
    6. Dlatego nie zakładam się co do rocznika - po prostu znalazłem takiego z karteczką "SPRZEDAM", ładny był, ale walnąłem się po łapie, która sięgała po telefon i poszedłem dalej. Na pewno był młodszy niż '93 - tego jestem pewien w 100%.

      Usuń
    7. Jakby co to mam takie E36 w stanie dziewiczym tylko w tak zwanej KUPECIE (jak ja nienawidzę tego słowa) i mogę udostępnić na test.
      Aha, bas w miękkim pokrowcu wchodzi bez składania kanapy, przetestowane ;)

      Usuń
    8. Zatem musi dojść do kontaktu nim rozpad ego się dokona. Niestety nie mogę znaleźć danych Sz. Redakcji więc niech Redakcja zanotuje: it.lukomski skrytka pocztowa gmail.com (można spamować). Jakby co to tego no. Pisać.

      Usuń
  9. Ypsilon (a właściwie po prostu Y) gnijący? Tylko po solidnym dzwonie i naprawach blacharskich.
    Sam z siebie tego nie zrobi. Mój Y stoi/jeździ 17 lat pod chmurą i nic nie gnije. Może kilka dni w tym czasie przekiblował w garażu.
    Ten biały jest tylko brudny i ma zacieki. To się jeszcze umyje Cifem i bedzie dobrze - spójrz na progi, krawędzie nadkoli - czyste.
    Kolorów na zamówienie w pierwszych latach produkcji bylo 112 na cześć Autobianchi 112.
    Do tego normalna gama "od ręki" w liczbie kolejnych kilkunastu i kilkanście kolorów/materiałów wnętrz.
    Większość modeli miało zielone podświetlenia tablicy z zegarami, ale te mocniejsze "Elefantino Rosso" miały podświetlenie czerwone.
    To są smaczki czyniące go wyjątkowym na tle ówczesnego Polo czy tam Saxo.
    Idąc dalej w Y też bywało CVT (6 speed też), a tymbardziej w poprzedniku Y10, co sie zazębia z VolvoDafem.
    No i w Pandowozie też, czego przecież skosztowałeś.

    Technicznie Y (model 840) jest tak spokrewniony z Punto I, że jego eksploatacja jest ekstremalnie najtańsza z możliwych.
    Pełna odbudowa mechaniczna zawieszenia z amorami i nowymi wahaczami, hamulcy, sprzęgła, wymiana rozrządu, uszczelki pod głowicą i kilku czujników elektrycznych a nawet tłumika, zamyka się w kwocie około 2-3 kzł na nowych częściach. Po takiej akcji auto jedzie 10 kolejnych lat bez zaglądania. Wszystkie części są współzamienne z Punto, oprócz tłumika. Oryginalnych nikt już nie produkuje i trzeba skracać Puntowski o kilka cm. Mocowania i zawiesia pasują.

    Poza Y miałem jeszcze dwa z tego zestawienia, ale przed alertem:-) Samurai sprowadzony z Californi miał KLIMĘ, mimo że był kabrioletem. Wymontowałem cholerstwo, bo tu nie California. Samuraiowi bliżej do Quada niż samochodu, szczególnie w zdolnościach terenowych i wygodzie podróżowania. Sierra kombi to była normalna wygodna kanapa o nowoczesnym kształcie, a pod spodem Taunus normalny:-) No taki FejsLifting to chyba tylko raz się zdarzył w historii motortyzacji, żeby od razu liftować o trzy dekady:-) Scorpio to samo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złego wyrażenia użyłem, poprawiwszy. W ogóle zawsze mi się Y podobało, szczególnie Elefantino (no kurdeż, nazwać samochód "słoniątko" to jest jakiś wyższy poziom pluszyzmu). Razem ze 121 "jajeczkiem", Twingo i 205 to wg mnie najfajniejsze miastowozy. BORZE ALEŻ BYM ZROBIŁ PORÓWNANIE

      Usuń
  10. Sobie lekko skomentuję po kolei :D
    1. Osiemdziesiątka - racją jest to że zapoczątkowało nową epokę w dizajnie Audi, aczkolwiek dajmy czas aż przestaną być tyrane przez Januszów z przyczepkami złomu.
    2. Igrek - TAK! Linia nadwozia cudowna. Czemu tak do nich przyparła łatka auta kobiecego, skoro skrada też męskie serca :) Notabene znam drugą na WXE. RÓŻOWĄ.
    3. Samuraj - tylko te nie-off-rołdowe.
    4. Tipo mi się zwykle bardzo nie podoba, fuj. Powiększone na siłę Uno.
    5. Ścierka w kombi i przedlifcie jak najbardziej! Już walić te niedostępne Kosłorty, zwykłe polifty też nagle zniknęły.
    6. Baby Benz przeżyje mnie i moje dzieci, a dopiero wnuki będą je fotografować wyłącznie na zlotach.
    7. BX to wiadomo, panie!
    8. 145 <3 Tak się składa że u mnie na złomie stoi taka z siostrą numerek wyżej. Obok siebie...
    9. W sumie więcej tych 121 z faltdachem niż bez. A nietuzikowa to jest :)
    10. Previa hmmm... Te z pierwszych lat. Albo na czarnych, bo u mnie się kręci.
    11. Odpowiednik zza oceanu bardziej, łącznie z Chevroletem Luminą.
    12. No przeecież! Włosi się pukają w czoło, jak można to czcić jako prawie zabytek.
    13. Twingo... Super. Sukces tego auta Francuzi w całości zawdzięczają Polakom, kopiując i lekko modernizując naszego FSM Beskida. Jak to u nas, tak doskonały samochód nie mógł być produkowany, podobnie jak pozostałe iskierki nadziei polskiej motoryzacji. I co? Świat oszalał na punkcie Twingo, a o Beskidzie nikt nie wie.
    14. WUKi taaak, chociaż ich popularność na Stadzie trochę zniechęca od tego modelu. Bo ile można.
    15. Ale 205tką to bym jeździł. Wciąż ich dużo, z ogromnego rozstrzału właścicieli i stanu utrzymania. Zanabyłbym jakąś llimitowaną wersję :)
    Treściwe porównanko, jak zwykle. Czekam na kolejne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błagam, by ten akapit o Twingo okazał się ironią, której nie potrafiłem wyczuć, o nic więcej nie proszę.

