poniedziałek, 27 czerwca 2016

Eventualnie: Złomnik na Jeziorkach, czyli Sztajerka, Daimlerka i Puszka

Ledwie co rozpoczęło się kalendarzowe lato, już rozpędziło się do pierwszej kosmicznej, produkując w wyniku tego rozpędu temperatury przybliżające doświadczającej ich ludności ZGRUPSZA warunki panujące w okolicach jądra Słońca. I właśnie w takich temperaturach przyszło uczestniczyć stołecznym (i nie tylko) miłośnikom gubienia się w dziwnych miejscach w kojejnym, piątym już rajdzie Złomnika. Tym razem trasa wiodła po mało znanych rejonach zwanych Jeziorkami i prowadziła aż do Piaseczna. I tak samo, jak w zeszłym roku, nie wziąłem w tym rajdzie udziału - a to z prostej przyczyny, że znów pomagałem przy organizacji obstawiając jeden z punktów kontrolnych. W przeciwieństwie do poprzedniej edycji udało mi się jednak zorganizować sobie pomoc w osobie niezawodnego jak zawsze Pawła W. (dzięki przeogromne!). W dzień rajdu spotkaliśmy się w umówionym miejscu by załadować się w jego Balerona W Kąbiaczu i udać się na miejsce startu.

Czemu nie w Skanssena? O tem potem. Bo nie, nie zniknął jak sen jaki złoty.

Dojechaliśmy na miejsce odrobinę przed wyznaczonym terminem, lecz na miejscu było już sporo ludu - w tym, oczywiście, organizatorzy i pomocnicy.

Wozy techniczne obsługi checkpointów "Polonez na Poloneza" i "Basista chwilowo w Mercedesie"

Uiścić opłatę, pobrać napój i materiały

Na widok tego zdjęcia Młodzież orzekł: "GABAAA!". Czyli, w jego narzeczu, żaba. W sumie, zasadniczo, nawet owszem.

Kolejne załogi nadciągały

Piękne felgi. Nie, wróć. Piękne wszystko.

Demoludy w natarciu...

...tudzież w podtarciu

Mój też

Ależ on jest piękny 
Sławomir Mrożek żyje i przyjechał W124

Coś być musi do cholery za zakręęęętem

Gdyby połączyć cechy obu, powstałby Wartburg niemalże idealny

Kolejka była niczym po pralki Frania - i wciąż rosła

Cudo! I sprzęt załadujesz, i wjedziesz z nim wszędzie

Reprezentacja maleńtasów

Ponoć jest odpowiedzią na każde pytanie. Dlatego pytam: po ile pomidory w Tesco i czym się różni wróbelek?

Idealna wersja. Idealna.

Business Process Offshoring

Bezproblemowy przejazd dowolnej trasy w zasadzie zapewniony

Dubstepowa Skoda: WUB WUB WUB WUB WUB

Jednak sentyment

Gratów po horyzont
 Wkrótce zarządzona została odprawa po której załogi zalogowały się w swoich rydwanach i udały się w drogę.

Trybun Ludowy przemawia do ludu pracującego
Zanim jednak pierwsza ekipa przekroczyła linię startu, Paweł i ja pocisnęliśmy (choć raczej lepsze byłoby tu określenie "pobujaliśmy się dostojnie") na punkt, gdzie mieliśmy za zadanie skołować uczestników dość okrutnym zadaniem. Wkrótce po naszym ulokowaniu się w wyznaczonym miejscu, Kierownik Zamieszania (vel Komendant Melanżu) zwizytował lokalizację celem sprawdzenia, czy wszystko odbywa się zgodnie z planem i wydania ostatnich instrukcji.


Samo zaś zadanie wyglądało tak:

Prawidłowe odpowiedzi: d, a, c, a

Zanim nadjechali pierwsi uczestnicy teren został spatrolowany przez miłośników skakania na dwóch kółkach
Wkrótce jęły nadciągać załogi.




Opis na blogu Cold War Motors brzmi: "The Cold War Motor Company: Bringing Bad Ideas to Life."

