No i po głosowaniu, etap II plebiscytu na blog roku się skończył, mój tekst o brzydkim słowie na "P" nie przeszedł dalej. Trudno, bywa. Widać za mało prestiżowy. Tak czy owak - bardzo dziękuję za Wasze głosy i wracam do codzienności.
A w zasadzie niecodzienności, gdyż już naprawdę dawno nie było żadnego wpisu z kategorii "top srylion".
Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem zrobienia zestawienia (ależ piękna aliteracja mi wyszła) samochodów, które mają szansę stać się w przyszłości klasykami. Takimi, którymi jeździ się na spoty Youngtimer Warsaw, a przynajmniej upala na Nitach i rajdach Złomnika. Aby taką listę stworzyć, musiałem przyjąć pewne założenia. Oto - pokrótce - one:
* Samochód musi być już modelem nieprodukowanym, ale niezbyt starym (aby jeszcze nie podpadał pod kategorię youngtimerów);
* Nie bierzemy pod uwagę samochodów sportowych (czy nawet quasi-sportowych) ani superdrogich limuzyn, gdyż większość z nich niemalże z automatu staje się po latach klasykami (dlatego nie ma tu ani Jaguarów XJ, ani żadnej generacji Mazdy MX5, ani nawet Audi TT); dopuszczamy auta maksymalnie segmentu E;
* Staramy się unikać aut, które zostały mianowane klasykami zaraz po zakończeniu ich produkcji, stąd brak najbardziej chyba oczywistego Renault Avantime (acz jednej oczywistości się nie ustrzegłem);
* Nie uwzględniamy osobnych wersji modeli - choćby hot-hatchy (każdy wypust Golfa GTI będzie youngtimerem, a "cywilny" Golf, poza klasyczną już jedynką, nie) czy np. superoszczędnych odmian, jak VW Lupo 3L (tak, ma potencjał na klasyka, podczas, gdy "zwykłe" Lupo nie bardzo);
* Po jednym modelu każdej marki.
Tak poza tym - wolna amerykanka. Dlatego znajdziecie tu i małe, miejskie toczydełka, i dość reprezentacyjne wozy klasy "executive". Są auta, które można kupić za 1500 zł i takie, które jako nowe przekraczały granicę 200 tysięcy, teraz zaś są warte kilkadziesiąt. Są samochody, którym brakuje maksymalnie 2-3 lat do uzyskania statusu yougtimera, i dopiero niedawno wycofane modele.
I - choć z planowanego top 10 zrobiło się w końcu top 15 - na pewno nie uwzględniłem wszystkich.
Jadziem.
15. Ford Ka
Ka, jak każdy Ford sprzed epoki Focusa, miał swoje przypadłości - choćby użycie gównolitu zamiast blachy. Większość egzemplarzy, które jeszcze istnieją, są trzymającymi się na szpachli i powertape'ie motoryzacyjnymi zombie. Jednego jednak nie można odmówić małemu Fordowi - miał charakter. Charakterystyczna, dość kontrowersyjna stylistyka, ponoć (nie wiem, nie jeździłem) świetne właściwości jezdne - wszystko to sprawiło, że w latach 90. Ka w Anglii był nazywany spadkobiercą oryginalnego Mini. Oczywiście najbardziej wartościowe będą pseudosportowa wersja Sportka i roadster Streetka, ale zwykła Ka-czka ma potencjał.
Miałem nawet pomysł na hasło reklamowe, oczywiście mające sens tylko w Polsce: coolKA. FORD MOTOR POLAND, GDZIE MOJE PINIENDZE
14. Peugeot 1007
Gdy na jednym z zaprzyjaźnionych blogów (przepraszam, nie pamiętam źródła a dzisiejsze poszukiwania spełzły na Nietzschem) 1007 znalazł się w podobnym zestawieniu przyszłych klasyków, protest mój był gromki. No bo spójrzmy: pomysł co prawda świetny - miejskie toczydełko z ułatwiającymi wsiadanie i wysiadanie na ciasnych parkingach odsuwanymi drzwiami - ale wykonanie dramatyczne. Drzwi otwierają się i zamykają jedynie elektrycznie, co sprawia, że cała operacja trwa rok (a awarie są szczególnie zabawne), zaś samochód jest tak ciężki, że nawet przyzwoite 1.4 nie zapewnia mu jakichkolwiek osiągów, za to, męcząc się z nadwagą małego Peugeota, wciąga nieograniczone ilości paliwa. Po głębszym zastanowieniu muszę jednak przyznać memu znakomitemu koledze rację. Otóż 1007 jest wynalazkiem jednocześnie mającym mnóstwo sensu i nie mającym go w ogóle, do tego podobnym dokładnie do niczego. A to czyni z niego materiał na klasyka.
