poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Eventualnie: NieRajd

Borze, jak ja byłem wygłodzony rajdowo.

Aż do soboty ostatnim rajdem, w którym brałem udział, był rowerowy rajd Złomnika, zaś z samochodowych - 2. Rajd Rembertowski (ukończony zresztą na zacnym 3. miejscu), który był jednocześnie... jedynym jak do tej pory tego typu eventem, w którym udało mi się w zauczestniczyć w tym roku. Oczywiście był jeszcze Archirajd, jednak w nim wziąłem udział (razem z Młodzieżem) jeno jako balast zaprzyjaźnionej maździanej (dawniej zaś pandzianej) załogi.

A to było jeszcze w kwietniu. 

Trudno się zatem dziwić, że za itinererem, kluczeniem po dziwnych, wcześniej mi nieznanych zaułkach i pytaniami, na które odpowiedź znają jedynie kompletne świry, tęskniłem jak posłanka Krysia P. za "ś" w słowie "wziąć". Wiadomo, w międzyczasie odbyło się w mieście stołecznym kilka graciarskich imprez, ale ze względów organizacyjnych przeleciały mi one koło nosa. Do tego gruchnęły wieści o odwołaniu tegorocznego WUK-u i Rajdu Praskiego. Słowem - bida, panie.
Na szczęście w sukurs (kto jeszcze używa tego słowa???) przyszli panowie od Rajdu Rembertowskiego i zrobili inny. Nie po Rembertowie, a wręcz niemalże tak daleko stamtąd, jak się dało. A jako, że tego dnia mogłem zostawić mą Progeniturę Sztuk Raz pod czułą opieką mej Czcigodnej Staruszki, decyzja była oczywista.

W dniu rajdu pozostało wybrać się na miejsce startu, czyli na bemowski autodrom.

Dojeżdżając na miejsce można natknąć się na znajome, yyy, zady

Parkowanie w doborowym, tylnonapędowym towarzystwie

Organizatorzy ewidentnie są fanami Kaszlaków

EWIDENTNIE
Chwilę po mnie na miejsce dotarła reszta załogi - pan kierowca wraz ze swą nadobną małżonką, znani już choćby z zeszłorocznego Praskiego i Nitów (w których zajęliśmy zresztą zacne 6. miejsce) oraz, w roli tylnokanapowej ekipy pomocniczej, ze wspomnianego już Rembertowskiego. A jako, że - jak na Praskim i Nitach - zajmowałem tym razem prawy fotel, wybór w kwestii rydwanu padł na ich zacnego Kombibalerona zwanego Mecenasem.

Ekstraklasa w kwestii kombi

Dojczland, Dojczland

Siedząc na masce 205 zapewne też bym się szczerzył

Tatraplan tym razem w garażu, więc tym razem start Lechicką Landarą Aspirynobarwną

Dwie odsłony germańskiej myśli technicznej

Podobno ma podłogę

Ależ te kółka są smakowite

Porucznik Zabytkowicz

Prezes Ochódzki

Nie no, uwielbienie

Jak wyżej

KRZYWO, POPRAW
Jeszcze tylko odprawa...


...ogarnięcie dwóch początkowych odcinków itinereru (w tym choinki, która nie była choinką)...


...i start.



Początkowo itinerer wydawał się wredny - jeden z nich, ułożony w kształt choinki (jednak będący zwykłym "strzałkowcem"), miał losowo porozmieszczane, oznaczone liczbami kratki, drugi zaś był pomyślany jako labirynt w kształcie (chyba) Malucha, który najlepiej było zawczasu zakreślić sobie długopisem, by nie pogubić kolejności. Na szczęście szybko okazało się, że zadanie jest prostsze, niż z początku się zdawało. Wystarczyło planować o jedną - dwie kratki naprzód.

Pierwszy odcinek trasy wiódł uliczkami północno-zachodnich rejonów Bemowa.

Trytytki i mech, Automobiklub propsuje

Kwestią sporną było to, czy odpowiedzią na pytanie "CTG" był Baleron, czy wrastająca nieopodal Astra z reklamą na dachu

Znane już z innych rajdów rejony oznaczały również pojawienie się znanych już z innych rajdów atrakcji

Nie było to jedyne pchanie (że się tak wyrażę) w trakcie rajdu. I żeby nie było - oferowaliśmy pomoc

"Lew by polował", czyli pytanie już na dzień dobry sugerujące odpowiedź

Pierwszy checkpoint

Kurdeż, pomyliłem Karczew z Konstancinem, a co gorsza - Lublin z Poznaniem (wszak i tam i tam za PRL-u tłukło się sprzęty użytkowe)
Na pierwszym pekapie należało oddać dotychczas wypełnioną kartę drogową, w zamian zaś otrzymywało się... zdjęcie i nazwę dawnego zakładu przemysłowego, pod który należało się udać. Pierwszym zaś była znana z "Nocarza" Magdy Kozak Polfa Tarchomin.

