poniedziałek, 18 listopada 2019

Eventualnie: bardzo grzybny rajd

Środek jesieni nie jest porą sprzyjającą rajdom. I w rzeczy samej zazwyczaj niewiele się dzieje - seria MOWPZ już za nami a zimowa liga KiP jeszcze się nie zaczęła (co gorsza - w tym roku w ogóle nie wiadomo, czy się odbędzie). Dość powiedzieć, że od końca września nie działo się nic. Na szczęście jest Stado Baranów, a owi zacni obywatele już od pewnego czasu zapowiadali grubszą imprezę. A co najlepsze - w grzybowym klimacie.

A grzybem ociekał już sam proces zapisów.

Najpierw na stronie wydarzenia pojawiła się informacja o tym, że instrukcje dotyczące zapisów pojawią się... w telegazecie. Tak, ten wynalazek jeszcze istnieje. Na szczęście jest dostępny również w internecie, dzięki czemu posiadacze telewizorów Rubin (oraz czarno-białych turystycznych telewizorków Junost) również mieli szansę zdobyć niezbędne informacje. Na podanej stronie telegazety rzeczywiście były instrukcje - adres poste restante, na który należało przysyłać kartki pocztowe ze zgłoszeniami, oraz współrzędne geograficzne biura rajdu oraz jego startu. Po pewnym czasie pojawiły się kolejne instrukcje - tym razem stacjonarny numer telefonu (tak, ktoś jeszcze ma telefon stacjonarny!) pod który należało dzwonić celem uzyskania dalszych wskazówek. Dzwonić należało, prawdaż, po dzienniku. Zadzwoniłem tedy i zostałem poinformowany o wysokości wpisowego i czasie otwarcia biura rajdu. Resztę informacji już miałem. Pozostało jedynie przygotować Skanssena (który, jak już zapowiedziałem, póki co zostaje z nami), umówić się z dwoma pomocnikami, którzy obiecali pomóc z tylnej kanapy, i rano w dniu rajdu podążyyć na umówione miejsce.


Oczywiście wielu uczestników zdążyło już przybyć, jednak wciąż dojeżdżali kolejni.









Po odstaniu paru chwil w kolejce do rejestracji okazało się, że pierwszy etap startuje od razu. Trasa była zapisana jako skłony i obroty. Cóż - pan doktór zalecił, trzeba wykonać.




Pierwsze zadanie polegało na... wędkowaniu. Konkretnie zaś należało za pomocą wędki przenieść Syrenę z FSO do FSM. Na rybach jak w życiu.


Następnie - po krótkim postoju na grę w wojnę - należało udać się na miejsce startu, gdzie umówiliśmy się z pozostałymi członkami załogi. Oczywiście razem z nami docierały również kolejne ekipy.




Po powrocie z sympatycznej wyżerki okazało się, że w międzyczasie zdążyła uformować się całkiem spora kolejka do startu. Nie pozostało nic innego jak całą czwórką (nasi towarzysze dotarli w tzw. międzyczasie) załadować się do Skanssena i grzecznie oczekiwać na naszą kolej do startu.



W końcu ruszyliśmy.

Pierwsza część trasy prowadziła na Żoliborz, gdzie czekał niezbyt trudny, choć nieco podchwytliwy i przede wszystkim wyśmienicie, po barańsku (i po grzybowemu) opisany plan. Jak się później okazało, udało się nam przejechać go bezbłędnie.

Pytanie tylko dlaczego w punkcie 240 stało Volvo 960
 Następnie itinerer poprowadził nas za Powązki. Wiadomo - grzyby spędzają dużo czasu na cmentarzach. Jednak o tym, że coś jest i za cmentarzem, nie miałem zielonego pojęcia. Zresztą rejon okazał się wart zapamiętania celem robienia ujęć do testów.


Również i tam czekało zadanie.



Polegało ono na jak najprecyzyjniejszym odmierzeniu k. 5 kg cebuli i ziemniaków (przy czym należało wybrać tańsze produkty spośród 2 dostępnych możliwości), przy czym miała być to masa brutto, obejmująca również typowo grzybowy wózek na kółkach.


Udało się nam niemal perfekcyjnie.


Pozostało udać się dalszą drogę.



Kolejne zadanie polegało na... wykonywaniu operacji za pomocą maszyny liczącej na korbkę. Na szczęście dość szybko udało mi się rozgryźć zasadę jej działania.



Następnie itinerer poprowadził na Bemowo, gdzie odbyła się próba sprawnościowa. A jako, że był to rajd Stada Baranów poświęcony grzybnej tematyce, lepszym określeniem byłoby "niepełnosprawnościowa". Otóż należało najpierw uporać się z oldskulową blokadą kierownicy a następnie, po ruszeniu, dwukrotnie skręcić na zakazie, wrzucając przy tym kierunkowskaz w odwrotną stronę. Jak prawilny grzyb.


Na kolejnym, położonym kilka kroków dalej punkcie trzeba było poddać się badaniu okulistycznemu polegającemu na rozpoznawaniu znaczków. Tzn. log. Lóg? Logów???


Drugi etap wiódł północną częścią Bemowa aż na same obrzeża Warszawy.



Następny przystanek znajdował się przy lubianych przez ASG-owców bunkrach.


No wiem, nie wyraźnie wyszło.
Zadanie, jakie należało wykonać, polegało na doprowadzeniu pojazdu kołowego Syrena do rzadkiego stanu w miarę jeżdżącego. Usterka jednakowoż nie polegała na ukręceniu przegubu (mimo, że to Syrena) tylko na pękniętym pasku klinowym. Akcesoria i narzędzie służące do prowizorycznej naprawy należało wybrać samemu z propozycji dostępnych na stoliku. Oczywistym wyborem była, rzecz jasna, para rajstop. Niestety - choć materiały i narzędzia wybraliśmy bezbłędnie, sama naprawa nie została wykonana w stu procentach poprawnie. Mimo to, dzięki prawidłowej diagnozie i doborowi metody, nie dostaliśmy kompletu punktów karnych. Dobre i to.


Stałym zadaniem obowiązującym na całej trasie było wypatrywanie zdjęć ze starych filmów i seriali, identyfikacja postaci i wpisywanie jej imienia i nazwiska w krzyżówkę. Odnaleźliśmy prawie wszystkie z wyjątkiem dwóch, które - jak się okazało - znajdowały się przed samą metą.

No cóż. Ważne, że udało się rozszyfrować hasło, z którym wbiliśmy na znajdującą się na polanie rekreacyjnej w Lipkowie.














W końcu przyszedł czas na ogłoszenie zwycięzców.


Nie spodziewaliśmy się szczególnie wysokiego miejsca - wszak punkt z Syreną i kompletacja zdjęć do krzyżówki nie wyszły idealnie. Jednak... okazało się, że dowieźliśmy siódme. A siódme miejsce na ponad 70 załóg to naprawdę niezły wynik. Tylko nieco uwiera fakt, że gdybyśmy odnaleźli wszystkie zdjęcia, bylibyśmy... drudzy.

Ale i tak siódme miejsce, książka o hodowli kur i płyta z niemieckimi szantami to powody do satysfakcji.


A jak oceniam sam rajd?

Był ŚWIETNY. Trudno mi powiedzieć, czy najlepszy w tym roku - wszak konkurencja była spora - ale zdecydowanie plasował się w czołówce. A z tego, co przebąkiwali Bubu i spółka, szykują się następne.

Już nie mogę doczekać się sezonu.