niedziela, 19 maja 2019

Eventualnie: Lemoniada na stulecie

Co tu się odelhaemia, znowu wpis dzień po dniu! No ale okazja była. Wieczorem chill u Volvo, a wcześniej...

Oj, wcześniej działo się jeszcze grubiej.

Jak moi czytacze zapewne wiedzą, jedną z mych absolutnie ulubionych marek (poza Volvem, rzecz jasna) jest Citroen. Ich ostatnie modele nie budzą może jakiegoś szczególnego mrowienia w rejonie mych lędźwi, ale to, co Francuzi odstawiali od połowy lat 30., to naprawdę gruby temat. Najpierw pojawił się słynny Traction Avant, łączący przedni napęd z samonośną konstrukcją, później, już po śmierci założyciela marki, opracowano pierwsze prototypy 2CV, której produkcja ruszyła zaraz po wojnie, zaś w 1955 roku świat zaliczył srogi opad szczeny gdy na paryskim salonie zaprezentowano rewolucyjny model DS. Ale historia marki zaczęła się wcześniej - konkretnie zaś... 100 lat temu.

Tak - Citroen obchodzi właśnie setkę. I z tej okazji urządził bardzo piękny evencik.

A co ciekawe, dziewięćdziesiątkę też obchodził. I też tam wtedy byłem.


10 lat temu piękne zabytkowe (i nie tylko) Cytryny przybyły na Nowy Świat, gdzie została ustawiona rampa. Kolejne żelaza wjeżdżały na nią, właściciele opowiadali kilka słów o swych rydwanach a potem podjeżdżały kolejne. Klimat był sympatyczny, a sprzęty - wspaniałe. A zdjęcia zachowały się do dziś.





Przez ten czas mój stosunek do starych Citroenów nie uległ zmianie - może, co najwyżej, przestałem kibicować firmie w kwestii nowych produktów (bo i za bardzo nie ma czemu) oraz stwierdziłem, że lepiej będzie, jeśli niektóre z moich marzeń (takie, jak choćby XM) nie wyjdą poza tę sferę. Jednak zarówno Dwacefałka (z pochodnymi) jak i DS nadal znajdują się na szczycie mojej prywatnej automobilistycznej hierarchii. A tych na obchody stulecia przyjechało co niemiara.

FRANCUZKI SZMELC, JUŻ SIE ZEPSÓŁ, HEHEHEHEHEEEE
 Oczywiście nie tylko Dwacefałki i DS-y przybyły na zlot - nie brakowało choćby starszych tematów.


Oczywiście godnie reprezentowany był legendarny Traction Avant, jako ten, od którego rozpoczęła się legenda Citroena jako producenta samochodów awangardowych i wyprzedzających trendy lub idących im pod prąd.


Jednak to właśnie DS i 2CV rządziły na zlocie.









Oczywiście nie zabrakło też klasyków nieco młodszych - BX-y, CX-y czy niedoceniona (niesłusznie!) seria GS/GSA również miała swą zacną reprezentację. Obok siebie stali dziadkowie i wnuczkowie, czyli DS-y i XM-y. Były fastbacki, hatchbacki i kombiaki, był furgonik (Acadiane) i sedanik (pocieszny Ami 6 z ujemnym kątem pochylenia tylnej szyby). I przede wszystkim masa piękna. I klimatu.























Nie zabrakło również znajomych - zarówno zwiedzających, jak i czynnie uczestniczących (choćby mój imiennik i jego piękny CX Break, którego nie złapałem na żadnym zdjęciu, PRZEPRASZAM). Wisienką na torcie był natomiast wóz strażacki z szewronami na grillu - konkretnie ostatnia chyba ciężarówka Citroena, czyli równie charakterystyczny co ówczesne osobówki tej marki Belphegor.


Zabrakło w zasadzie tylko jednego: komfortowych warunków. Pogoda co prawda dopisała, jednak wcześniej - w nocy i rano - lało przeokrutnie. W efekcie trawiasty placyk na tyłach położonego koło Łazienek Ermitażu zmienił się niemalże w błotniste bajoro. Po niedługim czasie chodzenia wśród ślinotocznych piękności moje buty przemokły na wylot, zaś spodnie były ubłocone niemalże do kolan. Spowodowało to konieczność w miarę sprawnego powrotu do domu celem przebiórki, droga  natomiast zajęła mi tyle, że nie miałem szans wyrobić się z powrotem na start citroenowej parady.

