czwartek, 20 lutego 2014

Śmignąwszy: Yeti


Dobrý večer.

Ostatnio wspomniałem, że dawno nie było okazji zamieścić wpisu z cyklu "śmignąwszy". I proszę - okazja nadarzyła się właśnie dziś.

Niedawno Skoda przeprowadziła lifting swojego znanego i lubianego niewielkiego SUV-a o miłej nazwie Yeti i w związku z tym został ogłoszony konkurs: kto najłagodniej przejedzie 10 km oswoi Yeti i tym samym wygra je na własność. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym się nie zgłosił. Zarejestrowałem się tedy i czekałem na kontakt, który nastąpił szybciutko. Udało się umówić właśnie na dziś - urwałem się zatem wcześniej z roboty i podążyłem na Ursynów (z którego swoją drogą będzie pochodził kolejny mix, który jest już praktycznie gotów) celem przejażdżki zmodernizowaną Skodziną, co cieszyło mnie podwójnie, gdyż jeszcze nie miałem okazji zasiąść za sterami żadnego wehikułu spod znaku latającej kury.

Jako, że główną nagrodą jest Yeti w podstawowej wersji, byłem przekonany, że taką też będę jeździł. Otóż nie. Okazało się, że przyjdzie mi powozić wyposażoną w 170-konnego, dwulitrowego diesla czteronapędówką. I to ze słynną (zarówno ze względu na szybkość działania jak i koszty napraw) dwusprzęgłową skrzynią DSG.

Przepraszam, robiłem zdjęcie cebulą
Po dopełnieniu formalności można było zasiąść we wnętrzu. Najpierw jednak przeprowadziłem mój standardowy test polegający na umieszczeniu basu w bagażniku. Wszedł ledwiuteńko, mimo, że miałem ze sobą akurat basiwo w miękkim pokrowcu, co wskazuje, że w piankowym futerale czy tym bardziej w trumnie nie wlazłby za Chiny ludowe. Niestety - test bagażnika oblany.

A szkoda (nomen omen), gdyż Skodovką jeździło się nieźle.

Wnętrze okazało się być przyzwoicie wykonane, do tego prezentowało się dużo wyględniej, niż na zdjęciach, na których wygląda jak każdy produkt koncernu VAG, czyli smutek w kopalni cynku. Siedzenia były wygodne, miejsca sporo zaś widoczność niezła. Z pewnością duzo lepsza niż w większości nówek-salonówek, którymi miałem okazję jeździć.

Czas zatem wcisnąć przycisk "Start" mieszczący się tam, gdzie powinna być stacyjka (wspominałem już, jak niewielką estymą darzę rozwiązania bezkluczykowe?) i... zacząć się toczyć w tempie leniwca na końskiej dawce barbituranów.

Jak już wspomniałem, konkurs polega (używam czasu teraźniejszego, gdyż trwa nadal, piłka jest w grze, bramki są dwie a karawana szczeka dalej) na jak najłagodniejszym przejeździe. Pracownik salonu uruchamia odpowiednią apkę na smartfonie, która to apka mierzy przeciążenia, wstrząsy itd. Trzeba zatem rozpędzać się jak najdelikatniej, tak też hamować, a do tego unikać większych nierówności. Tak też czyniłem, co było dość frustrujące, gdyż 170 kucyków i srogi moment obrotowy sprzęgnięte ze skrzynią DSG bardzo korciły. Jednak omijanie nierówności miało sporo sensu, gdyż zawieszenie Yeti jest zwyczajnie twarde. Sporo za twarde jak na mój gust. Nie jeździłem wieloma SUV-ami, ale przykład skądinąd niezwykle sympatycznej Zuzi sugeruje, że może być to typowa cecha przedstawicieli tego segmentu. Jestem w stanie to zrozumieć - wysoko położony środek ciężkości należy czymś skompensować, by samochód poprawnie prowadził się w zakrętach - jednak nic nie poradzę na to, że nie jestem miłośnikiem takiej sztywności.

Wlokłem się tedy jak paralityk na diecie trankwilizatorowej, łagodnie pokonując łuki, zwalniając bez użycia hamulców i ledwie muskając pedał gazu podeszwą ciężkiego skądinąd buciora. Na szczęście konkursowe 10 minut minęło, a akurat miałem jeszcze przed sobą kawałek prostej, równej drogi. Kickdown.

