Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Wiosna, wiosna, ach to Ty... PRIMA APRILIS

Melduję, że przedwczoraj Madzia pozytywnie przeszła przegląd. Mam w planach przebijać się nią w przez wiosenne zaspy i ślizgać po kwietniowym śniegu tak długo, póki to białe gówno nie stopnieje a podróż zbiorkomem do pracy przestanie być torturą i gwarancją złapania zapalenia oskrzeli lub innego cholerstwa (najpierw w grubej kurtce do zapchanego, dusznego autobusu a potem znów na "rześki chłodek"... a przypominam, że z najbliższego przystanku mam ponad kilometr do biura, z czego ponad połowa po wąziutkim, zasypanym po kostki i oblodzonym chodniczku).

Tymczasem z okazji wielkanocnych śnieżyc życzę wszystkim nadejścia szumnie zapowiadanego przez rozmaitych "specjalistów" globalnego ocieplenia.

Do najbliższego.

piątek, 1 marca 2013

Myślę sobie że...

...ta zima kiedyś musi minąć.

I chyba wkrótce minie. Mamy marzec, temperatura wzrosła do poziomu w którym gałki oczne przestają zamarzać, resztki śniegu zamieniają się dziarsko w błoto zaś na trawnikach (czyli o tej porze roku klepiskach) i chodnikach brązowieją wesoło przebiśniegi, podśmiardując i uśmiechając się lepko do podeszew.

A to oznacza, że niedługo zazieleni się, urośnie kilka... no, jakaś trawa urośnie zapewne. Nie wiem jak Wy, ale ja się na to cholernie cieszę.

Choć Madzia i na śniegu spisuje się dobrze. I nawet nieźle się z nim komponuje...


Tymczasem - jakoś tak na początku tego tygodnia - stuknęło jej 215 000 km.


Podejrzewam, że przy odpowiedniej trosce i w miarę pomyślnych wiatrach jest skłonna przejechać drugie tyle.

* * *

To tak tytułem tego (ale ładna aliteracja mi wyszła), że o Was nie zapomniałem.

Normalne (czyli - w przypadku tego bloga - z klasyczną normalnością nie widzące się nawet przez ścianę) wpisy już wkrótce.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Życzliwie

Mili moi.

Jako, że nastał nam radosny czas atakującego zewsząd "Last Christmas" i rozpasanego korporacyjnego konsumeryzmu, życzę Wam wszystkim - wszem i wobec, Urbi et Orbi - żebyście przeżyli to wszystko bez stawania się seryjnymi mordercami.

A ponadto... basów i nagłośnienia do nich pod choinką. I żeby zawsze było czym je wozić. I żeby zawsze była kasa, by tenże środek transportu zatankować.

I żebyście byli szczęśliwi. Jak ja od prawie już roku.

Dużo i dobrze Wam życzę zasadniczo.

J.