poniedziałek, 24 lipca 2017

Top 20: plan C, czyli co jeśli nie Volvo

Od zakupu Skanssena minęły już prawie dwa lata.

Nie, nie rozglądam się za niczym, co miałoby go zastąpić - wszak jeszcze żaden samochód w takim stopniu nie spełniał moich potrzeb, sprawiając mi przy tym tyle frajdy.

Ale... no właśnie. Ale.

Nie oszukujmy się - Skanssen nie jest najbardziej zadbanym egzemplarzem 940, jaki jeździ po drogach. Nie jest też kompletną ruiną (sztuki spełniające definicję ruiny zazwyczaj trafiają na fora i grupy fejsowe z dopiskiem "sprzedam części"), ale zbliża się dzień, gdy będzie pilnie wymagał nieco większych nakładów. A wreszcie zbliża się ten moment, gdy takie nakłady będę mógł ponieść. Plan jest taki, że biorę kilka tysięcy, jadę do zakładu specjalizującego się w sędziwych Volvach i mówię "róbta". 

Może się jednak okazać, że będzie to zupełnie nieopłacalne.

Tak - istnieje prawdopodobieństwo, że stan Skanssena wskazuje bardziej na pogodzenie się z nadchodzącą emeryturą a nie na drugą młodość. Jasne, z większości samochodów, które utrzymują względną integralność można uczynić pojazdy zdatne do dalszego nawijania kilometrów na kółka, jednak po przekroczeniu pewnej kwoty koniecznej do wyasygnowania najzwyczajniej w świecie przestaje się to kalkulować.

Dlatego mam też plan B.

Sędziwych Volviaczy serii 700 i 900 jest jeszcze całkiem sporo. Są to niesamowicie trwałe, solidne sprzęty - i dzięki temu znalezienie egzemplarza w stanie rokującym na dalsze lata eksploatacji nie powinno być strasznie trudne. Do tego być może trafiłby się egzemplarz z klimą, której mimo wszystko czasem mocno mi w Skanssenie brakuje.

Jednak... Tu pojawia się kolejny problem.

Ceny klasycznych już, tylnonapędowych Volviaczy idą w górę. Może nie tak ostro, jak paru innych, uznanych już za zabytki aut, ale fakt jest faktem - robią się droższe. Dlatego może okazać się, że znalezienie dobrego egzemplarza w założonym budżecie nie będzie możliwe.

I tu docieramy do planu C.

Na rynku jest jeszcze trochę ciekawych (lub mniej ciekawych, za to bardzo użytecznych), starszych lum młodszych samochodów. Niektóre z nich wywołują u mnie silne mrowienie w okolicach rozporka, inne zaś przekonują praktycznością i niskimi kosztami utrzymania. Niestety, nie zawsze idzie to w parze, jednak rozważając różne za i przeciw udało mi się zrobić zestawienie 20 aut, które - w ostateczności - mogłyby kiedyś Skanssena zastąpić.

Głównymi założeniami listy były zdolność do targania gratów (szeroki bagażnik do którego wejdzie w poprzek bas z główką i możliwość łatwego powiększenia kufra), możliwość znalezienia w miarę sensownego egzemplarza w granicach 10 tysięcy złotych polskich i zwykłą sympatia do danego modelu. Jej skład może niektórych zaskoczyć - przede wszystkim nie ma tu... ani jednego modelu Volvo. Takie jednak było założenie tej listy - gdyby nie to, Volviacze zajęłyby przynajmniej 1/4 miejsc. Ponadto nie ma tu choćby Previi, którą odrzuciłem dlatego, że niezbyt wygodnie siedziało mi się za jej kierownicą, lub S124, którego bagażnik okazał się dla mnie nieco za wąski. Nie ma też paru innych modeli, które jak najbardziej byłbym skłonny wziąć pod uwagę, jednak... top 25 lub wincy mógłby Was nieco zmęczyć.

Zatem, bez dalszego rozwlekania wstępu, jadziem, panie Zielonka.

20. Citroen XM Break


Borze Tucholski, jak ja kocham ten samochód. Wszystko tu się zgadza: gigantyczny bagażnik, niepowtarzalna stylówa, dobre silniki (no, większość) i ten absolutnie niezrównany komfort, na który składają się obszerne wnętrze, świetne fotele i genialne hydropneumatyczne zawieszenie. Wiem, wszak miałem okazję się bujnąć (choć nie był to kombiak). Ale...

No właśnie. Ale.