Ależ to się fajnie zbiera!

Tak, jak nie lubię VAG-ów, tak muszę przyznać: ten silnik ma sporo pary a DSG rzeczywiście działa bardzo szybko. Yeti z takim właśnie napędem nadaje się do bardzo żwawego przemieszczania pasażerów z miejsca na miejsce. Nie robi tego może w jakiś strasznie emocjonujący sposób, jednak przyznaję, że jest to przyjemne. Mniej przyjemne jest niestety odczuwalne szarpanie skrzyni przy zmianie biegów, które jest odczuwalne szczególnie przy wolnej, spokojnej jeździe - jednak dramatu nie ma. Coś za coś - albo miękkie działanie klasycznego automatu, albo szybkość dwusprzęgłówki.

Ale najmniej przyjemna ze wszystkiego jest cena. Za czteronapędowe Yeti ze 170-konnym dieslem i DSG trzeba zapłacić minimum 111700 zł. A testowany egzemplarz miał kilka dodatkowych, nienajtańszych opcji. Owszem, można kupić podstawowe Yeti ze 105-konnym 1.2 TSI i napędem na jedną oś za 65 tysięcy, ale jaki sens ma SUV bez napędu na 4 koła?



Podsumowanie, czyli zady i walety:

Skoda Yeti to całkiem przyjemny, niewielki SUV-ik. Wygląda sympatycznie (choć z przodu bardziej podobała mi się przed liftingiem). Wnętrze jest przestronne i dobrze wykończone, do tego mamy sporą paletę silników i wersji wyposażenia. Co prawda wszystkie silniki mają bezpośredni wtrysk i turbodoładowanie a opcje wyposażeniowe do tanich nie należą, ale wybór jest. Ja jednak, mając takie pieniądze, poszukałbym czegoś, do czego wejdą moje basy bez konieczności składania tylnego oparcia. I co ma nieco wygodniejsze nastawy zawieszenia.

Plusy:

* dynamika
* przestronność (przynajmniej z przodu)
* dobra jakość wykonania wnętrza
* precyzyjny układ kierowniczy
* sympatyczna stylistyka

Minusy:

* twarde zawieszenie
* niewielki bagażnik
* cena
* brak "normalnych", prostych, niedrogich w obsłudze silników

Co nią wozić:

Jak już wspomniałem, bas w miękkim pokrowcu (i to nie Fender z rzędową główką!) mieści się ledwo-ledwo w bagażniku Yeti. Oczywiście można uterenowioną Skodą wozić obrzyna albo składać siedzenia. ale jeśli masz standardowej wielkości basówki a chcesz wozić pasażerów (lub np. masz dzieciory) lepiej kup Roomstera. Pojemniejszy, fajniejszy (wg mnie) a jeszcze zostanie Ci sporo kasy w kieszeni.

24 komentarze:

  1. Konkurs na najdelikatniejszą jazdę, bo przy dynamicznej VAGowa technika by się posypała przed upływem 10 minut :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się co do Roomstera :) Tylko tam też jest problem z silnikami, a wnętrze no jest jakie jest :P Kiedy dostałem służbową Fabie byłem zdruzgotany w jaki sposób się teraz składa auta! :) Fajnie grało radio, fajnie to wyglądało, ale boczki już miały luz jak jasny gwint, kiedy tapicerka przyjęła kurz to nie dało się tego pozbyć niczym ("miekkie" pory) i kilka innych detali.
    Chyba wychodzę z założenia że jak mnie nie stać na nowe auto które mi się podoba, to kupię używkę ale taką do której wsiądę z prawdziwa przyjemnością i wygodą! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S.
      Dodaj sobie jakąś Favicone żebym nie musiał czytać! :)

      Usuń
    2. 1. Po pierwsze do Roomstera ładują jeszcze "normalnego" 1.4 bez turbo i bezpośredniego w(y)trysku, po drugie i tak brałbym przedliftową używkę z 1.6 8V. Podtlenek Elepegie i aż odpadno koła.
      2. FaviCO?