A następna dopiero za 100 lat.

Zastanawiające jest natomiast to, że jeden z najciekawszych, najbardziej fascynujących modeli -  zjawiskowy SM - nie pojawił się na imprezie. Stał za to kilkanaście metrów dalej, zaparkowany spokojnie przy Myśliwieckiej. Może nie chciał ubrudzić opon?


A jak komuś mało - jest film. Zapraszam.


sobota, 18 maja 2019

Eventualnie: wieczór z Volvo

Dziś jest noc muzeów. Z tego tytułu nie tylko muzea, ale też rozmaite organizacje urządziły pokazy, spoty i insze eventy. Relacja z najgrubszego eventu, na jakim się zjawiłem, będzie jutro lub pojutrze, teraz natomiast zajmijmy się malutką ale - patrząc na ciężar gatunkowy eksponatów - nie tak znowu skromniutką wystawą urządzoną przez polskie przedstawicielstwo Volvo.


Importer najlepszej ze wszystkich marek uznał, że cznia wyprowadzki na obrzeża i urządził coś w rodzaju pokazowego salonu (bez jazd testowych, jeno z przykładami modeli) w samym centrum miasta. I właśnie w tymże salonie dziś, w ramach nocy muzeów, zawitały piękne egzemplarze z lat minionych.

Na dole panował motoryzacyjny klimat przełomu lat 50. i 60.

Nie wiem, czy to nie ten, którym z Z. Łomnikiem zajęliśmy II miejsce na Praskim kilka lat temu

Duett był ostatnim osobowym Volvem na ramie

Bas by wlas
 Nieco więcej działo się na piętrze, gdzie mieliśmy przekrój od lat 20. do 50.

Ten Jakob to podobno najstarsze istniejące Volvo

Zwróćcie uwagę na tę sportową kierownicę z grubym wieńcem

Disponent był ponoć pomyślany głównie jako komfortowa taksówka

Disponowałbym

Bardzo tłusta sztuka w rzadkim kolorze, który zasadniczo całkiem dobrze pasuje do Cegły

Najnowszy egzemplarz był jednocześnie tym, którego najbardziej bym chciał
Jak już wspomniałem, wystawa była skromna - 6 sztuk to niedużo, do tego zabrakło tak kluczowych modeli, jak Amazon czy seria 700/900. Mimo to warto było przybyć - wystawione egzemplarze były z gatunku bardzo grubych, do tego panował przyjemny klimat z przygrywającym w tle jazzowym ansamblem. Takim prawdziwym, z kontrabasem. No bo wiadomo. Volvo. Kontrabas wlezie.

poniedziałek, 13 maja 2019

Eventualnie: klasyki w Ptaku

Bywam lojalny aż do przesady. Na ten dany przykład jednym z powodów, dla których nie chciałbym zmieniać Skanssena na cokolwiek innego, niż kolejna tylnonapędowa Cegła, jest to, że musiałbym wtedy serwisować wehikuł u innego mechanika. I byłoby mi głupio. Kupowałem przez lata Classicauto, nie ruszając przy tym konkurencyjnego periodyku na "A", gdyż dla tego pierwszego pisali moi dobrzy znajomi. Nieco podobne podejście miałem do Auto Nostalgii, którą ukochałem sobie jako Najbardziej Klimatyczną Wystawę Graciarską w Mieście. Gdzie indziej wszak swoje stoisko miało legendarne Stado Baranów? Gdy zatem pierwsza impreza z cyklu Oldtimer Warsaw Show została zaplanowana na ten sam weekend, co Auto Nostalgia, uniosłem z lekka brew, lecz poszedłem - jednego dnia na jeden event, drugiego na drugi. Kiedy jednak w następnym roku sytuacja się powtórzyła, na pytanie "PRZYPADEK?" mogłem odpowiedzieć jedynie "NIESONDZE!!!" i ostentacyjnie olać nadarzyńską imprezę.

Tym razem jednak, po dwóch latach mojej nieobecności i zmianie szyku wyrazów w nazwie na bardziej fortunny, Warsaw Oldtimer Show odbyło się kilka tygodni po Auto Nostalgii. A jako, że po tej ostatniej odczuwałem spory niedosyt, stwierdziłem, że w sumie może jednak.