A czemu jest tak nisko? Po prostu go nie lubię.
13. Renault Kangoo
Marka Renault generalnie ma kilku mocnych przedstawicieli. Wspomniany już Avantime, niewiele mniej dziwaczny Vel Satis, do tego Megane I Coupe - to wszystko kiedyś będzie śmigać na żółtych. Jednak było zbyt oczywiste. A dlaczego Kangoo? To może być nieco kontrowersyjny typ. Tym bardziej, że nie jest nawet protoplastą swojego segmentu - jest nim tandem Citroen Berlingo/Peugeot Partner, będący zresztą wzorcem metra w tej klasie. Jednak to przedliftowy Kangur Raz ma zadatki na youngtimera. Spójrzcie na tę mordkę. Potem na resztę auta. I jeszcze raz na mordkę. To jest prawdziwy spadkobierca R4F. I jaktajmerowatość kapie z niego jak olej z jego diesli.
12. Pontiac Aztek
| Źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Pontiac_Aztek#mediaviewer/File:Aztek1.JPG |
Tak, wiem, nie Aztek nie był nawet oferowany w EU. Ale paru wariatów go sobie sprowadziło. I jeżdżą. Sama idiotyczna stylistyka połączona z zaskakującą praktycznością wystarczyłyby, aby wyglądający jak nieślubne dziecko SsangYonga Rodiusa i dziurawej łajby Aztek trafił na tę listę, ale od kilku lat istnieje jeden, jeszcze lepszy powód.
Dwa słowa: Walter White.
11. Honda Element
Tak samo, jak Aztek, Honda Element nie była oficjalnie oferowana w Europie. A już na pewno nie w Polsce. Mimo to też pojawia się na liście. Czemu? Wystarczy spojrzeć. Element wygląda jak... no, jak elementy. Klocki. Bryły połączone ze sobą przez zdolne ale jeszcze nie do końca ogarnięte kilkuletnie dziecko. No i ten układ drzwi - taki sam, jak np. w Mazdzie RX-8! A najfajniejsze jest to, że Elementy spotyka się na naszych ulicach. Chętnie pospotykałbym się z takim na co dzień. Siedząc za jego kierownicą.
Z pozostałych Hond nie ignorowałbym świetnego HRV. Ani pierwszego Civica UFO. Szczególnie Type-R. Ale umówmy się - każdy Type-R jest skazany na zostanie klasykiem. O ile nie owinie go wokół latarni jakiś fan tekkno i densu.
10. Alfa Romeo 166
Wchodzimy do pierwszej dziesiątki, czyli robi się naprawdę grubo. A wśród top 10 przyszłych klasyków nie może zabraknąć Alfy. Ale nie powszechnie typowanej 156 - ta jest zbyt oczywista. Mój typ to komfortowa a jednocześnie sportowa limuzyna 166. Szczególnie przedlift. Jeden z najpiękniejszych samochodów w swojej klasie. Stylowy, niezbyt ostentacyjny a jednocześnie ociekający charakterem. No i brzmienie topowej widlastej szóstki. To naprawdę wystarczy.
9. Suzuki X90
Ni to 2-drzwiowy sedan, ni to coupe, ni to targa, do tego rama nośna i napęd na 4 koła. Nie wiem, co myśleli konstruktorzy Suzuki, gdy na bazie bardzo udanej Vitary opracowywali to coś, ale podejrzewam, że sushi, które zjedli wcześniej, było nieświeże. Trudno mi wyobrazić sobie bardziej idiotyczny, pozbawiony jakiegokolwiek sensu pojazd - i to czyni go zajebistym. Widzę go na Nitach za 15 lat. Z nagrodą w konkursie elegancji.
8. Rover 75
To chyba ostatni Rover (nie liczę tu CitiRovera, który powinien zostać bezpowrotnie zapomniany, a wszystkie egzemplarze komisyjnie zgniecione). Już sam ten fakt mógłby wystarczyć do znalezienia się tu, ale do tego dochodzi jeszcze stylówa. 75 jest na wskroś brytyjski - i to w dobrym znaczeniu tego słowa. Z zewnątrz - sedan i kombi o kolasycznych, jednocześnie konserwatywnych i wyrazistych kształtach. Wewnątrz - klub dla gentlemanów.
More tea, vicar?
7. Audi A2
| Żródło: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Audi_A2_rear.jpg |
Nie lubię współczesnych Audi. I nie kryję się z tym. Jednak A2 to unikat w swoim segmencie. Bezpośredni konkurent Mercedesa klasy A, ale ciekawiej wyglądający, lepiej jeżdżący (zdanie tych, którzy porównywali oba modele) i bardziej niezawodny. I w przeciwieństwie do A-klasy nie gnił. Bo był z aluminium.