      Usuń
    2. Proszę o to samo. Bo jestem u progu wejścia pod biurko i zapłakania łzami rzewnemi.

      Usuń
    3. Dobra, przesadziłem. Zgłębiłem się w temat. Nadal jestem zdania, że musiała istnieć jakaś nawet minimalna więź łącząca oba te auta, ale to tylko moje zdanie.

      Usuń
    4. Nawet opierając się na ahistorycznej tezie, że Twingo pochodzi od Beskida, słowa o całkowitych zasługach Polaków w sukcesie Twingo są kompletnie nieakceptowalne. Te auta łączy chyba tylko klinowaty kształt nadwozia, podobne klamki i przestronne wnętrze. Inna jest mechanika, zawias, kokpit, wygląd... chyba wszystko. FSM nie dysponowało odpowiednimi środkami na wprowadzenie Beskida do produkcji, nie posiadało nawet odpowiednich technologii (drzewiej czytałem wywiad z pracownikiem BOSMALa, który wspominał, że mieliśmy problem nawet z produkcją teleskopów do klapy tylnej w F126p BIS, więc, you know...). Świetny projekt, aczkolwiek, bez szans na produkcję.

      Chyba jedynym aspektem, łączącym oba auta jest domniemany fakt, iż Twingo zostało wprowadzone do sprzedaży tuż po wygaśnięciu patentu BOSMALa na jednobryłowe nadwozie.

      http://www.carbodydesign.com/archive/2007/03/21-renault-twingo-i-design-history/

      Usuń
  11. Kojarzę ten egzemplarz Volvo 340 stojący w drodze do "Mordoru". Zawsze 340 kojarzyło mi się z samochodem z Pewexu, na równi z Mazdą 626 i Toyota Corollą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten egzemplarz wybrałem celowo (wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa, uparłem się na to), gdyż znają go chyba wszyscy okołozłomniczostadobarańscy miłośnicy złomów. Te tablice są z 1986 roku. Ktoś go sobie upala od nowości. I utrzymuje w stanie igła-lalka-salon. Chyba najlepszy egzemplarz w stolycy.

      Usuń
  12. Trzeci raz podchodzę do komenta, bo pisania dużo ;)
    15 - Z każdym rokiem bardziej doceniam Aldi beczkę. W sumie mógłbym.
    14 - yyy nie, y10 tak. To mówił fan małej miejskiej włoszczyzny.
    13 - Pewnie tak, to nie moja bajka.
    12 - Biały kruk.
    11 - Sierra wygląda jak jaktajmer, Mogłem mieć, ale speniałem.
    10 - Czemu nie stoi w Sevres jako wzorzec sedana? 3xtak ale za kilka lat jak większość wymrze, podobnie jak z Baleronami.
    9 - Beiks zdecydowany numer 2. Najfajniejsze auto, najbardziej odleciane z całego zestawienia
    8 - Może być, dupy nie urywa ;)
    7 - O, 121. Urocze. Zdecydowanie tak.
    6 - Previa jak najbardziej, choć znam ją tylko z wpisu na Złomniku.
    5 - Rany, ale ten czas leci.
    4 - fap fap... dla mnie numero uno - fura nic nie udaje (chyba że luksus w postaci ECVT), jest świetnie prosto narysowana. Jest niesamowicie sympatyczna. Sprytna przy parkowaniu. Niewiele tego na ulicach, a czar pryska, gdy robię sobie wycieczkę w GSV na Sycylię ;)
    3 - Twingo fajowe, podobno damskie? Zasłużenie.
    2 - 340 zewnętrze tej pokraki uzupełnia się doskonale z pokręconym DNA. Fajne, nie dla mnie.
    1 - 205 na propsie, sporo tego kula się po dzielni, jeden GLD malowniczo wrasta pod blokiem, ale ludziska go nie trakują jak zabytek. Może
    miejsce na pudle.

    Dodałbym jeszcze CC Sporting - taka ocynkowana Panda. Czy jeszcze za wcześnie?

    PS.Spoko zestawienie. I lista uzupełniająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym oceniał jedynie wedle fajności, na pudle byłyby BX, Panda i 205, a potem bezradnie siadłbym na dupsku, bo totalnie nie wiedziałbym co gdzie dać. No dobrze, Samurai poleciałby na koniec bo też nie moja bajka, a B3 na 14, bo jednak nie jest ślinotokogenne tylko rzetelne. Ale tak poza tym mógłbym sobie układać ad mortem defecatam. Dlatego fajność nie była głównym kryterium - oceniałem przede wszystkim pod kątem docenienia jako jaktajmera i poziomu cen w stosunku do tego, co dane żelazo oferuje.

      Usuń