Odpaliłem tedy DAFuqa (wszak na taką imprezę wypada, prawdaż, klasykiem) i pocisnąłem do Nadarzyna.

Tak, jak na Auto Nostalgii, już na zewnątrz można było spotkać dobre sprzęty.






Jeden fragment terenu pod halą był wręcz wydzielony - i działy się tam całkiem grube rzeczy.








W końcu, po kilku chwilach kluczenia wśród dobroci pozawystawowej, postanowiłem zanabyć bilet i zobaczyć, co jest w środku. I tu spotkała mnie pierwsza niemiła niespodzianka - bilety kosztowały 60 zł. Sześć dych za wjazd na imprezę, na której - z samego założenia - wydaje się jeszcze więcej kasy. SZEŚĆ DYCH. Serio?

No dobra, trudno. Wbijamy.

Na zewnątrz, między halami, odbywało się coś w rodzaju bazarku, gdzie można było zanabyć najróżniejsze szpeja - od starych zabawek po pordzewiałe błotniki do erwupegowskich motocykli. Grała muzyczka a w przerwach E36 kręciło bączki zużywając kolejne komplety opon. Brakowało jedynie pańskiej skórki i stoisk z dewiacjonaliami.

Dobrze, już sobie idę.

Całkiem zacne rękodzieło w zaskakująco rozsądnych cenach
W końcu przyszedł czas na zwiedzenie hali wystawienniczej.

Jak już zauważyli autorzy innych relacji, od razu rzucała się w oczy miażdżąca przewaga Mercedesów i BMW. Owszem, dominowały modele mniej lub bardziej klasyczne, jednak można było również np. zwymiotować na podziwiać W220 po tuningu a'la Don Wasyl. Za klasyka ewidentnie uznano również pierwszą generację Audi A8 - owszem, w bardzo ładnym stanie i pięknym bordowym kolorze, ale serio? A8 D2 na wystawie ze słowem "Oldtimer" w nazwie??? Chociaż w sumie dla ludzi urodzonych po 1990 roku może to i klasyk.

Na szczęście - zarówno wśród produktów kraju, gdzie czciło się zwycięstwo energicznym zamówieniem pięciu piw, jak i wehikułów, w których ojczyznach nie mówi się językiem przypominającym nakaz rozstrzelania - dominowały jednak rzeczywiście troszkę bardziej klasyczne konstrukcje.

Dziękuję, ale urodziny miałem w styczniu. Jednak jeśli to prezent dla mnie, to absolutnie nie gniewam się za spóźnienie.

Nie wiem, czym bym bardziej nie chciał na co dzień

Mieliśmy w rodzinie, tylko czerwonego. Fajny sprzęt.

Cygaro do upalania

Bałbym się choćby nawet zerknąć na cenę

W przypadku poliftowego diesla wynosiła 18k.

Takie BMW to bym muk

Ale takie Volvo bardziej

Dużo bardziej.

Japonia, choć niezbyt licznie reprezentowana, pod względem jakości dostarczyła tłusto.

Chrzanić, że nie kombi, CHCĘ GO.

Colt Celeste - czyli albo niebiański, albo z Celestynowa

Biorę obie, chociaż Civica bardziej

Fordy też wystawiły zacnie

Przede wszystkim chciałbym wiedzieć, gdzie tu się przyczepia tablice

Wnętrza Mercedesów z lat 60., z tymi stylowymi "kapliczkami", miały masę czaru

JA CHCĘ TO ZOBACZYĆ W DZIAŁANIU

...tak bardzo dlaczego

A teraz dyrektor Zjednoczenia Przemysłu Jajcarskiego omówi plan na trzeci kwartał.

Tę Century, rzecz jasna, już znamy.

Bileciki do kontroly

Były i takie stoiska. Tu mały DAFuq kosztował tyle, co bilet wstępu. Poszukałem i gdzie indziej znalazłem dychę taniej.

O, kolejne BMW, które mógłbym

Ale to mógłbym bardziej

Tak samo, jak tego Opla.

Choć najbardziej bym mógł to, o czym była mowa na scenie.

Oczywiście nie mogło obyć się bez Mustangów

W tym przedstawicieli najbardziej haniebnej generacji modelu.

Jeśli chodzi o spójność i rozplanowanie, ta ekspozycja zniszczyła wszystko, zaś karteczka za szybą Preludy zamiotła resztki.

