wtorek, 5 czerwca 2018

Eventualnie: Skanssenem wśród Kaszlaków


W kwietniu miałem okazję pojechać w dwóch wyśmienitych rajdach: Matka Siedzi z Tyłu i trzecim Rembertowskim. Po dość spokojnym pod tym względem maju, kiedy to udało mi się pojechać w jednej imprezie, czerwiec miał dorównać intensywności kwietnia. Jednak, jak się okazało, ma szansę ją przewyższyć. Przynajmniej pod względem ilościowym - choć jakościowo już teraz jest nieźle. A wszystko dzięki małemu rajdzikowi, o którym dowiedziałem się... na niecałe dwa dni wcześniej.

A jako, że była możliwość pojechania, tak właśnie uczyniłem.



Idea była prościutka: pod siedzibą Automobilklubu Polskiego odbywa się spot z okazji 45 urodzin Fiata 126p, a skoro mamy już ludność na miejscu, można by było od razu sieknąć rajdzik. Taki krótki, relaksacyjny, tak, by zachęcić jak największą liczbę uczestników. Tym bardziej, że Bemowo i okolice to nader wdzięczne rejony na wszelkie gratorajdy. Rajd został, rzecz jasna, włączony do Pucharu Fiata 126p, a na otarcie łez niemaluchowcom zorganizowano klasę Open. W której, gdybym nie został zaproszony przez jednego z organizatorów, pojechałyby dwie załogi. Albo jedna, gdyż podejrzewam, że nie byłem jedynym, który otrzymał zaproszenie.

Oznaczało to zasadniczo tyle, że mieliśmy zagwarantowane miejsce w pierwszej trójce. I liczyliśmy na solidny brąz.

Po przyjeździe na miejsce oczywiście można było podziwiać Maluchy. Duże ilości naraz Maluchów.







Szybka odprawa...


...i w drogę.









Po trwającej około półtorej godziny eksploracji Bemowa, fragmentów kilku podwarszawskich miejscowości, jak Babice czy Klaudyn, oraz południowo-zachodniej części Bielan dojechaliśmy na metę wygodnie (i, biorąc pod uwagę charakter imprezy, logicznie) usytuowanej w tym samym miejscu, co start.


W tzw. międzyczasie przybyło sporo uczestników samego spotu oraz zaciekawionych maluchową tematyką odwiedzających. Oprócz Kaszli można było podziwiać towary oferowane na okolicznościowym mini-bazarku oraz nader zacne pojazdy niektórych gości zlotu.

Miałem "cytrynki" na Madzi, prezentowały się wspaniale




Poza rajdem odbyło się kilka dodatkowych konkurencji, takich, jak próba sportowa czy... rzut kołem. Oczywiście "dwunastką" od Malczana.




Jako trzydziestodziewięciolatek nie mogłem odpuścić sobie udziału w konkursie plastycznym, pozostawiając na papierze swoją koślawą wizję grubo tuningowanego mechanicznie Kaszlaka.


Sam rajd rzeczywiście był krótki i bardzo prosty. Można w zasadzie orzec, że skierowany był głównie do początkujących lub okazjonalnych zawodników. W niczym jednak nie ujmowało to jego fajności.Trasa była przyzwoicie wymyślona, zadania okazały się ciekawe, a po drodze można było się natknąć na kilka ciekawych gratów - w tym niektórych nieujętych w karcie zadań a innych (sztuk raz) dobrze już znanych. Ale powiedzmy sobie szczerze - po ekipie Rembertowskiego można było oczekiwać dobrej imprezy. A I Mały Rajd (która to nazwa sugeruje, że będą kolejne edycje) zdecydowanie takową był. I to nie tylko dlatego, że (podobno, gdyż obowiązki nie pozwalały na zaczekanie na wyniki) wygraliśmy z Obywatelką Pilotką klasę Open.

A jak ktoś sobie życzy zobaczyć trochę więcej trasy to zapraszam na filmidło.


3 komentarze:

  1. Rewelacyjny rysunek! Może za rok zrobimy z tego jakąś wlepkę - udzielisz nam zgody? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jacha! Ale niestety ze względów oszczędnościowo-pojemnościowych nie mam już pełnej wersji zdjęcia, jeno 1050:700.

      Usuń
  2. Ech Maluch! Od razu się jakiś sentyment włącza. Jeszcze niedawno człowiek takim do pracy jeździł, a teraz taki samochód to atrakcja :D.

    OdpowiedzUsuń