"Co za posrany mózg to wymyślił"


Jedni odjeżdżali z fałszywym poczuciem zaliczonego punktu, drudzy nadjeżdżali by takie poczucie zdobyć

Inni strzelali kompromitujące fotki organizatorom checkpointu

Załogi przybywały po dwie, czasem gęściej

W pewnym momencie ruch na zazwyczaj pustym styku Zatorza z Karnawałem zaczął przypominać Al. Jerozolimskie

NIEMCE IDO

Wymiana pokoleń, tyle, że w drugą stronę


"Nie wiem, jeden z nich jest bardziej obły, może to o to chodzi?"
Nad wszystkim unosiły się radośnie samoloty korzystające z kończącego się nieopodal pasa startowego.


Po odbębnieniu naszego punktu uczestnicy udawali się w dalszą drogę, by odnajdywać kolejne dobrutki odkryte uprzednio przez organizatora. Na przykład tę:


Oczywiście nie mogło obejść się bez fakapów. Tym razem o 6 rano w dniu rajdu usunięty został z trasy jeden bardzo istotny dla jej przebiegu znak. Komendant Z. Łomnik umieścił w jego miejscu kartkę, jednak nie wszyscy dojrzeli jej zawartość, co poskutkowało masowym pobłądzeniem partycypantów.


Na szczęście większość w końcu połapała się w czym rzecz, dzięki czemu mogła dotrzeć w to miejsce, gdzie kilka godzin wcześniej spotkałem się z Pawłem celem zalogowania się w jego Baleronie. A w tymże właśnie miejcu stał sobie Skanssen, czekając na nadciągające załogi.


Czemu, być może spytacie, został pozostawiony sam na nieprzyjaznym parkingu w obcym mu Mysiadle? Dlaczego był zmuszony do samotnego oczekiwania na swego pana, który w tym czasie woził się Mercedesem i wprowadzał zament w głowach nieszczęsnych uczestników rajdu?

Otóż temu:


Numer telefonu umieszczony pod celowo kalekim komunikatem zawartym na celowo parszywej kartce aktywowany został na potrzeby rajdu. Dzwoniący, którzy wedle karty zadań mieli dowiedzieć się o cenę pojazdu, mieli możliwość usłyszenia głosu małżonki Z. Łomnika, która z irytacją w głosie oznajmiała "MILION!!!" po czym rozłączała się.

Dalsza trasa, już bliżej mety, nie była wcale gorsza. Zawierała choćby pytanie "komu wedle kodeksu wzbroniony jest wstęp". Odpowiedź znajdowała się na zrujnowanym, opuszczonym budynku, który poza nią zawierał również sporo innych komunikatów.


Z początku pytanie miało brzmieć "pod jaki numer masz dzwonić jeśli jesteś fajny"
 Zdarzały się również pytania dotyczące historii polskiej muzyki rozrywkowej.

KIEDY JA DOTYKAM CIEEEEBIE
Tymczasem przyszedł czas by zebrać się w kierunku mety celem zdania kart z odpowiedziami z innego punktu (Skarb Narodu był na niedoczasie i musiał opuścić posterunek).


Na mecie było już kilka pierwszysch załóg. Tak - dosłownie kilka. Zamieszanie ze znakiem spowodowało dość znaczne opóźnienia. Na szczęście kolejni uczestnicy systematycznie docierali.

Tomek od Kozmo pełnił funkcję "zbieracza kart"

Zgodnie z obietnicą podkreślam niniejszym: przejechała całą trasę na kołach, laweta nie była potrzebna!

Poproszę kartę drogową i butelkę po oranżadzie

Sieknęła Złombol, cóż to dla niej zatem lokalny rajdzik

Organizatorzy podliczali wyniki

Załogi zjeżdżały się jedna po drugiej
 ...i wtedy zaczęło padać.

Deszcz nie trwał zbyt długo, ale był wystarczająco intensywny, by wielu spośród uczestników zrezygnowało z czekania na wyniki. Na szczęście nie zniechęciło to tych, którzy jeszcze nie pokonali całej trasy, do ukończenia całego rajdu.




Deszcz, choć - rzec można - zbawienny, biorąc pod uwagę panującą temperaturę, w końcu raczył zaprzestać moczenia ludziom odziezy i koafiur. Mimo poprawiającej się aury przyszła pora i na nas.

