Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Solido. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Solido. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Basista się bawi: Autonostalgiczny Dzień Dziecka

1 czerwca. Dzień Dziecka. Oznacza to między innymi, że nawet z tych podwójnie pełnoletnich może dziś wyjść mały dzieciak. I pobawić się trochę.

Na tegorocznej Autonostalgii (z której relację stworzył dzielny, niezawodny jak zawsze Adrian - niestety przypłacił to rozstrojem nerwowym na skutek którego nadal musi pozostawać tam, gdzie jego miejsce, czyli w zakładzie zamkniętym) wśród pięknego, zabytkowego sprzętu (tudzież niebezpiecznych starych złomów) znaleźć można było stoisko z licznymi, choć nieco mniejszymi klasykami. W większości przypadków w pudełkach. I zazwyczaj były to klasyki, na które mnie stać. Co prawda wybór był już dość poważnie uszczuplony przez odwiedzających, którzy trafili tam wcześniej, jednak kilka minut poszukiwań zaowocowało odnalezieniem sztuki, na widok której całe me jestestwo zakrzyknęło "DO WANT".

Po czym zanieczyściło pieluchę.


W taki oto sposób Citroen CX Break I serii w wersji samochodu operacyjnego (a może ratowniczego?) straży pożarnej znalazł się u mnie w domu.

To, że uwielbiam stare Cytryny, wiadomo nie od dziś. Tak naprawdę uwielbiam je od dziecka. Mają w sobie swoistą magię, coś, co odróżnia je od reszty samochodów w sposób niepodważalny i bezdyskusyjny. CX, następca legendarnego DS-a, nie jest tu wyjątkiem. Może nie był tak rewolucyjny jak jego niezapomniany poprzednik, może nie wywołał takiego szoku w momencie prezentacji, ale i jemu nie można odmówić niezwykłości. Smukła, trudna do pomylenia z czymkolwiek innym sylwetka, ogromne wnętrze z kompletnie wariacką deską rozdzielczą (niestety, "unormalnioną" w połowie lat osiemdziesiątych) i oczywiście citroenowskie specialite de la maison, czyli genialne hydropneumatyczne zawieszenie - wszystko to, w połączeniu z wrażeniami z jazdy, spowodowało, że CX otrzymał tytuł Samochodu Roku 1975. A były to lata, gdy ten tytuł jeszcze coś znaczył, a nagradzane modele niejednokrotnie wyróżniały się niebanalnymi, odważnymi rozwiązaniami. Tego, jaką rangę ma instytucja Car Of The Year obecnie, i jakie samochody otrzymują ten tytuł, komentować nie będę, gdyż zbyt sympatyczny to dzień na plucie jadem i zgrzytanie zębami.

Tak czy inaczej - CX był zjawiskiem trudnym do porównania z czymkolwiek innym (no, może ze swym starszym, mniejszym bratem, czyli modelem GS, który taki sam tytuł uzyskał 4 lata wcześniej). A poza stylowym fastbackiem francuski producent zaoferował również ogromne kombi.

Nie, przepraszam, nie ogromne. GIGANTYCZNE. I tę wersję w skali 1:43 wypuściła firma Solido.


Tak naprawdę dowiedziałem się, że producentem mojego CX-a było Solido, dopiero po odpakowaniu autka i zerknięciu na podwozie (gdzie zresztą schematycznie przedstawiona została "rama wspomagająca" CX-a - opis jego specyficznej struktury to jednak osobny temat), gdyż na pudełku znajduje się czarna naklejka z żółtym napisem "Verem". Do dziś nie miałem pojęcia, że to tak naprawdę coś w rodzaju tańszej serii Solido, wypuszczonej w 1984 roku po przejęciu firmy przez Majorette.

Inna rzecz, że CX by Verem wcale nie prezentuje się tanio.


Pierwszą myślą zaraz po odpakowaniu i odkręceniu od podstawki jest to, jak nazwa firmy-matki - Solido - pasuje do wykonania tego autka. Całość jest masywna, sprawia najzwyczajniej w świecie solidne wrażenie. Mimo tego modelik nie jest wcale grubo ciosany - sylwetka jest dobrze odwzorowana, wszystkie przetłoczenia i wloty powietrza mają odzwierciedlenie w miniaturze. Są też charakterystyczne chromowane kołpaki, znane z I serii CX-a. Nie ma tu jednak detali, które zdają się normą w dziś produkowanych autkach w skali 1:43 - lusterek, wycieraczek, czy precyzyjnie wykonanego wnętrza. Mimo to, na małego CX-a patrzy się z przyjemnością, zaś dzięki solidnemu wykonaniu z przyjemnością również trzyma się go w dłoni.