Ja się po prostu boję tego auta. Przy całej swojej niepowtarzalności i geniuszu jest to, niestety, mina. Zwyczajnie nie czułbym się pewnie jeżdżąc XM-em na co dzień. Zwyczajnie nie wiedziałbym, co strzeli jutro - coś w elektronice, a może element hydro, do którego, dzięki wrednej polityce Citroena, praktycznie nie ma części zamiennych? Dlatego XM, według mnie, nadawałby się świetnie na weekendowego klasyka, ale na dejlidrajwera, od którego zależy choćby dotarcie na wykon, już nie za bardzo.

Nie zmienia to faktu, że uwielbiam ten model. Dlatego musiał się tu znaleźć.

19. Fiat Doblo


Praktycznie przeciwieństwo poprzedniej propozycji (ależ atrakcyjna aliteracja): prosty, toporny wręcz osiołek do taszczenia Ludzi i Mienia. Można naprawiać młotkiem a wnętrze czyścić szlauchem. Raczej nie ma zadatków na zostanie klasykiem, za to praktyczności i pojemności trudno cokolwiek zarzucić.

Nie, nie budzi porywów serca czy lędźwi, ale swą praktycznością i przydatnością do zastosowań wielorakich zabezpiecza miejsce na liście. 

18. VW Passat B3/B4 Variant


NIE NO BASISTA CZYŚ TY ZDURNIAŁ CO TO ZA ŚMIECI TU WRZUCASZ WOGLE

albo

NO NARESZCIE ZMONDRZAŁEŚ, JESZCZE TYLKO DOBRO NUTE ZACZOŁBYŚ GRAĆ, DISCO POLO JAKIE, HE HE

Nie oraz nie. Passat B3 (oraz będący jego rozwinięciem B4) był po prostu kawałem dobrego, dopracowanego, solidnego żelaza. Części są tanie i dostępne praktycznie wszędzie a bagażnik powinien bez problemu pomieścić basiwa. Poza tym B3 łapie się już na zniżkę w PZU dla aut 25+, a to jest jakiś argument. No i podoba mi się bardziej od późniejszych generacji. Handlujcie z tym.

17. Subaru Forester I


Uprzedzam wszelkie komentarze: tak, wiem, że bagażnik Forestera jest zasadniczo takise. Ale  jego szerokość za tylnymi kołami jest wystarczająca do wrzucenia basiwa. A z mniej ważnych rzeczy - świetny napęd na 4 koła, niezawodność (przynajmniej w podstawowej, 2-litrowej wersji bez turba) i przefajny dźwięk boxera. Szkoda tylko, że zmiana paska rozrządu w tym boxerze kosztuje kilka razy tyle, co w rzędówkach.

Dlaetgo dopiero 17 miejsce. Ale obecność na liście - jak najbardziej zasłużona.

16. Honda CR-V (1st gen.)


Kolejny, drugi już i (SPOILER ALERT!) ostatni SUV na liście.

Tak samo, jak w przypadku Forestera - świetna niezawodność i bagażnik wystarczający do przewozu basetli. Do tego mamy tu zwykłą, nudną rzędówkę (jeszcze na pasku, ale układ oznacza, że zrobienie rozrządu wyniesie znacząco mniej niż w Foresterze). Ale najlepsze jest to, że w wersji z automatem dźwignia jest przy kierownicy.

WAJCHA PRZY KIERZE. Serio. Dlatego oczko wyżej.

15. Opel Omega Caravan


Nie mamy tu wajchy przy kierze. Mamy za to co innego: tylny napęd oraz mieszkalny w zasadzie bagażnik. Do tego kanapowaty, nieco amerykański charakter, masę komfortu i jeszcze więcej rdzy. Na szczęście da się wyrwać jeszcze zadbaną Omegę C z trwałym, dobrze dogadującym się z gaziorem 2-litrowym benzyniakiem. Rzadko bo rzadko, ale da się.

Szkoda tylko, że to Opel.

14. Rover 75


Tutaj nie ma problemu bycia Oplem. Jest za to sporo innych - choćby tych, których można się spodziewać już wkrótce z powodu zgonu marki, czyli dostępności części tylko w baśniach i podaniach ludowych. Poza tym najlepszym silnikiem jest tu niestety pochodzący z półki BMW diesel - ja zaś fanem ropniaków nie jestem.

Jestem za to ogromnym fanem komfortu, za który ostatni "prawdziwy" Rover jest powszechnie chwalony, genialnej, na wprost brytyjskiej stylówy (szczególnie we wnętrzu) i pojemnego kufra.

Mimo zastrzeżeń - 14 miejsce.