Bliskie rodzeństwo

A Skanssen stał gdzie stał. Czekał wiernie na to, bym zdjął zeń mylącą karteczkę i odjechał w dowolnym kierunku.


Co też zresztą uczyniłem.

Czy będę pomagał w ogarnianiu złomniczego rajdu również w przyszłym roku? Nie wiem. Niewykluczone. Acz niewykluczone również, że tym razem pojadę sobie jako szeregowy uczestnik, tak jak dwa i trzy lata temu.

Obaczym.

A czy z tytułu Balerona w Kombiaczu będzie kolejne "śmignąwszy"? Zegarek ten kosmos, jak to mawia Z. Łomnik.

15 komentarzy:

  1. Mianuję Cię nadwornym fotografem naszej załogi. Umiesz zrobić zdjęcie tak, aby rdzy widać nie było. Szacun ;)

    A rajd... dokładnie taki, jak przewidziałem. Itinerererer prosty jak dymanie, a cała rywalizacja rozegrała się na punktach kontrolnych. Było jak zawsze fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rajd zaliczony.
    Ale trzeba będzie chyba zmienić termin, bo to nie jest jedyna impreza motoryzacyjna tego dnia. Tzn. w tym okresie roku. Zauważam z perspektywy 3 startów, że pogoda się polepsza, a jakościowo coraz mniej ciekawe auta przybywają. Nie wiem, odczuwam niedosyt (i to nie z powodu wyniku).
    Pozdrawiam,
    Jakub z Łady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, racja. Niewiele naprawdę interesujących aut. A tak w ogóle, co ciekawe, nie było ani jednego Kaszla.

      Usuń
  3. Pan Łomnik jeździ amerykańskim SUVem? Świat się kończy...a miało być tak "oldskulowo"!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobra impreza, chociaż Żargwiazda dała nam wszystkim w kość przeokrutnie :D
    Dziękuję autorowi relacji za rozkaz mobilizacyjny!
    Jeśli w jakiejś przyszłej edycji się pojawię, to znów pewnie w podobnym jak tym razem charakterze, gdyż albowiem wiedza ZŁomnicza zbyt tajemną jest dla mnie abym rajd ukończył nie kompromitując się absolutnie, całkowicie i nieodwracalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja natomiast ogromnie dziękuję za współudział i wsparcie. A jak się ponownie pojawisz, to niekoniecznie tak, jak teraz - wszak jeden może prowadzić, drugi pilocić.

      Usuń
  5. Poziom abstrakcji, nasyconej wiedzą uznawaną za bezużyteczną w tych zadaniach wbił mnie w fotel. Na osłodę widok przepięknego, białego R9. BTW nie jest może na sprzedaż?

    OdpowiedzUsuń
  6. Kotwiczka na Volvo potwierdza moją obserwację, że te auta coraz częściej trafiają w sebixowe środowisko, podobnie zresztą jak Mazdy. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat właściciela granatowego 940 (bo to chyba o nim mowa) znam osobiście. Bardzo daleko mu do Sebixa. BARDZO.

      Usuń
  7. Nie było mnie ponieważ akurat wtedy mecz>rajd. Ale nadrobiłem sobie w niedzielę.
    Co do odpowiedzi na zadanie to po mojemu powinno być 1.D 2.C 3.D 4.C. Mam rację?
    No i Just5, zawsze na propsie :D #kolorowesny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie zazwyczaj wszystko inne > mecz. I tak było tym razem.

      Oraz nie. 1. D - jedyny FWD, 2. A - jedyna chłodzona cieczą, 4. C - jedyny czterosuw, 5. A - jedyny samonośny.

      Usuń
    2. Czy poprawne odpowiedzi od poczatku byly pod zdjeciem i w jakiejs pomrocznosci jasnej ich nie zauwazylem czy dodales je pozniej?

      Usuń
    3. Od początku były.

      Usuń
    4. Ok czyli pomrocznosc. To sorry w takim razie

      Usuń
    5. Albo zmęczenie. Sam często nie zauważam czegoś. Np. sterty naczyń do pozmywania w zlewie.

      Usuń