piątek, 27 września 2013

Śmignąwszy: Emcefał

Buna ziua.

Ostatnio troszkę pośmigałem, a zapowiada się, że będę śmigał jeszcze. Raduje mnie to szczerze, albowiem śmigać lubię. Nawet nówkami-salonówkami, choć serce me należy do starzyzny żelaznej. Zaś kolejną nówką-salonówką, którą miałem okazję obczaić ostatniemi czasy, była nowa Dacia Logan MCV.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że głoszeniem swej sympatii do motoryzacji niskobudżetowej dorabiam filozofię do swych niegodnych człowieka sukcesu dochodów. A jako, że w internetach każdy jest trzepiącym nieziemską kasiorę człowiekiem sukcesu, ma kaloryfer na brzuchu, arbuzy pod pachami, obwieszon jest wybraną płcią w przednich gatunkach (li tylko wizualnie, rzecz jasna, bo kto by się przejmował tym, czy po kilku wspólnych latach ma się chęć otworzenia paszczy do takiego indywiduum) niczym kaukaski biznesmen złotem, a wszystko, co robi, robi bo chce i może, ja też niniejszym obwieszczam, że sama idea Dacii jest mi bliska, gdyż tak. Lubię tanie samochody bo mam ekscentryczny gust, zaś praktyczność cenię, gdyż w dużym bagażniku zmieści się więcej walizek z kasą i złotej biżuterii. A jak komuś to nie pasuje, jest to jego własna, prywatna tragedia.

Dlatego też gdy Dacia ogłosiła konkurs który zawierał element przejażdżkowy, stwierdziłem, że ja, jeżely pan pozwoly, z przyjemnością. Skomunikowałem się tedy z najdogodniej dla mnie usytuowanym salonem, z repertuaru tej szlachetnej rumuńskiej marki wybrałem nowego Logana MCV (kombi, znaczy) - takiego samego, jaki jest do wygrania - i kilka dni później przybyłem na miejsce celem dokonania śmignięcia.

Pisałem ostatnio na fąpażu o nowej lustrzance Canona... Wtedy jeszcze jej nie miałem
Nowy Logan prezentuje się... zwyczajnie. Dostępny jest sedan (oferowanych w designerskich odmianach Grzyb i Wąsacz) oraz kombi zwane MCV. Tak samo było też w przypadku poprzedniej generacji Logana, przy czym w jego przypadku zwyczajność łączyła się z subtelną pokracznością doprawioną delikatną nutką szpetoty i kilkoma blaszanymi wiadrami toporności. Nowa generacja jest już po prostu zwyczajna. Ani ładna ani brzydka, ani zgrabna ani pokraczna, po prostu zwyczajna. Może nawet troszkę nijaka, choć z pyska prezentuje się nawet fajnie. Dość nijako, choć całkiem przyjemnie, jest także w środku - o ile poprzednia generacja miała ekologiczną deskę rozdzielczą wykonaną z wtryśniętych w formę zmielonych kubków po jogurcie, tutaj mamy coś, co przypomina z grubsza materiały stosowane przez innych producentów, a od tworzyw, z których wykonane są deski innych samochodów tzw. klasy budżetowej (np. Citroen C-Elyssee/Peugeot 301) nie odbiega w ogóle. Powiem więcej - deska rozdzielcza w Loganie sprawia lepsze wrażenie niż ta w Peugeocie 301, którym jeździłem ostatnio. Prędkościomierz i obrotomierz wyglądają jak żywcem wyjęte z poprzednich Clio czy Megane - i de facto mówi to wszystko o tym, czym są Dacie: na nowo odzianymi starszymi Renówkami. Niestety, "starsze" nie oznacza to "z lat 60." tylko "poprzedniej generacji". A szkoda, bo gdyby Logan był - tak, jak 1300/1310 - oparty na Renault 12, zaś Sandero siedziało na platformowej ramie "czwórki" i miało dźwignię zmiany biegów wystającą z deski rozdzielczej, prawdopodobnie popuściłbym z zachwytu i natychmiast podpisał umowę leasingową. Ale i tak stosowanie sprawdzonych rozwiązań trafia mi do przekonania, nawet, jeśli nie są to rozwiązania tak sprawdzone (i zajebiste), jak zawieszenie na drążkach skrętnych umożliwiających regulację prześwitu, wspomniana "parasolka" zmiany biegów czy wdłużnie umieszczony gaźnikowy silnik OHV ze skrzynią biegów zamontowaną przed nim.