13. Citroen C5 Break


Tu stylówy trochę brak, co smuci szczególnie biorąc pod uwagę markę - wszak, obok awangardowych, nietypowych rozwiązań konstrukcyjnych, Citroen słynął niegdyś z niepowtarzalnej stylistyki. Na szczęście są inne zalety: pojemne wnętrze, przyjemne, pluszowe fotele, spory wybór dobrych silników, ogromny bagażnik i citroenowskie spécialité de la maison, czyli cudowne hydropneumatyczne zawieszenie.

Niestety, z zawieszeniem też wiąże się największa wada C5, a jest nią wspomniana już przy XM-ie dostępność części. Nie wiem, czy Citroen celowo działa w kierunku wytępienia swoich starszych modeli, ale dzięki rezygnacji z produkcji czegokolwiek do hydropneumatyki stosowanej w nieco starszych modelach (czyt. czegokolwiek przed ostatnim C5), osiąga ten umiarkowanie szczytny cel z całkiem niezłą skutecznością. A sensownych zamienników brak.

Gdyby nie to, poliftowy C5 pierwszej generacji miałby szansę znaleźć się wyżej. Sporo wyżej. A tak...

12. Honda Stream


Problem z niektórymi częściami może wystąpić też w przypadku brzydszej, dłuższej siostry Civica 7. generacji. Choćby z częściami blacharskimi lub elementami występującego tylko w tym modelu silnika 1.7. Recepta? Zabezpieczyć antykorozyjnie, nie rozbijać się i wybrać znaną również z Accorda dwulitrówkę. Otrzymujemy wtedy niezbyt urodziwą, za to nader przestronną rakietę do transportu zasobów ludzkich i znacznych ilości naraz sprzętu. Zresztą, jak to w Hondzie, części nie są zbyt często potrzebne.

Tylko dlaczego to cholerstwo jest tak szpetne od frontu?

11. Pontiac Trans Sport


Jakieś 2 lata temu stworzyłem zestawienie niedocenionych, wg mnie niesłusznie, jaktajmerów. Na bardzo wysokim, 5 miejscu pojawił się pewien plastikowy amerykański van. Plastikowy van jaktajmerem, CZYŚTYZGUPIAŁ??? 

A jednak.

Pontiac Trans Sport chwycił mnie za serce już w momencie swego debiutu, gdy byłem tzw. szczylem, znanym również jako knypek. Jego mocno przeszklona, futurystyczna sylwetka wyoływała u mnie dość poważny ślinotok. Poza tym, no na miłość Cthulhu, to van! Z bagażnikiem większym od kawalerki moich znajomych! Z długowiecznymi silnikami V6 bezproblemowo łykającymi dwucebulon elpegie! I z wajchą automatu przy kierze!!!

Oczywiście trzeba brać pod uwagę fakt, że egzemplarze, które raz od wielkiego dzwonu trafiają na rynek, są zajeżdżone do spodu. Bo tych dobrych raczej nikt nie sprzedaje.

10. BMW E34 Touring


Nie no, serio, ja i BMW?

Jeśli to E34 kombi z benzynową, rzędową szóstką - jak najbardziej.

Po pierwsze, w przeciwieństwie do swojego następcy, czyli równie dobrego E39, nie ma idiotycznie zabudowanego bagażnika. Za tylną osią kufer rozlewa się prawie na całą szerokość nadwozia, dzięki czemu, mimo teoretycznie niewielkiej pojemności, sprzęt basowy jest w stanie wejść doń bez większych problemów. Po drugie - kombiacz nie ma tak jednoznacznie kojarzącego się ymydżu, jak sedan, czy choćby dowolna odmiana E36 (acz często wizerunek ów jest niesłuszny). Po trzecie... najzwyczajniej w świecie mi się podoba. I to bardzo.

9. Mitsubishi Galant


Gdy wpadłem na pomysł tego topsryliona, Galant miał znaleźć się na pierwszym miejscu. W zasadzie od niego się zaczęło - a konkretnie od nader trafionego nabytku Qropatwy ze Szrociaków, którego momentami troszkę mu zazdrościłem. Świetna, bez marudzenia łykająca gaz widlasta szóstka, zaskakująco pojemny bagażnik, w którym - tak, jak w Skanssenie - można nawet przekimać, do tego bardzo fajny, charakterny dizajn... Czego chcieć więcej?