6. Lexus IS
Gdybym mógł całkowicie za friko dostać którekolwiek z aut z tej listy, ale z zastrzeżeniem, że mam sam martwić się o serwis, wybór mógłby być tylko jeden.
Pierwsza generacja Lexusa IS była wymierzona bezpośrednio w BMW serii 3. Niewielki sedan (a nieco potem kombi - jedyny kombiak w historii Lexusa) o sportowym charakterze i wyrazistej stylistyce. No i to wnętrze. Te wskaźniki wzorowane na sportowym zegarku. Coś wspaniałego. Nie mówiąc już o tym, że IS wygrywał z "trójką" niezawodnością. I tym, że nie był BMW.
Poproszę kombi (zdjęcie na dole) - nie tak wyględne jak sedan, ale praktyczniejsze, co dla mnie ważne. I w takim kolorze, jak czterodrzwiowa wersja na górnej fotce. Dziękuję.
5. Lancia Thesis
Chyba ostatnia prawdziwa Lancia. No chyba, że będziemy liczyć trzecią generację Delty. Ale jak dla mnie to Thesis zasługuje na miejsce w tym zestawieniu. A to dlatego, że poza byciem wygodną, pięknie (po włosku) wykończoną w środku limuzyną, najzwyczajniej w świecie obłędnie wygląda. Postawcie obok siebie Thesisa i dowolnego z mainstreamowych konkurentów, szczególnie niemieckich. I powiedzcie, który prezentuje się szlachetniej i ma więcej charakteru.
No właśnie.
4. Nissan Cube
Cube jest dokładnie tym, co sugeruje jego nazwa: kostką. Zabawną, pocieszną kosteczką do przewozu ludzi mających poczucie humoru na właściwym miejscu i w odpowiedniej ilości. Wygląda troszkę jak oldskulowa lodówka, ale podejrzewam, że lepiej jeździ. Do tego pokrywa bagażnika otwierana na bok i asymetria prawych i lewych okien. Cube jest nieprawdopodobnie wręcz japoński. Chyba najbardziej japoński z wyglądu samochód dostępny nie tak dawno na naszym rynku. Uwielbiam.
3. Fiat Multipla
Tak, zdecydowanie uważam, że Multipla zasługuje na miejsce na podium.
Wyśmiewana przez wielu, uwielbiana przez nielicznych. Dziwaczny kompaktowy van, którego nie da się pomylić z czymkolwiek innym na planecie. Do tego niezwykle praktyczne, przemyślane auto. I cholernie sympatyczne.
Tak, ja też kiedyś się z niej wyśmiewałem. A teraz? Jeździłbym. Jak zły.
2. Citroen C6
Chyba najbardziej oczywisty wybór na tej liście. Prawie równie oczywisty, co Avantime, którego nie uwzględniłem właśnie ze względu na to, że wszyscy twierdzą, iż będzie klasykiem (i mają rację). Ale... przepraszam, nie mogłem go pominąć.
C6 to ostatni spadkobierca wspaniałej tradycji wielkich "poduszkowców" Citroena. Inny niż wszystkie inne samochody. Natychmiast rozpoznawalny. I absolutnie, zdumiewająco, ślinotocznie przepiękny.
Spójrzcie tylko na niego. I proszę, nie patrzcie na moje spodnie.
1. Saab 9-5
Choć to C6 najbardziej kocham a IS-a najbardziej chcę, nie zastanawiałem się długo nad numerem 1 na tej liście. Wybór był w zasadzie oczywisty.
Długie korowody szwedzkich aut z naklejkami "Save Saab". Fora internetowe. Kluby miłośników. Zloty. Wszystko to na nic. Generał Motors zamordował kolejną zasłużoną markę. Na niczym spełzły również kolejne próby reanimowania Saaba, a każda firma, która się tego podejmowała, kończyła jako smutny bankrut. Na tym można by było zakończyć opowieść, ale nie możemy zapomnieć o ostatnim seryjnie produkowanym modelu Saaba - drugiej generacji 9-5. I nie, to nie była restylizowana Insignia. To było dużo, dużo więcej. To pomnik, pamiątka. A do tego kawał pięknego auta.
A z takim dziedzictwem nie da się dyskutować - to ostatni Saab 9-5 jest najpewniejszym przyszłym klasykiem.
A teraz możecie dyskutować. Ja i tak wiem swoje.
A z takim dziedzictwem nie da się dyskutować - to ostatni Saab 9-5 jest najpewniejszym przyszłym klasykiem.
A teraz możecie dyskutować. Ja i tak wiem swoje.