Z detali, które znalazły się w solidowsko-veremowskim Citroenie, poza dekielkami można wymienić estetycznie wykonane zderzaki i otwieraną klapę bagażnika. Czyli coś, co mnie, jako fana dużej przestrzeni bagażowej, bardzo cieszy. Za klapą zaś widzimy... brak tylnej kanapy. Zamiast niej, po wnętrzu latały plastikowe miniaturki sprzętu ratowniczego - nosze i butla tlenowa. Bardzo szybko opuściły wnętrze miniaturowego CX-a. Szkoda tylko, że nie mam miniaturowych basów, którymi mógłbym je zastąpić.


Tak, jak wcześniej DS-a w wersjach Safari czy Break, tak od połowy lat 70. rozmaite służby ratownicze, szczególnie rzecz jasna we Francji, upodobały sobie CX-a kombi. Ogromna przestrzeń, którą oferował, w połączeniu ze świetnym prowadzeniem i fenomenalnym komfortem czyniły z niego fantastyczny materiał choćby na karetkę. Wszak ważne jest, by pokiereszowany pacjent nie został dodatkowo wytrzęsiony na wybojach. Nieodzowną zaś cechą każdego wozu uprzywilejowanego jest niebieski kogut. Znajdziemy go i tu - sterczy sobie z dachu Cytryny, trochę psując jego genialną sylwetkę. 


Tak, przyznaję - wolałbym wersję cywilną. Ale nie narzekam - był to ostatni, a być może jedyny CX, jakiego znalazłem na wspomnianym już stoisku.

Musiał być mój.


Podsumowując - Citroen CX Break w wydaniu Solido/Verem to nader smakowity kąsek. Może nie tak drobiazgowo odwzorowany, jak inne autko tej firmy, które wpadło w me łapy, czyli Ford Taunus 17M, ale sprawiający wrażenie znacznie trwalszego. Do tego ma coś, czego współczesne modeliki chyba już nie miewają: wspaniałe, miękkie acz sprężyste resorowanie. Tak - to najprawdziwszy, oldskulowy resorak! I... kurdeż, przyznaję bez bicia: jest mój. Nie oddam Młodzieżowi. A na pewno nieprędko, póki jego niszczycielskie łapki...

OOO, TATA, FAJNE, DAJ
...yyy, tak. Khm.

Najlepszego z okazji Dnia Dziecka!

sobota, 17 stycznia 2015

Basista się bawi: Wanna

Tak, wiem - ponad tydzień przerwy, to nie przystoi, wszak JESTĘ BLOGERĘ, tak nie wolno, fopa, fłagra, fidąk i fłaje. Ale, jak wiadomo, życie. W pracy się dzieje, granie też jakieś się uskutecznia, do tego bycie ojcem to robota na pełen etat (jeśli nie trzy). Dorzućmy jeszcze martwy sezon w kwestii eventów, konieczność uzupełnienia zbioru zdjęć na kolejne mixy oraz tymczasowy brak basów do ogrywania i bryk do bujania się po dzielni (miałem dziś testować Berlingo z okazji dni otwartych w salonach Citroena, skończyło się na tym, że czekałem pół godziny aż ktokolwiek z pracowników będzie wolny tylko po to, by dowiedzieć się od skądinąd przemiłej pani, że niestety nie mają Berlingo do jazdy) i mamy efekt w postaci ciszy w eterze.

Na szczęście kolekcja samochodzików gromadzona z myślą o Młodzieżu (taaa, jjjasne) rośnie sobie systematycznie.

Jakiś czas temu Znany i Ceniony (przynajmniej przez wariatów mojego pokroju) Bloger Motoryzacyjny urządzał małą wyprzedaż części zgromadzonych przezeń autek, których już trochę skolekcjonował, mimo, że nie ma syna tylko córki. Zapoznałem się z ofertą, dokonałem wyboru, umówiłem się z Blogerem w jego Prestiżowym, Multiinterfejsowym Garażu Premium i schowawszy w porfelu wymaganą kwotę wybrałem się na spacer w umówione miejsce, gdzie nastąpiło przekazanie towaru.