Tak naprawdę nie wiem. Wiem za to, czego chcieć mniej: rdzy. Niestety, zdecydowana większość Galantów, które widzę (a widuję sporo, co cieszy), jest mocno schrupana - szczególnie w rejonie tylnych nadkoli. Owszem, trafiają się egzemplarze zdrowe, ale wiem od samego właściciela, że trzeba regularnie dbać o zabezpieczenie i szybkie wychwytywanie ognisk rudej paskudy.

Mimo tego, miejsce w pierwszej dziesiątce jest w pełni zasłużone. To cholernie fajne auto. I nadal budzi moje pożądanie.

8. Mitsubishi Sigma


Kolejne miejsce, kolejny Misiek. I to taki, który w kwestii pożądania wyprzedza Galanta o kilka długości, wywalając przy okazji dziurę w suficie i rozganiając chmury. Wielkie japońskie kombi. Mocne V-szóstki. Komfort. Niezawodność. Matko bosko kochano, CHCĘ.

Tylko ta rdza. I ceny części.

Chrzanić. Chcę.

7. Peugeot 406


Jak walczyć z dość nierozsądnym pożądaniem? Obiektem znacznie rozsądniejszym, dzięki swej popularności łatwiejszym i tańszym w naprawach, a jednocześniej takim, który znam i lubię. Bardzo.

Miałem już okazję pojeździć dwoma egzemplarzami Peugeota 406 i do dziś, wśród prawie setki aut, którymi miałem okazję się bujnąć, uważam ten model za jeden z najprzyjemniejszych i najbardziej relaksujących w prowadzeniu. Jest w dużym Pełzaczu coś przyjemnego, przyjaznego. Uspokajającego. Praktycznie wszystko mi w nim odpowiada - wygodne wnętrze z pluszowo przytulnymi fotelami, komfortowe zawieszenie duży bagażnik, do którego bez większych problemów wchodzi spora ilość sprzętu muzycznego, spory wybór przyzwoitych, trwałych silników, ładna, ponadczasowa sylwetka.

Tylko do skrzyni biegów można się tak naprawdę przyczepić. Ale wiecie co? Mógłbym z tym żyć.

6. Subaru Legacy


Kolejny model, który znam i którym miałem okazję się przejechać. I kolejny, który bardzo lubię. Nawet bardziej, niż poprzednie opisywane jeździdło. Nic nie poradzę - komfort, prowadzenie i fantastyczny dźwięk silnika Legacy urzeka. A jeśli jest to podstawowa, 125-konna dwulitrówka - urzeka również jej niezawodność. Niestety, nieco mniej urzeka wspomniany już przy okazji Forestera kosz wymiany paska rozrządu. Z drugiej strony - przez około 7 lat jeżdżenia taką właśnie Subaryną jedyne kwoty, które mój własny osobisty ojciec musiał wykaszleć w serwisie, to właśnie rozrząd i wymiana chłodnicy. Też, niestety, dość drogiej.

Ale przez 7 lat to naprawdę niewiele. A wiedząc, że w tym czasie bezstresowo (i z dużą frajdą) mogę wozić swoje basiwa w pojemnym, szerokim bagażniku, jednocześnie pieszcząc nerw słuchowy dudnieniem boxera i ciesząc się trakcją czteronapędówki, zaakceptowałbym te koszta bez protestu.

5. Eurovan (Citroen Evasion/Peugeot 806/Fiat Ulysse/Lancia Zeta)


Współpraca włosko-francuska, CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK?

W zasadzie... niewiele. Raczej nie gniją (przynajmniej polifty), mają dobre, solidne silniki (no, większość), dodajmy do tego fantastyczną wręcz przestronność, rewelacyjną praktyczność, świetną widoczność i niewysokie ceny części mechanicznych, i wychodzi nam kawał naprawdę fajnego sprzętu.

Poproszę benzynową dwulitrówkę z gaziorem. Najchętniej Zetę.

4. Toyota Picnic


Niby mniejszy od Eurovana, nieco mniej przestronny, ale... chrzanić to. Wysoka praktyczność (i zdatność do przewozu gratów potwierdzona przez mego znajomego basistę) połączona z legendarną wręcz niezawodnością daje w efekcie kombo, które trudno pobić.

Niestety, efektem ubocznym jest praktycznie całkowity brak Picniców na rynku. Po prostu nikt ich nie sprzedaje.

3. VW T4


Pisałem już o nim w zestawieniu fajnych modeli niefajnych marek, gdzie zasłużenie zajął pierwsze miejsce. Tu co prawda nie łapie się na złoto, ale też jest podium.