No właśnie, silnik. Tu sprawdzone rozwiązania niestety się kończą. "Mój" MCV miał zamontowaną 3-cylindrową jednostkę o pojemności 0,9 l i mocy 90 KM. Silnik ma bezpośredni wtrysk i turbosprężarkę, czyli wszystko to, czego nie lubię. Downsizing, eko-czoko, planned obsolency i resurs obliczony zapewne na ok. 100, max 150 tys. km, do tego koszty serwisu wymagające brania kredytu pod hipotekę i znalezienia 3 żyrantów. Dziękuję, wolę papieskie R4, którym jakiś gość w sukience machnął już ponoć 300 tysięcy km a Franek przez duże P ma w planach nawijać kolejne. Raz na pewien czas Giacomo Lemoni i Giuseppe Gommiaco w jakiejś podrzymskiej stodole pukną młotkiem i przykręcą dwie śruby, naprawiając w ten sposób wszystko za jednym zamachem, cała operacja będzie kosztowała ok. 23 ojrocenty i Renóweczka pojedzie dalej, podczas, gdy będziemy się już golić kolejnymi egzemplarzami nowoczesnego i ekologicznego 0,9 TCe. Signum temporis, niestety.

Dlatego też nie uważam za zasadne dokładnie opisywać wrażeń z jazdy - w każdym razie tych związanych z napędem. Ten silnik i tak zaraz się rozpadnie, więc nie warto zawracać sobie nim głowy. Dochodzące do mnie z różnych źródeł sygnały dotyczące doświadczenia z jego starszym i większym bratem, czyli 1.2 TCe, nie pozostawiają większych złudzeń - to zwykła padaka. Może nie tak epicko zła jak słynne 1.4 TSI wypuszczone przez mój "ukochany" koncern VAG, zaprojektowane w całości przez ichniejszy Dział Planowania Awarii, ale i tak nie ma sensu mieć jakichkolwiek złudzeń. Lepiej skierować strugę złocistego produktu przemiany materii na tę nowomodną technologię z cyklu "ludzie ludziom zgotowali ten los",  następnie pogardliwie wypuścić chmurę gazów trawiennych w kierunku znanego z samoczynnej dezintegracji diesla 1.5 dCi i zamówić solidną, sprawdzoną, niedrogą w eksploatacji 75-konną wersję 1.2 16V. Można z gazem, nie zrobi mu krzywdy. A że będzie odrobinę wolniejszy? Plażo proszę, jak to mawia Blogo. To nie jest samochód na tor czy do wyścigów na ćwierć mili. Proste w konstrukcji zawieszenie jest dość miękkie, wspomaganie kierownicy działa lekko, troszkę brakuje czucia tego, co dzieje się z przednimi kołami... Nie szkodzi. To zwykłe, pojemne, komfortowe auto do spokojnego bujania się na co dzień. I łykania sporych ilości bagażu.


Tak się składa, że miałem akurat ze sobą 2 basy - Jazza w usztywnianym, piankowym pokrowcu i Alembica w klasycznym, prostokątnym futerale. Ten drugi niestety nie wejdzie do środka wpoprzek (jak np. w Legacy, Baleronie, czy Lexusie) a przy standardowym położeniu siedzeń także wzdłuż, ale bas zapakowany w porządny pokrowiec włazi bez bólu. Podejrzewam, że "kształtowy" futerał też dałoby się to wcisnąć. Generalnie bagażnik jest zacny - 570 litrów to nie w kij pierdział. Niestety, pod tym względem nowy MCV ustępuje poprzednikowi, którego kufer łykał ok. 700 litrów i można by było tam w zasadzie mieszkać. Jednak aktualny Logan MCV ma być zwykłym, niewielkim (choć nadal bardzo przestronnym) kombi, zaś jego bardziej bagażową funcję poprzedniego Logana MCV przejął nowy Dokker, będący konkurencją dla Berlingo/Partnera, Doblo i kilku innych tzw. kombivanów. A nim też będę chciał się przejechać. Bardzo.

