poniedziałek, 23 czerwca 2014

Eventualnie: Złomnik na Gocławiu

Przede wszystkiem kornie proszę o wybaczenie mego haniebnego spóźnienia - wpis najpierw miał pojawić się wczoraj, potem dziś koło południa, finalnie ukazuje się o 17. Wczoraj zwyczajnie nie zdążyłem, dzisiaj zaś dopadły mnie rzeczy pracowe które spływały przez cały weekend.

Powiedzmy sobie jednak szczerze. Borze Tucholski, ależ to był treściwy weekend.

Łącznie zrobiłem ponad 600 km. Większość za kierownicą odebranego w piątek pod wieczór i oddanego dziś rano konkursowego Dustera (wpis z kategorii "Pojeździwszy" pojawi się w środku tygodnia), ale 13-calowe kółka Madzi też nawinęły troszkę kilometrażu - a to za sprawą zapowiadanego od dawna III Rajdu Złomnika "Lotnisko Gocław".

Co prawda tylko połowa trasy rajdu prowadziła po Gocławiu (druga, a w zasadzie pierwsza połowa była wytyczona po zachodniej części Grochowa), ale nazwa to nazwa, czepiać się nie będę. Nie będę się czepiał także organizacji, gdyż ta - jak zawsze w wypadku złomnikowych eventów - była na wysokim poziomie. Niczego się nie będę czepiał, bo i nie ma czego. Może tylko tego, że nie udało się niczego wygrać, ale po pierwsze nie jest to wina organizatora, a po drugie zdobyciem Dustera na weekend chyba wyczerpałem mój limit zwycięstw na najbliższy czas.

Rajd startował z parkingu przy ul. Majdańskiej. W sobotnie popołudnie nastąpiło tam chyba najwyższe stężenie grubego żelaza w historii tego miejsca.

Madzia odziana w przepiękne "słoneczka" usadowiła się w doborowym towarzystwie

O, takim

Oryginalna szwedzka stal. Nie, czekaj

Dobry spocik

Reprezentacja Stada Baranów w komplecie

Rozmiar podobny, wzdłużna rzędowa czwórka z przodu, napęd na tylny sztywny most, niby to samo, ale nie za bardzo

Słowo "klasyk" może być różnorako rozumiane

Germańscy oprawcy

Perły PeErElu

Ejtisy

Notlauf płakał jak testował

Elegancja-Francja

Nie jestem normalny, Krokodyle najbardziej lubię w sedanie

Paaanie, taki klasyk to prestiż i splendor

Volvo = pakowność, wszystko się zgadza

Kącik bawarski

Saabem w teren. Da się? Da się.

Jechał chyba najdłużej. I wygrał.

Po Jaruzelu!

Ostrzelany Baleron z betoniarą, zestaw Płyćwia Stajl

O większy kontrast chyba trudno

Nieopodal stanął wehikuł obserwatorów z Mchu i Patyny. Nie brali udziału, a szkoda, dobra 405 jak najbardziej na miejscu
Po 16 rozpoczęła się odprawa, po czym uczestnicy jęli w kolejności numerów podjeżdżać na linię startu. No, wybój startu.

Piękna, splendiżowa stylówa wozu obsługi imprezy - jeszcze gdyby był czarny lub biały, byłby Full Cygan Stajl

Jak w zeszłym roku każdy uczestnik miał za zadanie wychylić flaszkę tradycyjnego napoju

Każden jeden zaotrzymał numer - Madzi przypadło w udziale dumne 43. Nie wiem z czego dumne, ale powiedzmy, że tak.

I ruszyli w teren. Dobór wehikułu zupełnie niezły

Nie Miałem Takiego, a bym chciaaaaaaał

Tego teeeeeeeż!

Tego nieeee. Na pewno nie z takim zawiasem. Tak, prawy tył zawisł smętnie w powietrzu.
 Na trasie poza sprawdzaniem co tu gnije, szukaniem roweru na ścianie (był składak) i wypisywaniem ulic na K były dwa punkty specjalne z pytaniami. Na pierwszym trzeba było podać roczniki 3 samochodów, legend PeErElu, pereł polskiej motoryzacji, czyli Dużego Fiata, Malucha i Poldka.

Żuk Smutek był tylko towarzysząco/dekoracyjnie. I dobrze, bo bym nie zgadł

Fiacior '74,  Kaszlak '2000, Poldon chyba '93
 Drugi punkt porażał prestiżem - należało podać orientacyjny przebieg Paska B5 w TeDeIku. I tu był haczyk: NIE BYŁ COFANY.

340k. Ja podałem 330. Opłaca się czytać "Projekt Passat" w Motorze.
 Trzeci punkcik był oddalony o kilka kroków i mieścił się w lokalu gastronomicznym. Drepcząc doń też można było upolować zacną rdzę, acz niezwiązaną z samym rajdem.

Był na Saturday Night Cruise
 Po około dwóch godzinach kluczenia po uliczkach południowego prawobrzeża można było w końcu trafić na metę - przynajmniej jeśli miało się choćby w przybliżeniu tak dobrego pilota, jak ja. A i tam były serwowane lokalne specyjały z tlenku żelaza.

Negatyw już jest, jeszcze tylko gleba i odpowiednia szpula

Madzia zaparkowana koło promieniującego legendarnością Poloneza Coupe. Lans +666

Fanklub Łady na czarnych działa prężnie

Produkcja Hondy Concerto: 1988-1994. Produkcja Zastavy 101 (pod kolejnymi nazwami): 1971-2008. Brałbym Zastavę.

FSOlkswagen

Zwykłe Cinquecento = rupieć. Cinquecento z faltdachem = klasyk jedynytakizobacz.

Perły PeEreLu, część 162893826

Yugosław z felgami Alfy - +10 do osiągów, +20 do stylówy

505 bez dyzla, za to na gaźniku

Borze Szumiący, ależ bym cały sprzęt tu ładował

Uczestnicy wciąż przybywali, inni się zawijali
Jak już napisałem - nie udało się niczego wygrać, ale warto było pojechać. Bardzo. I nie tylko dla tradycyjnej oranżady o urzekającym smaku Ludwika czy dla pamiątkowej naklejki.

Weteranka złomniczych rajdów

Kolejny rajd za rok. Notlauf już zapowiedział temat - Korposzczury ze Służewca. A na Służewcu może być grubo.

Do następnego.

9 komentarzy:

  1. Pierwszy.
    Nie wiedziałem, że w końcu zdobyłeś i zamontowałeś te słoneczka od Kaszla. Kul ficzyr.
    Wiesz może ile chcieli za tego zielonego Grubasa (ale bez betoniarki)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie przyszło do głowy żeby zapytać.
      A słoneczka nie są od Kaszla, to CZYNASTKI! Mam je już od pewnego czasu, dostałem od Benny'ego a przywiózł je imć Oldskul.

      Usuń
    2. Pytałem, bo widziałem na zdjęciu, że wisiała na nim karteczka - zakładam, że z ceną.
      Faktycznie - mój błont z tymi słoneczkami.

      Usuń
  2. @104 - nie że jechał najdłużej, tylko przyjechał jeden pierwsiejszych, oddał kartę i jeszcze zdanżył na zakupy do Tesko na Fieldorfa podjechać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poproszę o dowcip o gąsce Balbince :)

      Usuń
  3. Aż sam bym się tej oranżadki napił.

    OdpowiedzUsuń
  4. Się nie załapało to pozostało focenie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Działo się. Działo się i to jeszcze jak. A no i zazdroszczę naklejek :)

    OdpowiedzUsuń