Powiem tak: oprócz ogromu przestrzeni, który jest dość oczywisty w wielkich vanach, mamy tu obliczoną na dziesięciolecia eksploatacji pancerną konstrukcję. Fakt, że zadbane egzemplarze potrafią kosztować więcej, niż wczesne sztuki jego następcy, czyli znacznie mniej udanego T5,  o czymś mówi.

Ja zaś mówię, że jeździłbym.

2. Lancia Kappa SW


Będę szczery.

Gdybym całkowicie wyzbył się wynikających ze stereotypów uprzedzeń i obaw o trwałość i niezawodość, Kappa w kombiaczu byłaby na pierwszym miejscu. Cudowne wnętrze. Świetne pięciocylindrówki. Ogromny bagażnik. Dyskretna, ale wysmakowana stylówa. Tu się, kurdeż, wszystko zgadza. Wszystko. Sama myśl o tym, że mógłbym cisnąć takim sprzętem, wywołuje we mnie zachwianie chęci pozostania wiernym skandynawskim Łosiom.

A potem zadaję sobie pytanie, czy na pewno - mimo świetnej opinii o modelu - nie miałbym z Lancią poważniejszych kłopotów. Czy na pewno zawsze dowiozłaby mnie na miejsce.

A potem pojawia się zwycięzca.

1. Toyota Camry XV10


Nie no, sorry. Nie mogło być inaczej.

Red. Z. Łomnik powiedział mi kiedyś, że po przetestowaniu w zasadzie wszystkiego, co jest dostępne na rynku, i jeżdzeniu przez wiele lat niezliczonymi wynalazkami, stwierdza, że Toyoty pod względem trwałości, niezawodności i zdatności do eksploatacji w każdych warunkach nie dają konkurencji szans. W każdym razie taki przekaz płynął z jego popartych latami doświadczenia słów. Tu zaś, poza wymienionymi wyżej cechami, mamy wszystko to, czego szukam w aucie: gigantyczny bagażnik, który bez problemu pomieści cały mój sprzęcior, przestronne, wygodne wnętrze, komfort jazdy i dobre, solidne silniki. Dobrze, może napęd nie idzie na tę oś, na którą bym chciał, ale po pierwsze nie jest to dla mnie warunek konieczny (nie jest nawet w pierwszej piątce najistotniejszych cech - nie wiem nawet, czy łapie się do top 10), ale co z tego, gdy niezawodność, trwałość (pod warunkiem zainwestowania w zabezpieczenie antykorozyjne), wygoda i użyteczność do moich zastosowań (czyli wożenia basów) są na najwyższym poziomie? Do tego mamy tu bardzo dobrą czwórkę 2.2 i jeszcze lepszą 3-litrową widlastą szóstkę, niezabijalny automat (choć manual też świetnie daje radę) i absolutnie urzekająco niedorzeczne dwie wycieraczki tylnej szyby.

Tak, zdecydowanie Camry w kombiaczu jest tym, czym mógłbym bez najmniejszych zastrzeżeń cisnąć na co dzień. I to przez następne lata.

Choć tak naprawdę nadal wolę Volvo.

23 komentarze:

  1. Ja pierniczę, pierwszy raz zwróciłem uwagę na te dwie tylne wycieraczki w Camry!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy wpis bo wiele z aut, które tu wymieniasz sam brałem pod uwagę ostatecznie wybierając Galanta. Rozpiszę się później.

    OdpowiedzUsuń
  3. E34 w kombiaku też brałem poważnie pod uwagę - bardzo ładne auto, jeździ się tym nader przyjemnie, części są, tylko to wnętrze zalatujące latami 80., jak nie 70. nawet. Decha konkurencyjnego W124 wygląda przy tej z E34 jak przybysz z przyszłości.

    Legacy poważam bardzo - fajne auta, raczej trwałe, ale odrzuciłem z dwóch powodów. Drogi serwis silnika 2,5. Zwykła regulacja luzu zaworowego to chyba 1000 zł. Ponoć wszystkie poważniejsze operacje na pacjencie wiążą się z wyciąganiem silnika. Do tego wnętrze, którego design jest hmmmm... sam wiesz jaki.

    Sigma - ależ to jest fajna fura. Tylko znajdź fajny egzemplarz.

    Galanciwa oczywiście bardzo polecam - elegancki i lekko zadziorny design, dzięki któremu to auto wciąż zawstydza wyglądem nawet dużo młodsze konstrukcje, bezawaryjnosć, niezła dostpność części. No i silniki 2.5 - zajebista konstrukcja. Tylko ta rdza, ale to cecha chyba wszystkich Japońców. Szukać tylko takich z automatem po 2000 roku, albo takich, które mają już naprawiony konwerter.