Wóz organizatorski już czeka. Zapewne na asistąs.

eprezentacja województwa łódzkiego
Kolejnym punktem, pod kóry należało się udać, był parking pod FSO.

Na tym punkcie powinien raczej stać Poldek. Albo Kredens.

Konkurencja nie śpi
Z Żerania następnie trzeba było udać się na Wolę...


...a stamtąd, zgodnie z moimi przewidywaniami, do Ursusa.


Był to ostatni punkt kontrolny na trasie. Tak, jak na pierwszym, załogi otrzymywały tam dodatkowe zadanie do rozwiązania oraz itinerer prowadzący już na metę.

Pytanie, na które łatwiej odpowiedzieć będąc starym #gimbynieznajo

Luksus niemiecki vs luksus polski

Tu jeszcze nie było boczura

Romantyczna nazwa, zapewne srogi zlot, doskonała naklejka na wrastające R5
O ile start odbywał się przy nader przyjemnej pogodzie, o tyle na metę załogi cisnęły już w strugach deszczu. Zapowiadało to bardzo ciekawą rywalizację, gdyż ostatnim etapem miała być próba sportowa na bemowskim autodromie.

No bardziej angielsko się chyba nie da

Mecz Francja - Szwecja
Przy wjeździe na tor zdążył się już ustawić sznur aut.



Pierwsze załogi już latały bokami między pachołkami, lub przynajmniej uczciwie próbowały.












Przyszła pora i na nas.

Jeszcze tylko obczaić (raz jeszcze) trasę do przejechania...


...i wio.


Jak poszło? Nawet przyzwoicie, choć wiadomo, że przejazd bez dobrej znajomości toru musi zostać spowolniony przez zastanawianie się, którą stroną brać którą przeszkodę. Tak było i w naszym wypadku. Dość powiedzieć, że przy drugim przejeździe, już znając układ pachołków, udało się urwać... prawie 10 sekund.

Z drugiej strony - nie trzeba nas było wypychać z mety.


Pozostało jeszcze poczekać do końca przejazdów pozostałych załóg.













Jeszcze tylko wymiana wrażeń z rywalami (plus wyrażenie podziwu dla niektórych z ich wehikułów) - i towarzystwo udało się do budynku Automobilklubu celem zapoznania się z wynikami.

"Zaprawdę powiadam!" "No nie mów!"

Nie przeszkadzać przy pracy

Landszafcik finiszowy

Na szczęście nie chodziło o uszczelką pod głowicą

Jak to na lotnisku, prawdaż

I wyniki
Niestety - tym razem nie udało się załapać na pudło, ani nawet do pierwszej dziesiątki. Jednak 11 miejsce wśród tak zacnych konkurentów nie przynosi wstydu - tym bardziej, że różnice punktowe okazały się naprawdę niewielkie.

Pozostało już tylko przerzucić szpeja z kufra do kufra i ruszyć nazad



Ostatnimi czasy pojawia się sporo nowych imprez graciarskich - i NieRajd okazał się kolejnym dowodem na to, że jest się z czego cieszyć. Od pomysłowego, zmuszającego do myślenia itinereru poprzez ciekawą trasę aż po podchwytliwe pytania (choćby o wyposażenie Lanosa - ale to wypisane na szybie, a nie o znajdujące się realnie w środku kubełki i kierownicę Momo), wszystko się zgadzało. Jednak... odczuwam pewien niedosyt. Ale nie dlatego, że NieRajd nie dostarczył, gdyż dostarczył i to zacnie. Po prostu... chcę więcej.

Na szczęście już zapowiedziane zostały kolejne Praskie Klimaty oraz coś, co samą nazwą sprawia, że odczuwam ogromną potrzebę wzięcia udziału: Paździerznik. No i oczywiście otwartą pozostaje kwestia Nitów. Wszak wypadałoby wreszcie je wygrać.

Tymczasem zapraszam na filmik Bejs Drajwer Prodakszynz, joł. Wszak filmienie zapowiedziałem już ponad miesiąc temu.