piątek, 24 lutego 2017

Spacerkiem po japońskim muzeum, czyli Kolejny Mix Gościnny - cz. 2

Moja pisanina leży ostatnio odłogiem.

Tak, wiem, tłumaczenie się że czas itd., ale niestety, taka jest prawda - w ciągu ostatnich tygodni wolnego czasu nie miałem w zasadzie w ogóle. Głównym powodem były przygotowania przed wejściem do studia, które w końcu nastąpiło w zeszły weekend (tak, będzie relacja - jeszcze tylko klawisze i wokale), jednak doskwiera mi również... brak materiałów. Niczym - nie licząc, rzecz jasna, Skanssena - ostatnio nie jeździłem, ze sprzętu basowego ograłem przez chwilkę tylko jedno dość sympatyczne wiesło, nie miałem jednak możliwości nagrać żadnych próbek... Jest słabo. Bardzo.

Tak naprawdę na obecną chwilę zostają mi mixy. W tym jeden zapowiedziany już w poprzedniej części - konkretnie zaś kontynuacja tematu Kraju Kwitnącej Wiśni.

Tym razem jednak nie będzie buszowania po ulicach i zakamarkach. Zamiast tego okiem Turysty-Fotografa zwiedzimy dwa toyotowskie przybytki: MegaWeb i History Garage.

Usiądźcie wygodnie. I na wszelki wypadek przytrymajcie się o coś.

Ruszamy.

Na dzień dobry najbrzydszy chyba model Lexusa w absolutnie absurdalnej odmianie

Oraz równie absurdalna wersja równie szpetnej Toyki

Jak dla mnie to jest jeżdżący hełm szturmowca

Ooo, Touareg! Nie, czekaj

Ooo, Civic! Nie, czekaj

Tak wyglądała przyszłość kilka lat temu

Nie zapakuję basu. Bessęsu.

Tu raczej też nie.

Tu... mmmmoże.

Tutaj zaś tak ze 20

O, proszę - można zrobić sensownie to, co Peugeot spieprzył w 1007

Już poprzednim razem pisałem, że Japończycy mają najlepsze vany. Dawać go do Europy, koniecznie w hybrydzie!
 Wszystko to - najlepsze na świecie vany, najdziksze koncepty i najbardziej absurdalny JDM - blednie przy niekwestionowanym królu wszelakiej japońszczyzny. Bo król może być tylko jeden. Tudzież królowa.

SENCZURII

Wszystko w tym aucie jest absolutnie majestatyczne

No dobra, ten przód, szczególnie w tym ujęciu, przypomina wesołego, głupawego psa, ale reszta bezlitośnie gniecie worek

Oldskulowe felgi też

I wnętrze drzwi, z absolutnie unikalną klamką na czele

Szkoda, że wajcha w podłodze a nie przy kierze

Ale za to wskaźniki elektroniczne!

Tył prezydencki. A w zasadzie cesarski. Swoją drogą - Japońcy znacznie wyżej cenią wełnę niż skórę

Elegancka klapka z logiem...

...a za nią - miejsce na drogie trunki

Nawiewy w suficie

A obok - lusterko, by pan prezes mógł przygładzić prestiż własny

Podnóżek pod prezesowskie buty

System sterowania karaoke

Jakby ktoś pytał ile to ma garów

To chyba feniks. Czy to znaczy, że jak np. ktoś podpali Century to ta potem się sama odbuduje?

Tak na wszelki wypadek, byś nie zapomniał, czym jeździsz
Ochłonąwszy po zapoznaniem się z japońską definicją luksusu przechodzimy do tego, co Basiści (przynajmniej niektórzy; no, przynajmniej jeden) lubią najbardziej, czyli do gratów. A konkretnie do Toyota History Garage.

A tam - nie tylko Toyoty

Choć głównie

Jeśli ktoś spytałby o najpiękniejszy japoński samochód - w klasycznym tego słowa znaczeniu - to chyba to

Czy tylko ja widzę pewną inspirację?

Ciekawe, jak drastycznie zmieniła się moda w kwestii rozmiaru kół

Inspiracja dla Ibishu Miramar z BeamNG jest tu ewidentna

To spokojnie mógłby być Escort z początku lat 70.

A to spokojnie mogłaby być gatunkowa włoszczyzna. Ależ to jest smakowite.

Tymczasem kroczek dalej - kącik pociesznych pokrak

To nie kei-car. To kek-car.

Troszkę dalej zaczyna się Europa

Co jednak nie zawsze musiało być plusem.

Z Europejczyków Włosi mieli ewidentnie lepszy pomysł na małe autko, niż Niemcy

Tym zaś z kolei najlepiej wyszło takie o segment większe

Jego pochodne też dawały radę

Mikrowynalazki zaś wychodziły im absurdalne, nawet jeśli były oryginalnie zaprojektowane przez Włochów

Pagoda w Japonii, wszystko na swoim miejscu

Dla odrobiny Hameryki też znalazło się miejsce

Dla takiej troszkę większej odrobiny też

Na koniec - trochę rajdowej historii Toyoty

O tym było stosunkowo niedawno na Autobezsensie

Kto pamięta Juhę Kankkunena?

A Björna Waldegårda?

Bo tych panów z kolei nie pamiętam

Za to Didiera Auriola - jak najbardziej

W przeciwieństwie do kolejnych generacji Celiki, rajdowego Yarisa raczej nikt nie zapamięta

Niestety, to już wszystko w temacie Japonii. Od następnego wpisu wracamy do naszej polskiej rzeczywistości. O ile uda mi się ogarnąć jakiś ciekawy temat.

A może po prostu zacznę wrzucać mixy.

Zdjęcia - Marek Raszka. Dzięki!!!