    Zabrakło Mitsubishi Legnum ;)

    A z red. Z. Łomnikiem nie zgadzam się w kwestii Toyot – trwałe, niezawodne i odporne nawet na bardzo trudne warunki eksploatacji (myślę tu o łepkach ujeżdżających CV do granic możliwości - jazda na czerwonym polu, często nawet bez oleju) są również Hondy, tyle, że jakieś takie mniej nudnawe stylistycznie. No i nie oferowali nic konkretego w segmencie ciężkich terenówek – tyle, że nie mieszkamy w Afryce, wobec czego ten brak jest kompletnie nieistotny.

    Camry w kombiaku spoko - zgadzam się ze wszystkimi Twoimi obserwacjami, choć mi się trochę ta przyciężka dupa jednak nie podoba. No i na rynku nie ma tego zbyt wiele - cieżo będzie trafić na coś fajnego.

    Przepraszam za ewentualne błędy ortograficzne - nie mam polskiego słownika zainstalowanego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hondy też są super, ale w tym budżecie brak dobrego kąbiacza. No, są stare Accordy - europejski z przełomu lat 80. i 90. i o generację późniejszy USDM, ale znalezienie niezgniłego egzemplarza graniczy z cudem.

      A co do Legnum - weź mi takiego pokaż w Europie. Z kierą po lewej.

      Usuń
  4. Hurgot Sztancy25 lipca 2017 11:12

    świetny wpis! usnąłem gdzieś tak po 4-5 ;)

    a tak na poważnie: Xm, blablabla, Rover 75, blablabla, Sigma, blablabla Picnic

    a tak na całkiem poważnie: jakaś połowa z tej listy na daily drivera się nie nadaje, bo albo nie ma części, albo nie ma pewności powrotu, albo rdza schrupie przy pierwszym wyjeździe na deszcz - taki XM, 75, Trans Sport i królowa Kappa - to fury raczej dla miłośników...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, wiem. Dlatego wrzuciłem też kilka rozsądniejszych propozycji.

      Usuń
  5. To ja skrobnę coś na temat niektórych modeli z tej listy, z którymi miałem do czynienia:

    10. E34 Touring - kumpel przez jakiś czas powoził taką nabytą z parkingu policyjnego, z nowym akumulatorem silnik 2.5tds zapalił bez większego problemu po kilkuletnim postoju. Postój pod chmurką nie odbił się też za mocno na stanie blachy, więcej było mchu niż rdzy. Ogólnie samochód godny polecenia, teraz to już jaktajmer, więc być może warto się zainteresować e39. No ale są pewne ale, czyli Będziesz Miał Wydatki.
    7. Peugeot 406 Break - od około 5 lat ojciec ma takiego w wersji 2.0 hdi 110KM, sam dość sporo się nim poruszałem, polecam bardzo. Silnik jest wystarczająco dynamiczny i niewiele pali. Samochód kupiliśmy od pierwszego właściciela z przebiegiem 300tys. km od nowości, poza bieżącą eksploatacją jedynie sprzęgło wymagało wymiany. Jeśli chodzi o wady - nadwozie nie gnije w ogóle (o ile nie było przygód), ale podwozie po prawie 20 latach już tak, tyle polskich zim odbiło swoje piętno. Nie polecałbym również tego modelu osobom, które lubią bezpośredni układ kierowniczy i zawieszenie - auto jest bardzo miękkie i dość leniwie reaguje na ruchy kierownicą.
    5. Eurovan I - kolejne auto, które mieliśmy w rodzinie (Evasion przed liftem). Tym razem była benzyna w LPG w bogatej wersji wyposażeniowej (6x el. szyby, welury, klima, poduchy). Auto dynamiczne, bardzo przestronne i komfortowe. Spokojnie można jeździć na wakacje w 5 osób z połową mieszkania na pace lub w 7 osób z bagażem podręcznym. Wady - ta sama przypadłość, która mam w ZX'ie, czyli sworznie wahaczy do wymiany co roku. Niby niewielki koszt, ale dość irytujący kiedy co roku zaczyna hałasować w zawieszeniu bo za szybko się wytłukuje na polskich drogach.
    3. T4 - tu w zasadzie ciężko napisać coś ciekawego, to po prostu T4. Samochód nie do zabicia, w długiej wersji (mieliśmy taką Caravelle) na pakę wchodzi motocykl supermoto, bagaże, i można podróżować w 5 osób. Wady - bardziej użytkowy niż osobowy charakter, wielu osobom może to nie pasować.