Podsumowując, czyli zady i walety:

Dacia Logan MCV w swej aktualnej odsłonie to chyba najzwyczajniejsze kombi na rynku. Żadnych stylistycznych fajerwerków, żadnych pseudosportowych pretensji, forma podporządkowana funkcji. Nie kryję, że bardzo mi to odpowiada - auto jest przestronne, wygodne, zaś jego bagażnik wystarczy do większości zastosowań. Na pewno nada się do przwozu sprzętu - jasne, nie łyknie sztywnego futerału bez składania choć części oparcia, ale nie zrobi tego też wiele sporo droższych samochodów. Właśnie, cena - w wersji z jedynym sensownym w gamie silnikiem 1.2 75 KM Emcefałkę można mieć już za ok. 36600 zł! Niestety będzie to wtedy golutka wersja, pozbawiona nawet radia, ale zupełnie rozsądna dopłata za pakiet Komfort oprócz radia zapewni również klimatyzację, a cena nadal będzie wynosiła poniżej 40 tysięcy. Za 43 tysięcy mamy Logana MCV z pakietem Komfort i instalacją LPG. I to chyba najsensowniejsza konfiguracja. Dlatego jeśli naprawdę potrzebujesz nówki-salonówki, nie chcesz jeździć vanem ale musisz mieć możliwość targania sprzętu a cena jest dla Ciebie ważnym argumentem, Logan MCV zdaje się być obecnie najsensowniejszą propozycją. Tylko unikaj 0.9 TCe i 1.5 dCi...

Plusy:

* cena (w szczególności w relacji do całej reszty)
* wygodne, obszerne wnętrze
* srogi bagażnik
* niezły komfort
* niedrogi serwis (w przypadku 1.2 75 KM)

Minusy:

* widoczna taniość (coś za coś)
* nie budzący zaufania 0.9 TCe, awaryjny 1.5 dCi
* bagażnik mógłby być jednak odrobinę szerszy

Co nim wozić:

Niedrogi, praktyczny samochód - to i niedrogi, uniwersalny bas. Cort GB94/95 będzie jak znalazł. Ale i Sandbergi z serii California czy Lakland Skyline 55-01 nie powinny narzekać.

Mulţumesc, la revedere.

wtorek, 24 września 2013

Spacerkiem i rowerkiem (i nie tylko): Mix Wolsko-Bemowski (+ E-Rally po Jelonkach)


Dzień dobry się ze wszystkimi niniejszym.

Jak już wspomniałem na fąpażu, Wybranka wyposażyła nas w Aparat. Wróciłem ci ja sobie wczoraj do domu, patrzę, a tam Canon EOS 1100D. Co prawda 1100 to niewielka pojemność jak na diesla, ale i tak jest fajnie. Od teraz relacje i testy będą wreszcie opatrzone przyzwoitymi jakościowo zdjęciami - z wyjątkiem najbliższego "Śmignąwszy" (mam już w zanadrzu, będzie niedługo) i miksów (materiałów nazbierało się już dawno). Ale sobotnia eventualność będzie już strzelana nowym Canonem.

Tymczasem przechodzimy do tzw. adremu, czyli meritum jądra tematu. Miksu, znaczy.

Jest w środkowo-zachodniej części Warszawy dzielnica Wolą zwana, zaś jeszcze trochę na zachód od niej leży sobie spokojnie Bemowo. I jeśli chodzi o żelazo, dzieje się tam naprawdę dużo...

Zacznijmy od tego, że pracuję właśnie na Woli - a konkretnie w jej industrialno-pekapowskiej południowej części. Idzie sobie człowiek do roboty, a tam...

Ktoś przyjechał prestiżowym Paskiem w Tede... nie, czekaj

Ta abominacja już się kiedyś u mnie pojawiła. Co to jest ja nawet nie

Można też wyjść zimą z roboty, jest już ciemno, a tu Daihatsu Cuore. Because why the fuck not.

Albo można też wyjść wiosną, jest jeszcze jasno, a tu Lincoln Mark LT. Because fuck fuel economy.

Można iść sobie na przystanek (skromne 2 km) a tu Alfa 164 na czarnej blaszce pilnuje terenu

Albo Corolka E7 z Hipstajmer Warsaw po prostu sobie moknie w deszczu

Można też odwiedzić Czcigodną Staruszkę w pracy (w innej części Woly), po czym wybrać się na spacer po okolicy, a tam...
BX we wszystko mówiącej wersji Classic Special

I LT-ek na emeryturze

Ten egzemplarz był już na Złomniku

Szansa, że jest w jednych rękach on nowości, jest niezerowa

Prokurator przyjeżdża 17 Polonezami, straż - Żukiem. Jednym.

Trochę dalej stoi jego przytulny, wyposażony w firanki braciszek. Ciekawe, czy w środku jest meblościanka

Są też Fordy. Niektóre na 100% jeżdżą...