      Usuń
    3. Jeździłem Roomsterem z tym 1,4 (nówka, 10k) i miałem wrażenie że jest to mniej kulturalny, mniej dynamiczny silnik niż 3 garowe 1,2 które miałem w swojej Fabii kombi :) też funkiel nówce. Haaś był jakiś śmieszny a auto wcale nie jechałe. 1,4 16v w pierwszej fabii to była prawdziwa zabawa, a tutaj jest jak na jakimś leku odurzającym,

      Faviconka to ta ikonka koło adresu, która potem jest na pasku zakładek koło nazwy strony :)

      Usuń
  3. Dawaj fotę bagażnika. Ciekawi mnie jak płytki jest przy okazji. Bo a nóż basu się nie wsadzi, ale bębny sensownie rozmieszczone już tak i przyjdzie mi wystartować w konkursie też, a wiesz że nogę mam bardzo delikatną :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobra, zobaczyłem na stronie Skody. Smutek

      Usuń
    2. Nie zrobiłem. Ale zzipowane bębny miałyby szansę wejść, z tym, że mały zestawi i po sufit.

      Usuń
  4. Faktycznie, cena morduje! Za prawie 120tyś można kupić albo prawdziwego, z prawdziwym napędem 4x4 i reduktorem (a także normalnym, w miarę miękkim zawieszeniem) SUV-a pokroju Vitary / Pajero Sport, które są nieporównywalnie lepsze pod każdym względem, albo nawet prawdziwą terenówkę, czyli Defendera!
    Poza tym, paskudztwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo dodajemy ok. 7k (co w skali takich kwot nie jest ogromną różnicą) i mamy bazowego Forestera. Jasne, nie będzie tak wyposażony, jak topowe Yeti, ale 1. i tak ma wszystko, czego normalny, rozsądny człowiek może potrzebować, 2. Subaru. Skoda. Subaru. Skoda. Spójrz na mnie. Siedzę na koniu.

      Usuń
    2. Albo oszczędzamy trochę i mamy Accorda Tourer, który pomieści więcej i zapewne dużo dłużej pojeździ. Do tego nie jest pseudo-SUVem

      Usuń
    3. Tyle, że aby nią gdziekolwiek zaparkować, trzeba by zmarnować trochę czasu na odpowiednio niski krawężnik.

      Usuń
    4. Bez przesady. Civic ma symboliczny prześwit, a jakoś daje rady, to i Accord sobie poradzi. Jeszcze nie trafiłem na krawężnik, pod który nie mógłbym odpowiednio ostrożnie podjechać.

      Usuń
    5. Jak na horyzoncie cenowym jest jakakolwiek Honda to brać:)

      Usuń
    6. IMHO - w aktualnej ofercie Hondy nie ma żadnego modelu, który przemawiałby jakikolwiek argumentem za jego zakupem. I tak jest niestety z przynajmniej połową marek.
      "Za tę piosenkę zaś mnie powieście" ;-)

      Usuń
    7. A tam nie ma - masz pierwszego z brzegu Accorda, który jak da mnie jest najładniejszy w swojej klasie z zajebistymi silnikami, świetną jakością wykonania i zapewne też niezawodnością. Wiec tych zalet to jednak trochę jest:) A jedyna wada to oczywiście cena.

      Usuń
    8. A i zapomniałem o najważniejszym - znakomite silniki VTEC, które są WOLNOSSĄCE a nie jakieś tam turbopierdziawaki o pojemności mniejszej niż 1,5 litra, jak u konkurencji. Takie podejście to już obecnie awangarda ale na szczęście jeszcze są takie Hondy. Więc żądam wyplucia tych nieprzemyślanych słów o braku jakichkolwiek argumentów za Hondami:)

      Usuń
  5. Ciekaw jestem opinii na temat Dacii Duster - szanowny Autorze, nie chciałbyś się w ramach testów Daćką przejechać?
    Mam wrażenie, że auto mogłoby Ci spasować - proste, duże, w miarę tanie... Co Ty na to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie, tym bardziej, że śmignięcie aktualnym Loganem MCV było całkiem sympatyczne.

      Usuń
  6. LENIWCZU GNIEWOMIRZU. HAHAHA MAM TWOJE KOUPAKI SŁONESZKA KTURYCH PRIAPICZNIE PORZĄDASZ. PSZYWIEZŁEM Z LUBLJNA ODBIESZ JE SOBIE JAK CHCESZ.
    Czyli podaj jakiegoś maila czy inny kontakt, to sobie ustalimy szczegóły przekazania okupu ;)
    Oldskul ze Złomnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, cudownie. Piszże na jarekjurek(maupa)gmail.com.

      Usuń