    P.S. Serio S124 ma dla ciebie za wąski bagażnik? Kumpel wrzuca do swojego europaletę na płasko przy złożonej kanapie. I po co komu kombivan jak można mieć balerona? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E39 odpada. Widziałeś bagażnik? Dramat. Zabudowany po bokach na całej długości (z tego samego powodu na liście nie było choćby Lybry). Zupełnie niezdatny do moich zastosowań. A szkoda.

      S124 - tak, za wąski. To przez ten stojący zapas przy lewej burcie. Zresztą pisałem o nim. Bas w pokrowcu wchodzi ledwie (po skosie), w futerale - w ogóle. Sam spójrz:

      https://1.bp.blogspot.com/-YRxO8HVaeg4/V4nnf4_plpI/AAAAAAAAT_g/VQvfqJDCT88T-EWJoPJ925QsN3EXqWE-wCLcB/s1600/S124%2Bbaga%25C5%25BCnik.JPG

      I porównaj z 940:

      http://i3.photobucket.com/albums/y51/Basstard79/AutoMotoStuff/Volviacz/Skanssen%20010_zpsljlev35w.jpg

      ENY KŁESZCZYNZ?

      Usuń
  6. Poczciwy zestaw ciekawychi bardzo dobrze odbieranych aut przez moją psychikę i fizyka. Doblo - potwierdzam w całej rozciągłości, Lancia też, eurowan też znany mi dosłownie. Picnic ...mmmm słodka samochoda, camry też reszta Japonii również. Subaru lubię ,ale koszty okrutne. Xm - ech ta wygoda pełna , miałem cx w breaku był jeszcze bardziej powalający, i był w automacie .Masz chlopie trudny wybór, pomysl jeszcze o Audi avant cygaro ( ale to biały kruk..) trzymam kciuki , i też zezuje na Volvo po cichu ...aaaa, jakiś z busów japońskich z silnikiem pod dupa bywa pozytywny lub toyota hiace bus- niezniszczalna .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cygaro Avant, jak każde Audi w kąbiu, ma całkowicie zabudowany po bokach bagażnik, co sprawia, że jest dla mnie za wąski.

      Usuń
  7. Może jakiś Voyager?

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy samochód za 10 tysięcy będzie wymagał nakładów na serwis. Więc w dwa lata doprowadzisz go do śmierci technicznej tak jak i to Volvo. Lepiej zainwestować w auto które masz albo po prostu w bilet miesięczny na autobus. Aha, wbrew opowieścią redaktora Z. Toyota także potrzebuje serwisu i to nie zawsze taniego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że będzie. Kwestią otwartą pozostaje to, JAKIE będą to nakłady. Jeden może mieć gnijące podłużnice, co uczyni jakiekolwiek inwestycje bezsensownymi, drugi zaś może mieć zdrową budę, za to potrzebować k. 3k na zrobienie paru kwestii mechanicznych, i w tym momencie będzie to całkowicie opłacalne.

      A co do biletu miesięcznego - zerknij na to zdjęcie:

      http://3.bp.blogspot.com/-B5owvC5quqc/VkZblY-mU3I/AAAAAAAAPn0/ONyiln_l3Nw/s1600/Skanssen%2B009%2Bbaga%25C5%25BCnik%2Bze%2Bsprz%25C4%2599tem.JPG

      - i podpowiedz mi proszę, jak miałbym to tachać zbiorkomem. Będę ogromnie wdzięczny za sugestie.

      Usuń
  9. BMW E34 to jedna z najładniejszych limuzyn w tych czasach. Szkoda, że dzisiaj BMW teraz nie produkuje tak dobrych aut jak kiedyś(chyba, że to rzędowa szóstka).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sory, miałem napisać w tamtych czasach.