Inne raczej nie bardzo

Polski rynek obfituje w małe jeździdełka, i dlatego ktoś kupił sobie Alto, którego nigdy u nas nie oferowano. W automacie. Suzuki AltoMatic, HE HE HE, przepraszam, musiałem

Ten też miał automat. I fele od najbiedniejszego Golfa. Brakowało tylko plakietki 1.6 D

Nader klimatyczna scenka rodzajowa; tego C25 zresztą widziałem niedawno po raz drugi, niedaleko mojej pracy - znaczy jeździ. I dobrze

Przyjechał z bazaru po sprzedaży zapasu cebuli i tak został

Ależ to był szpan 25 lat temu.

Ależ to nie był szpan nigdy. Co nie zmienia faktu, że to zupełnie rzetelne toczydło do taniego śmigania na co dzień

Ależ to było głupie nadwozie - hatchback/liftback o linii sedana. Sztywność level 0
Przejeżdżamy na Bemowo. A tam...

Obiekt chroniony pod postacią budy od Renault 4. Pewnie szykują dla papieża

BAAALDWIIIN!!!

Trabi - tak samo, jak Quatrelka - za płotem. Tylko bez ochrony. Widać papież go nie chciał

Trabant bez krat, za to w kombiaczu

Ducato bezprogowe

Karrol, znasz egzemplarz? (nie do Ciebie, Ascot)

Zapewne nadal można kupić z niego ziemniory

A i ten pewnie niejedną tonę kapusty przetaszczył
Kilka moich wolsko-bemowskich fot (oraz ze dwie grochowskie) znalazło się w dzisiejszym miksie na Złomniku (w związku z czym nie ma ich tu) - jak ktoś chce niech poszuka. Serdecznie polecam, cały miks jest nader srogi (SĄ TAM GS-y, PRÓBOWANO MNIE NIMI ZABIĆ NA ŚLINOTOCZNE ZAPALENIE MUZGÓ).

A teraz obiecywany w tytule bonusik. Dziś z tzw. powodów niezależnych został przerwany (szkoda - mieliśmy z Wybranką sporą szansę na dobrą punktację) kolejny etap stadobaranowego E-Rally, tym razem prowadzący po Jelonkach. Zaś Jelonki to też Bemowo, zasadniczo. A znaleźć tam można było dużo. And I mean DUŻO. Z czego większość nie była nawet punktami rajdu...

Ten piękny Nissan Vanette na ten dany przykład nie był

Ten idealny, przepiękny, ślinotoczny BX też nie

Ani ten ZX, choć ewidentnie ma status nieruchomości

W ogóle na ul. Krzywoń, którą zwiedziliśmy z 8 razy, nie wiedząc, o co biega temu itinereru (i na której spotkaliśmy inną załogę, która też nie ogarniała), dzieją się rzeczy.

Na przykład TO.

Tak, to jest dokładnie to, co się wydaje, że jest. Ktoś zostawił sobie Nissana 300ZX na zgnicie. Dodam, że to też nie był punkt rajdu

Stojąca nieopodal śliczna Ścierra też nie

Za to Ursusik - jak najbardziej. Acz wbrew opisowi nie był przekrzywiony

Zagłębie Czarnej Blachy

Demon Prędkości

Tego przecudnego Vanette oglądałem z 8 razy, krążąc po Puszczy Solskiej...

...tak samo jak tę Marbellę (bo to Seat raczej a nie Pandziocha?)...

...i Malczana.

A to kolejny punkt rajdu. I chyba mój ulubiony. Kącik francuski z przepiękną Xantią-karetką w roli głównej. Miała tylne lampy od ZX-a kombi...

...o, takiego.

W ogóle mnóstwo tam ZX-ów, wszystkie czerwone. Ten z kolei zmylił mnie i Wybrankę przy pytaniu o buszującego w trawie (a to nie był on - na szczęście zarośnięty Maluch został odnaleziony).

Nieopodal Hiszpanie udawali Niemca, co było dziwne, gdyż zazwyczaj udaje się Greka

Ten chyba niczego nie udaje

Ten też nie - choć z daleka może udawać jeżdżącego

I praktycznie sama końcówka rajdu. Za płotem na polanie stał samotny Żuk (ostatnie pytanie)...
...i to tyle, jeśli chodzi o Wolę i Bemowo z Jelonkami. Następny miks za czas pewien.

Orezerwuar.