Dokładnie rok temu - 8 września 2014 - zagrałem z Night Rider Symphony koncert na rynku w Zamościu. Koncert szczególny, gdyż z towarzyszeniem Zamojskiej Orkiestry Symfonicznej im. K. Namysłowskiego. Niestety, był on również ostatnim - trzy miesiące temu rozstałem się zarówno z Night Riderem jak i NRS. Jednak wspomnienia naprawdę dobrej muzyki i tego, co jej towarzyszyło (choćby wspólnego wyjazdu do Chicago celem sieknięcia wykonu w Harris Theater) zostają - tak jak i umiejętność zagrania kilku numerów.
Dlatego dziś właśnie postanowiłem wrzucić ponownie nagraną przeze mnie linię basu do chyba mego ulubionego numeru NRS - opartego na beethovenowskiej "Sonacie księżycowej" utworu "Matka noc". Co prawda nie miałem możliwości tak, jak w studiu, wstępu zagrać na fretlessie (tego typu przełączenie basu w ciągu 2 sekund jest, cytując klasyka, awykonalne bynajmniej), ale reszta mniej więcej się zgadza.
Tak, wiem, w zwrotkach przyspieszałem. Heat of the moment, jak to mawiają.
A czemu jest to mój ulubiony numer Night Rider Symphony? Może dlatego, że mogłem trochę pomłócić kciukiem. Może dlatego, że szesnastki w refrenach dają odrobinę muse'owego klimatu. A może dlatego, że tekst był częściowo mojego autorstwa.
A czemu częściowo - to temat na osobną opowieść. Ale może nie tu.