      Usuń
  10. Po pierwsze pisz rzadziej człowieku, bo ludzie (znaczy moja persona) do pracy chodzą i nie mają czasu przeczytać, o poświęceniu kilku chwil na minimalnie sensowny/merytoryczny komentarz nie mówiąc.
    Po drugie jak na moje oko, to jest pomyłka na liście - zamieniły Ci się miejscami Doblo z BMW ;-)
    Po trzecie w sumie dobrze kombinujesz, ale osobiście na Twoim miejscu doinwestowałbym Volvo, bo trafić na minę jest baaaardzo łatwo. Od kilku miesięcy oglądam potencjalne zastępcze za aktualne żelazo i utwierdzam się w postanowieniu "aż odpadną koła".
    P.S. nie sprawdzałem - poważnie jest aż tak źle z częściami do C5 MkI?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżdżę C5 Mk 2, zwanym też C5 I po lifcie (tu rozdwojenie jaźni ma sam Citroen - część materiałów mówi o nim jako "C5 II", część "C5 restyling"). Nie spotkałem się z niemożnością kupienia do niego części, w zasadzie wszystko jest dostępne i kosztuje zupełnie normalne pieniądze. A przynajmniej wszystko, czego potrzebowałem do tej pory, czyli rzeczy eksploatacyjne. Hydropneumatyka jest w nim bezawaryjna - w zasadzie, jedyne co się zdarza, to pęknięcia przewodów powrotu LDS z siłowników - ale to są zwykłe, gumowe przewody niskociśnieniowe, możliwe do naprawienia przy pomocy kawałka gumowego przewodu i taśmy klejącej. Generalnie, C5 nie ma co się bać, bo jest to całkiem popularne auto - więc i części jeszcze długo nie zabraknie. Inaczej było z XMem czy C6, te zawsze na drogach były białymi krukami.

      Usuń
  11. Camry no 1, wiadomix. Te dwie wycieraczki robią robotę. W tej generereracji są jakieś grube fakapy blacharskie - ostro gnije tył, belka tylnego zawieszenia czy coś. Znalezienie zdrowej może być wręcz niemożliwe.
    Na przekór wszystkiemu polecam jednak wcześniejszą generację (V20) - ładnego kombiacza z klimą można sprowadzić z hitlerlandu czy innej Szwecji na gotowo poniżej 10 kafli a samochód jest niezniszczalny technicznie, do tego ma ocynkowane podwozie (!). Nadwozie rdzewieje wesoło ale spód trzyma się świetnie.

    Tyle, że oczywiście sprowadzanie fury to nie jest taka łatwa sprawa dlatego jednak lepiej zostać przy Volvo ;) Zapolować na kombiacza z klimą w super stanie (trochę się zejdzie) a jak się uda to sprzedać Skanssena. O ile fundusz pozwoli na taki manewr. Tak to widzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja powiem Daewoo Nubira Racing. Miałem, jeździłem, polecam. Bardzo specyficzny samochód. Mordka biedronki, multum miejsca, 140 koni a części zamienne pasują od wszystkiego co ma 4 koła. Włącznie z drezyną, maszynami rolniczymi, Maluchem i stara radziecką amfibią. Jak szukasz szrota, to nie znajdziesz nic podobnie taniego w takiej klasie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jako szczęśliwy posiadacz Volvo 940 (2,3 turbo w kombi, 98`, automat i klima) namawiam, proszę nie rezygnować, swoje nabyłem ze Szwajcarii z aukcji firmy ubezpieczeniowej (prawe drzwi do wymiany, 1 właściciel), nic tego nie zastąpi, choć wybór zamienników jest zacny (stream, miałem, bezproblemowy, Camry, oczywiście też, Legacy, mój 2 samochód, kocham, I gen., bez problemów, jako trzeci mam Multiplę, którą polecałbym dołożyć do listy, pomijając wygląd, choć moja po liftingu, bezproblemowy i okrutnie tani samochód z wielką przestrzenią), pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Grand Caravan ze stow&go i 3,8.

    Nic mu nie fiknie. Glupi, TANI w zakupie, TANI w eksploatacji.

    Nie da sie kupic wiecej samochodu w tych pieniadzach.

    OdpowiedzUsuń
  15. A myślałeś jeszcze o Volvie 850 kombi, ewentulanie pierwszym V70 (w zasadzie poliftowy 850)? Choć już nie są tak urodziwe jak seria 700/900.
    Zrobisz oczywiście jak zechcesz, ale ja uważam że w ten model warto każde pieniądze inwestować (o ile oczywiście nie jest już mocno pognite podwozie, ale wątpię żeby to miało miejsce w tym modelu), tym bardziej, jak już wspomniałeś że ich ceny idą w górę, i niewykluczone że za kilka lat staną się pełnoprawnymi klasykami. (740/760 w zasadzie już są). W takim przypadku, przynajmniej już wiesz na czym stoisz i jakich ewentualnych napraw/wymian możesz się spodziewać w przyszłości.
    Przy wymianie na inny samochód, nigdy nie wiesz na co trafisz, i możesz się w niezłą minę wpakować, a koszty trzeba ponosić i tak przy każdym samochodzie.
    "Lordessex"

    OdpowiedzUsuń