A towar był całkiem niezły.


Zaprezentowany w 1960 roku Ford Taunus 17M generacji określanej jako P3 był znany przede wszystkim z bardzo charakterystycznej, niezwykle nowoczesnej w tamtych latach stylówy. Nie wszystkim jednak przypadła ona do gustu - a nawet jeśli przypadła, budziła pewne skojarzenia. A konkretnie jedno: wanna. Skojarzenie było na tyle silne i powszechne, że "Badewanne" jest najczęściej używanym w Niemczech słowem na tę generację Taunusa.

A jak wykonany jest sam modelik?


"Wannę" w najpopularniejszej kolekcjonerskiej (i koneserskiej, i pasjonackiej) skali 1:43 popełniła firma Solido. Nazwa budzi zaufanie. Na myśl od razu przychodzą wszelkie Tytanowe Janusze motoryzacji: Mercedesy W123 i W124, Toyota Hilux, Peugeot 404 i cała reszta z Paskiem B5 FL w Tedeiku od emerytowanego niemieckiego lekarza który jeździł nim tylko do kościoła nicniestukanicniepuka lalka igła jedynytaki ZOBACZ na czele. Solido. Solidność. Odporność na trudy eksploatacji. Żelazo nie klęka. A tu? Ot, ładny samochodzik wykonany z niezłą dbałością o detale, co jednak oznacza też sporo delikatnych, łatwych (i dla bardzo młodego człowieka zapewne przyjemnych) w demontażu części.

Sama estetyka jednak nie pozostawia zbyt wiele do życzenia.


Jak już wspomniałem, Taunus od Solido sprawia sympatyczne wrażenie dokładnym odwzorowaniem detali. Jest okrągłe, chromowane (no, plastikowe, ale udaje chrom) lusterko po stronie kierowcy, są srebrne klamki i imitacje chromów na tylnych słupkach. Szczególnie ładnie prezentują się wiernie odwzorowane koła z felgami w kolorze nadwozia, chromowanymi (tak, wiem, to plastik) dekielkami i oponami typu "whitewall". Owszem, są pewne niedoróbki - nienajlepiej dopasowany grill, krzywo zamontowany prawy przedni reflektor, kierunkowskazy, które sprawiają wrażenie, jakby miały zaraz odpaść, do tego plastikowe podwozie praktycznie pozbawione jest detali - jednak całość jest bardzo miła dla oka.

A już szczególnie dobrze wypada wnętrze.


Jeszcze do niedawna w modelikach bez otwieranych drzwi wnętrze było traktowane po macoszemu. Siedzenia - jakieś tam są, powiedzmy, że trzymają zbliżony kształt. Kierownica - po prostu kółko, często wypełnione w środku, w najlepszym wypadku przypominająca towar z półki z tanimi akcesoriami tuningowymi w Tesco. Dźwignia zmiany biegów - coś tam sterczy z podłogi. Albo i nie. Tu zaś mamy do czynienia z naprawdę świetnym odwzorowaniem oryginału. Dobrze, nie ma wskaźników (ale trudno jest ich oczekiwać w autku w skali 1:43), za to sam kształt deski rozdzielczej się zgadza. Zgadza się też duża kierownica z pierścieniem klaksonu wewnątrz, jej masywna kolumna oraz wystająca z niej dźwignia zmiany biegów (wajcha przy kierze, uwielbiam). Co więcej, ktoś postarał się o to, by została odwzorowana tapicerka a nawet kształt boczków drzwi z podłokietnikami! Zaprawdę smakowitym to jest.


Ogólnie rzecz biorąc Ford Taunus P3 by Solido prezentuje się nader sympatycznie. Czy wart jest swej ceny? Nie wiem, kupowałem go z drugiej ręki (acz w idealnym stanie). I tak, był to naprawdę niezły zakup. Tym bardziej, że mogłem pomóc Szanownemu Sprzedającemu przestawić w garażu jego inną zabawkę - też niewielką, ale od biedy mieszczącą pełnowymiarowego człowieka. I znacznie bardziej bezsensowną.


Następnym razem - może wreszcie coś prawdziwego.

Do.