Z zachwytu aparat nie złapał ostrości

To już?

Chyba już. 9000 za 9000 brzmi nawet sensownie.

Wolę wersję z wcześniejszym grillem, ale i tak wspaniałość

Te czasy, gdy Accord wychodził w 3-drzwiowym hatchu.

Było u Złomnika

Stoisko Youngtimer Mazovia robiło robotę

Rapid Eye Movements lub Rampageous Erection Menace

O ile Cegła z Redblokiem to świętość, o tyle Cegła z LS1 to bóstwo wcielone

Nieustające i niezmienne pozdrowienia dla właściciela - odezwę się wkrótce!

To jest diesel. Tak - TEN koszmarny diesel V8 z blokiem od benzyniaka. I podobno wciąż działa.

Kurdeż, w komunistycznej siermiędze Czesi potrafili stworzyć coś dużo ładniejszego i ciekawszego, niż teraz.

Zestaw kolorystyczny a'la John Player Special (#gimbynieznajo) 
Zestaw kolorystyczny a'la "Luigi zapomniał polakierować ale nie szkodzi, i tak się zepsuje"



Zestaw kolorystyczny a'la "walić to, ALE SPRZĘT!"

Podobny poziom zaawansowania technicznego
 Chciałem już, znów odczuwając pewien niedosyt, udać się w drogę powrotną, ale gdy wyszedłem z hali, zauważyłem, że w drugiej też coś się dzieje. Należało zatem sprawdzić.

Najbardziej muskularnie wyglądająca generacja Corvetty

Ja to tu tak zostawię

Nie no, kurdeż, nawet sensownego komentarza nie da się wymyślić

Tak sobie łaziłem, wlokąc szczękę za sobą

Przepiękna sceneria dla 911 
Na czarnych!



No i powiedzcie mi, że Fiat nie robił swego czasu jednych z najfajniejszych bryk na rynku

Zestaw niemal idealny - na imprezy sportowe i na co dzień

W sumie taka ciekawostka - 60% Volv na targach to P1800. Może dlatego, że wszystkich Volviaczy było 5 sztuk.

Widziałem crash-test 504 w wykonaniu NHTSA. Nie był to zbyt piękny widok. Trudno, i tak chcę.

Mówcie co chcecie, jest piękny.

Szczepan niedawno pisał o tej fascynującej porażce

Jeden z najgenialniejszych rodzynów wystawy - Steyr 220

Powinni robić pluszaki w ich kształcie. Lub poduszki.

Taaa, bo Fiat to gunwo, nic ciekawego nigdy nie robili.

Na (prawie) koniec - trochę ciekawej, nietypowej Ameryki

Ciekawe, skąd te kierunkowskazy.

Jeśli ktoś spytałby mnie o najciekawszy WEDŁUG MNIE sprzęt targów - proszę, oto.

Granatowe Najntisowe Kupety

I na do widzenia Lancia, która w latach 60-tych była czymś w rodzaju włoskiego Citroena. Nie umiem nie wielbić.
Opuszczając hale nadarzyńskiego centrum Ptak Expo, nie czułem takiego niedosytu, jak po ostatniej Auto Nostalgii, ale i tak czegoś troszkę mi brakowało. Warsaw Oldtimer Show to impreza na wskroś profesjonalna, przeznaczona przede wszystkim dla sprzedających i kupujących. Pasjonaci (czyt. świry) też mogli znaleźć coś dla siebie - choćby przepięknie spatynowane BMW 700, genialnego Studebakera Land Cruisera (tak, był przed Toyotą) czy przesympatyczne stoisko Youngtimer Mazovia - jednak i tu nie znalazłem tego klimatu, który panował na dawnych edycjach Auto Nostalgii. No i byłem nieco zawiedziony jako fanatyk konkretnych marek - Volviaczy było 5 sztuk (acz wszystkie wspaniałe), tylko jeden Saab, i to z tych mniej fascynujących (acz wciąż bardzo fajny), i tyleż samo Citroenów (nie licząc Condesity). Więcej wspaniałości tych trzech marek można było znaleźć przed wejściem. 


Nie zmienia to faktu, że nadarzyńska impreza ewidentnie się rozkręciła - i mimo mej lojalności w stosunku do Auto Nostalgii wygląda na to, że zawitam tu również za rok.

Oraz, prawdaż, jest i film.